– Mam pretensje do policji o to, że kiedy skradziono mi auto, sam musiałem szukać złodzieja – mówi właściciel warsztatu samochodowego i myjni z ulicy Mickiewicza.
– To było dwudziestego września – opowiada. – Przyszedłem do warsztatu około dziewiątej, a mój kolega zapytał, gdzie jest golf, który stał przed zakładem. To był niebieski volkswagen golf na litewskich blachach, którego klient oddał mi do naprawy. Myślałem, że może pracownik schował go do garażu, ale auta nie było. Zadzwoniłem na dziewięć dziewięć siedem. Zgłosiłem kradzież i usłyszałem, że[paywall] będą szukać auta. Warsztat jest monitorowany, ale tego miejsca kamera akurat nie obejmowała. Za pół godziny dostałem od znajomego wiadomość, że samochód widziano na ulicy Sportowej, a po chwili kolejną, że stoi na ulicy Zawiszy Czarnego. Chwyciłem za telefon, zadzwoniłem do policjanta i powiedziałem, gdzie jest auto. Potem wsiadłem z kolegą do samochodu i pojechaliśmy tam. Trochę to trwało, bo to drugi koniec miasta, a na ulicach był duży ruch. Kiedy dojechaliśmy, zobaczyłem skradzionego golfa, w którym był młody mężczyzna z jakąś panienką. Zaparkowałem tak, żeby ich zablokować, ale okazało się, że nie mogli odjechać, bo auto jest uszkodzone i miało rozbitą felgę. Znowu chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do policjanta, żeby powiedzieć, gdzie jest auto, po czym czekałem, chyba ponad dwadzieścia minut. To jak to jest, że ja sam muszę łapać złodzieja i jeszcze czekać na policję? – żali się właściciel warsztatu.
– Ten pan ma nieuzasadnione pretensje – wyjaśnia sierż. szt. Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu – i wylicza, minuta po minucie, działania policji. Dyżurny komendy przyjął zgłoszenie o zdarzeniu o dziewiątej czterdzieści osiem, co łatwo sprawdzić, gdyż wszystkie rozmowy są nagrywane. Siedem minut później powiadomił wydział kryminalny i o dziesiątej siedem policjanci byli już na mieście. O dziesiątej trzydzieści przyjechali na ulicę Zawiszy Czarnego tuż za właścicielem warsztatu. W tym samym momencie podjechał tam właściciel opla vectry, którą sprawcy uszkodzili w czasie jazdy golfem. Wszystko trwało czterdzieści dwie minuty, więc, biorąc pod uwagę zatłoczone ulice, nie może być mowy o naszej opieszałości – podsumowuje sierż. szt. Marta Fac.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Chłopie to trzeba było się cieszyć, że Ci ten wynalazek po agrotuningu ukradli, a Ty się jeszcze żalisz...
Chłopie to trzeba było się cieszyć, że Ci ten wynalazek po agrotuningu ukradli, a Ty się jeszcze żalisz...
antyreklama :D