Reklama

O jednych pamiętamy, o innych nie, czyli rocznica urodzin wielkiej przemyślanki, pionierki terapii rodzinnej

Nadsański gród wydał na świat wiele znamienitych postaci. O jednych się pamięta i oddaje cześć, inni są zapomniani. A szkoda. 23 lipca br. przypadła 92. rocznica urodzin wybitnej postaci polskiej psychiatrii i psychoterapii, pionierki terapii rodzinnej, profesor Marii Orwid. Rocznica ta w jej rodzinnym mieście przeszła zupełnie bez echa.

Maria Orwid (właściwie: Maryla Pfeffer) urodziła się 23 lipca 1930 r. w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. W Przemyślu spędziła większość swojego dzieciństwa, wychowując się w wielopokoleniowej rodzinie. Jej rodzicami byli adwokat Adolf Pfeffer i Klara z Weinstocków. Mieszkali w centrum miasta, w kamienicy na placu na Bramie 2. Po wojnie w tym samym domu zamieszkał wraz z córką Wilhelm Schillinger – jeden z Żydów ukrywających się u sióstr Podgórskich na ulicy Tatarskiej. Tyle, że niemal wszyscy w mieście znali go jako Władysława Orlicza, znanego i lubianego technika dentystę[paywall].

Ciekawie, z przemyskimi wątkami, tę wybitną postać na stronie www.przemyskiehistorie.pl przedstawił Maciej Pietrzak.

Reklama

„(...) Przed wojną mała Maria uczęszczała do żydowskiej szkoły prywatnej, działającej na prawach szkoły państwowej. Wraz z nią, do tej samej klasy, chodził również młody Janek Zimmerman, który – tak jak Wilhelm Schilinger – znalazł wraz ze swoją mamą i siostrą schronienie u sióstr Podgórskich (...)”. Spośród kilkunastu uczniów tej klasy, wojnę przeżyły tylko dwie osoby, właśnie Maria i Jan.

A propos II wojny światowej. Jej szczęśliwe życie skończyło się wraz z wybuchem tej najstraszniejszej z wojen. Wraz z rodziną została przesiedlona do przemyskiego getta. Liczna część jej żydowskiej rodziny została zamordowana. Było to dla niej bardzo traumatyczne przeżycie, ale jednocześnie uczyniło ją niezwykle wrażliwą na kwestie wolności, władzy, wykluczenia i przynależności. Jej wraz z matką udało się z niego uciec. Ukrywały się w domu u Teofili Kic. Na krótko przed śmiercią M. Orwid udało się doprowadzić do przyznania swojej wybawicielce Medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Reklama

Wielka postać psychoterapii

Po wojnie zamieszkała w Krakowie, gdzie w 1953 r. ukończyła Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego. Będąc studentką, zaangażowała się w działalność Krakowskiej Kliniki Psychiatrycznej. M. Orwid wierzyła, że psychiatria uratowała jej życie po doświadczeniach Holokaustu. W 1957 r. wzięła udział w pierwszych badaniach nad traumą poobozową u byłych więźniów obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Pod koniec lat 80. wraz z zespołem kolegów i koleżanek rozpoczęła badania nad ocalałymi z Holokaustu, a następnie stworzyła pierwszy program terapii dla tych, którzy przeżyli Holokaust, a także dla ich dzieci.

Maria Orwid przez całe swoje życie zawodowe nieustannie pracowała nad rozwojem psychiatrii młodzieżowej, propagując nowoczesny, zintegrowany model leczenia oparty na społeczności terapeutycznej, psychoterapii i terapii rodzinnej. Była założycielką i dyrektorką pierwszej w Polsce Kliniki Psychiatrycznej Dzieci i Młodzieży w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, aż do swojego przejścia na emeryturę w 2000 r.

Reklama

Była wspaniałą ambasadorką polskich psychoterapeutów. Nawiązywała kontakty i pielęgnowała przyjaźnie ze światowymi liderami i liderkami terapii rodzinnych. Przyczyniła się do sprowadzania wybitnych terapeutów do Krakowa, organizowała ich wykłady i warsztaty, dzięki czemu młodsze koleżanki i koledzy mogli uczyć się od prawdziwych mistrzów.

Co za gówniarz...

Ci, którzy ją znali, wiedzieli, że była otwarta wobec ludzi, miała przyjaciół na całym świecie. Słuchała ludzi uważnie i zawsze znajdowała dla każdego czas. Ponad wszystko ceniła niezależność i wolność. Regularnie i aktywnie uczestniczyła w Marszach Równości. Nie zgadzała się z opiniami, że dokonała rewolucji w psychiatrii. Swego czasu miała powiedzieć: „Co za gówniarz mógł powiedzieć coś takiego! Rewolucje zawsze prowadzą do niszczenia!”

Reklama

W Krakowie działała na rzecz społeczności żydowskiej, choć sama była osobą niewierzącą. Tam też zmarła 9 lutego 2009 r.

„(...) Od 2021 r. Maria Orwid ma pod Wawelem ulicę swojego imienia. Ulicę i park swojego imienia ma również w Krakowie Henryk Jordan. Choć oboje „krakusów” dzieli prawie 90 lat różnicy, łączy ich jedno – urodzili się 23 lipca w Przemyślu. Inne czasy, inne światy, inna ludzka pamięć. I choć bywa, że w Przemyślu niejako z dumą wspomina się „związki” Henryka Jordana z miastem, to zupełnie przemilcza okoliczność, że gdy umarł, to – w przeciwieństwie do Krakowa i Lwowa – nikt tego faktu nawet nie odnotował (...). Trzeba jednak przyznać, że z pamięcią o postaci Pani Profesor jest już w Przemyślu znacznie lepiej” – podsumował swój ciekawy szkic Maciej Pietrzak.

Czy aby na pewno jest lepiej...?
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama