Mieszkańcy 1,5-kilometrowego odcinka ulicy Bielskiego w Przemyślu mają już dość ciągłego zwodzenia, obiecywania i tymczasowości. Żądają pochylenia się władz miasta nad problemem, który od lat sygnalizują.
Jeśli komuś się wydaje, że ulica Bielskiego wiedzie od skweru im. Zygmunta Majgiera, tuż przy kościele pw. Miłosierdzia Bożego, poprzez popularne serpentyny i „wypada” na ulicę Grunwaldzką, jest w ogromnym błędzie. Faktem jest, że owy fragment jest bardziej popularny niż ten... nieco dłuższy, bo liczący prawie 1,5 km, łączący się w z ulicą Chrzanowskiej i dalej z ulica Paderewskiego na przemyskim osiedlu Kazanów. Faktem jest, że owy popularniejszy fragment jest pięknie wyremontowany, a jeździ się nim jak po stole. Mniej popularny, wiodący wzdłuż wspomnianej świątyni, a potem m.in. ogródków działkowych, Prochowni na Ostrowiu Twierdzy Przemyśl czy Szańca XIIIa „Strzelnica” tejże, jest poszatkowany dziurami, nierównościami. Brakuje chodników, oświetlenia, poboczy. Taki XIX wiek. Dramatyczny kontrast[paywall].
Pan Wacław Baran ma teczkę wypełnioną dokumentami. Prawdę powiedziawszy, tylko on jest w stanie rozszyfrować, jaki plik papierów której sprawy dotyczy. Ten związany z „bojami” o solidne wyremontowanie całej ulicy Bielskiego jest naprawdę spory. Ma wycinki z gazet (jeszcze z 2016 r.), dotyczące całkiem okazałego wianuszka obietnic, które od ponad 7 lat składają władni w tym mieście. Ma dziesiątki pism, kierowanych do magistratu z prośbami o pochylenie się nad problemem. I odpowiedzi, z których – jak zwykle – niewiele wynika. Że może kiedyś, że nie ma pieniędzy, że może się postaramy o poszukanie dofinansowania remontu, itd., itp. Zmobilizował do działania grupę najbardziej zainteresowanych osób, mieszkańców tego liczącego ponad 1,5 km odcinka ul. Bielskiego. Płacą podatki jak każdy mieszkaniec tego miasta. Tyle, że czują się traktowani z buta, jak mieszkańcy drugiej kategorii.
– W obiecankach są znakomici. Ponad półtorakilometrowy odcinek Bielskiego, który wypada na Chrzanowskiej, wygląda fatalnie. I nic się nie zmienia od lat. Już sześć lat temu obiecywali, że przygotowywana jest dokumentacja na wykonanie generalnego remontu. Cisza. W kolejnym roku było podobnie. Cisza. Nie protestowaliśmy, bo miasto kończyło bardzo potężną inwestycję, jaką był remont ulicy Wysockiego. Wiedzieliśmy, że dwóch srok za ogon się złapać nie da, bo miasto nie jest bogate. Remont się skończył, a nam ciągle obiecywano
– zagaja rozmowę pan Wacław.
Dołączają się do niej kolejni zdegustowani mieszkańcy tamtych rejonów miasta.
– Wie pan, to wbrew pozorom bardzo ruchliwy odcinek ulicy. Ruchliwy, bo kierowcy robią sobie skrót. Jadą od strony Żurawicy do Ostrowa i nie chcą jechać przez miasto, a tędy. To taka przelotówka. Warto dodać, że to ulica forteczna, taką ma podbudowę. A na to położono zużyty asfalt. Efekty są widoczne. Dodatkowym problemem są ciężkie samochody firm, które prowadzą remonty. To nie droga, która jest w stanie sprostać wielotonowym pojazdom. Co jakiś czas ktoś tu przyjedzie, nasypie tłucznia, zaleje lepiszczem, ale to pomaga na kilka dni. Nawet nie tygodni. Jeśli pada deszcz, wszystko wymywa
Reklama
– opowiada jeden z nich, dodając:
– Ta droga po prostu zakończyła swój żywot.
– Trzeba wziąć pod uwagę także kwestie bezpieczeństwa. Na tej ulicy są ogródki działkowe. A działkowicze, jak to działkowicze, najczęściej chodzą na piechotę. Tędy przemieszczają sie także dzieci, idąc lub wracając ze szkół. Nie ma ani chodnika, ani oświetlenia, ani choćby przyzwoitego pobocza
– wyjaśnił kolejny z naszych rozmówców.
– Prawdą jest, że remont tego odcinka to duże pieniądze. Ale może wreszcie ktoś pochyliłby się nad tym problemem i po prostu zaczął działać, a nie ciągle obiecywać. Żeby zacząć remont, trzeba również zaktualizować istniejącą dokumentację. Co za tym idzie, wydanie takiej decyzji wiąże się z koniecznością wypłacenia odszkodowania za wywłaszczone grunty. To kwota około miliona złotych. Nikomu się to pewnie nie opłaca
Reklama
– stwierdził pierwszy z cytowanych.
I ma rację, bo 6 czerwca br. zastępca prezydenta miasta Bogusław Świeży na kolejne pismo Zarządu Osiedla nr 4 „Lipowica” odpowiedział, że nie było możliwe złożenie przez miasto wniosku o dofinansowanie remontu tego odcinka drogi, bo... brakuje aktualizacji dokumentacji technicznej i kosztorysowej. Obecnie łączny koszt (ze wspomnianymi elementami) prac to kwota ok. 13,5 mln zł.
– Cały czas mówią, że nie ma pieniędzy. Pisaliśmy wszędzie. W każdej odpowiedzi jest sentencja, że aby cokolwiek zaczęło się w tej sprawie dziać, potrzeba aktualizacji dokumentacji. Więc niechże wreszcie ją zaktualizują! Bo to już przekroczyło wszelkie granice
Reklama
– powiedział pan Wacław.
– Remont, a w zasadzie gruntowna przebudowa tego odcinka ulicy Bielskiego, to wymagająca inwestycja. Dotyczy to zarówno części projektowej, jak i finansowania jej. Oczywiście badamy możliwości pozyskania pieniędzy ze źródeł zewnętrznych, nadal jednak będzie to wymagało czasu
– wyjaśnił Witold Wołczyk z Wydziału Promocji i Kultury Urzędu Miejskiego w Przemyślu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze