Reklama

Obrazki z wojennego Lwowa [ZDJĘCIA]

06/08/2025 14:23

Codziennie media oraz internet dostarczają w miarę aktualne, ale nie zawsze prawdziwe informacje z wojny w Ukrainie. Najczęściej są to sceny z walk we wschodniej i południowej Ukrainie albo skutki rosyjskich nalotów. Postanowiłem sprawdzić, jak wygląda wojenne życie we Lwowie, z dala od frontu.


Piątek, 25 lipca, 1251. dzień pełnoskalowej wojny. Wczesne popołudnie. Miasto tętni normalnym życiem. Nagle zaczynają wyć syreny. Alarm. Przejmujące, jednostajne dźwięki wwiercają się w uszy. Przypomniał mi się wiersz Antoniego Słonimskiego „Alarm” (napisany we wrześniu 1939 roku) „Ze zgiełku i wrzawy/ Dźwięk jeden wybucha rośnie, / Kołuje jękliwie,/ Głos syren – w oktawy”. Z ulicznych głośników słychać powtarzany kilka razy komunikat „Obywatele! Zabierzcie dokumenty i udajcie się do schronów. Zachowajcie spokój”. Rozglądam się i widzę, że nikt nie reaguje. Tramwaje jeżdżą, sklepy pracują normalnie, otwarte restauracje. Wojna trwa już długo, ludzie się przyzwyczaili, a poza tym wszyscy mają w telefonach aplikacje na Telegramie i mogą sprawdzić, jaki rejon aktualnie jest zagrożony nalotami, więc może alarm nie dotyczy tej dzielnicy. Pół godziny później syreny ogłaszają koniec alarmu. Gdyby tę scenę pokazać w filmie pozbawionym dźwięku, żaden Europejczyk nie uwierzyłby, że została nakręcona w kraju, w którym trwa wojna.

Wojnę jednak widać

Wystarczy z gwarnego placu Halickiego wejść w wąziutką uliczkę, w której jedną ze ścian upodobali sobie artyści specjalizujący się w muralach. Kiedyś widziałem tu murale radosne, pełne nadziei. Teraz tematem jest wojna. Prawie sto metrów ściany poświęcone jest 63-dniowej heroicznej obronie zakładu metalurgicznego Azowstal w Mariupolu. Chłopcom (jak się mówi w Ukrainie o żołnierzach), którzy tam walczyli i ginęli. Kolejna odsłona tragedii – kolumna podziurawionych kulami osobowych aut, którymi z Mariupola uciekały całe rodziny. Żeby zaznaczyć cywilny charakter i pokojowe zamiary konwoju, na lusterkach przywiązywano białe chustki. Czytelny na całym świecie znak poddania się jak widać nie był respektowany przez żołdaków Putina. Kawałek dalej białe gołębie lecące nad polem minowym. Symbol nadziei, że wojna się skończy. Mural kończy rysunek teatru w Mariupolu z dużym napisem „dieti” na placu przed wejściem. W marcu 2022 roku w podziemiach teatru chowały się kobiety i dzieci. Kiedy w teatr trafiła naprowadzana laserowo rosyjska bomba, pod gruzami zginęło ponad trzysta osób. Wracając na plac Halicki, zauważam weterana bez nóg i jednej ręki, którego na wózku przywiózł inny, mniej poszkodowany inwalida wojenny.

Reklama

Kontrasty

Pięć minut spaceru i zupełnie inne klimaty. Ulica Starojewrejska. Jedna przy drugiej, rozjarzone światłami kawiarnie. Kolorowo, wesoło, gwarnie, luz. Klientela okupująca stoliki to przeważnie rozbawieni młodzi ludzie. Starszy muzyk przy pianinie tworzy nastrój. Podobnie jest na Ormiańskiej, pełniącej funkcję deptaka z kawiarniami po obu stronach ulicy. Tutaj wypada się przespacerować tam i z powrotem albo przysiąść z kawą w którymś z kawiarnianych ogródków i patrzeć na spacerujących, jak na rewię tutejszej mody. Naprzeciw kultowej Ormianki jakiś muzyk na emeryturze brzdąka na gitarze podłączonej do głośnika. Pachnie kawą. Takie klimaty kiedyś przyciągały tysiące turystów, ale teraz, który z turystów pojedzie do kraju, w którym trwa wojna.

Sława bohaterom

Sobota, 1252. dzień wojny. Dochodzi jedenasta. Przed kościołem garnizonowym (dawniej jezuitów) zbierają się ludzie z bukietami kwiatów. Przeważają czarne stroje. U wylotu ulicy ustawia się kompania honorowa w polowych mundurach. Żołnierze z czarnych busów wynoszą trumny i na ramionach niosą je do kościoła. Jedna, druga, trzecia, czwarta. Zebrani przed kościołem klękają, pochylają głowy i żegnają się. – Dzisiaj tylko czterech, a wczoraj dwanaście trumien nieśli. To ci, których ciała oddali nam Moskale – wyjaśnia mi znajomy. Rozpoczyna się msza święta. Godzinę później pożegnanie i oddanie hołdu bohaterom oglądałem na rynku. Najpierw radiowóz z włączonymi światłami, potem kilka czarnych busów miejskiej obrzędowej służby, za nimi dwa autobusy z rodzinami, na końcu karetka. Konwój, mijając łacińską katedrę, wolno wjechał na rynek i zatrzymał się przed ratuszem. Hołd poległym oddał mer Lwowa Andrij Sadowy, koledzy poległych, którzy przyjechali na wózkach inwalidzkich i przypadkowi przechodnie. Trębacz odegrał „Ciszę” i konwój ruszył dalej, aż na Marsowe Pole, gdzie cmentarz wojenny od 2022 roku rozrósł się do kilku hektarów. Wyglądało to na ceremonialny rytuał, ale takie konwoje we Lwowie powtarzają się co parę dni. Widziałem też autentyczne emocje, nie tylko u wojennych inwalidów, wynikające z koleżeńskich więzi, ale też u zwykłych przechodniów. W niedzielę rano, na cichej o tej porze Łyczakowskiej pojawił się kolejny czarny konwój. Nie był duży. Dwa czarne busy i autobus. Z głośnika na autobusie płynęła pieśń „Pływe kacza po Tysyni”, śpiewana od czasów Majdanu przy okazji wojskowych pogrzebów. Babuszki siedzące na stołeczkach, handlujące warzywami i owocami, podniosły się, odwróciły do jezdni, uklękły i żegnały się żarliwie tak długo, aż ulotniły się dźwięki żałobnej piosenki. Piętnaście minut spaceru do rynku i znowu inny świat. Tłoczno, gwarno. Trochę wycieczek, ale głównie z Ukrainy. Polaków, których kiedyś w każdy pogodny weekend były setki, dzisiaj na palcach obu rąk można policzyć, turystów z Zachodu też nie widać. Znajomy, sprzedający z wózka wydawnictwa turystyczne, już trzy lata temu narzekał, że interes źle idzie. Teraz zupełnie zniknął z rynku, ale na ulicach nie brakuje wypasionych aut i drogie lokale jakoś nie plajtują. Znowu pojawili się „papierowi ludzie”, jak kiedyś nazywano biedaków zbierających makulaturę. Na ulicach dużo polowych mundurów i inwalidów bez nóg. Coraz większe kontrasty.

Reklama

Jednak wojna

Dwa tygodnie wcześniej, 12 lipca, podczas nocnego nalotu dronów zniszczone zostały dwie kamienice w rejonie dworca i cztery osoby zostały ranne.

Spotykając się ze znajomymi jakoś nie słyszałem, żeby rozmawiali o wojnie. Co najwyżej padał jakiś dosadny dowcip z Putinem w roli głównej. Jak zrozumieć, czym akurat we Lwowie jest wojna? Trudne pewnie nawet dla przeciętnego lwowiaka, a co dopiero mówić o obcokrajowcach, karmionych często nierzetelnymi lub tendencyjnymi informacjami. Jedyne, co pozostaje, to przyjąć, że świat nie jest czarno-biały i ma całą gamę odcieni szarości.

Reklama

Jacek Szwic

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama