Reklama

Od ponad dekady na scenie. Zaglądamy za kulisy „Florianum”

10/02/2020 08:39

Na jubileuszowym spektaklu śpiewali, że „uciekają życia prozie”. Teatr amatorski „Florianum” to grupa miłośników sztuki, którzy swoją pasją, zaangażowaniem i twórczością wzbogacają kulturalnie tereny Narola i okolic. W sierpniu ubiegłego roku stuknęło im 10 lat.

Pomysłodawcą teatru był Krzysztof Świętojański. Do współpracy zaprosił absolwentkę wrocławskiej uczelni o specjalności reżyser teatru amatorskiego Dorotę Szularz oraz Elżbietę Wajs i Sylwię Świętojańską, które od lat prowadzą zajęcia teatralne w Szkole Podstawowej w Narolu. Idea teatru zrodziła się spontanicznie, z chęci zrobienia czegoś nowego w życiu.  Założyciel tak wspomina początki:  – Nie mieliśmy jeszcze pomysłu na pierwszy spektakl, ale przygotowaliśmy plakaty i ogłosiliśmy nabór. Sami również rozglądaliśmy się za osobami, które według nas miałyby odwagę stanąć przed publicznością i byłyby gotowe do udziału w pomyśle „narolski teatr”. Kiedy nasze reżyserki wybrały na premierowy spektakl Zemstę Aleksandra Fedry, a do teatru zaczęli się zgłaszać kolejni chętni, zaczęliśmy szukać konkretnych osób do konkretnych ról. I tak się to potoczyło[paywall].– W pierwszym spektaklu na scenie w Lipsku występowało osiem osób: Krzysztof Szawara, Tomasz Pawelec, Anna Szawara, Konrad Nowoświat, Adrian Kicka, Sabina Szularz, Marek Pudełko i Sylwia Świętojańska. W ostatnim Niektórzy lubią poezję zagrało trzynastu aktorów, a zespół liczył w sumie dwadzieścia osób. Skład ulegał zmianie z roku na rok, choć trzon zespołu był stały – dodaje.

Dla narolan warto

Nazwa teatru ściśle nawiązuje do pierwotnej nazwy Narola –Florianów. „Florianum” odnosi się także do bogatej tradycji teatrów występujących w Narolu przed laty. Pomysł na nazwę szybko został zaakceptowany przez cały skład oraz entuzjastycznie przyjęty przez mieszkańców. Premiery spektakli otwierają w Narolu Cesarsko-Królewski Jarmark Galicyjski. Frekwencja zawsze dopisuje. Krzysztof Świętojański zauważa również, że nie tylko teatr jest dla narolan istotny. – Niezwykłe koncerty, wystawy, różne spotkania autorskie... Mieszkańcy czekają na takie wydarzenia i są niejako gwarancją, że warto – bo jest dla kogo. Nasza publiczność jest niezwykła, a chwile obcowania z nią są nie do przecenienia. Taka niewidoczna więź, która utwierdza w przekonaniu, że „Florianum” nie jest tylko nasz, ale i widzów, którzy przychodzą, żeby nas oglądać – mówi. A wspomniani widzowie to także osoby spoza miasteczka nad Tanwią. Przyjeżdżają z Lubaczowa, Jarosławia, Rzeszowa, a nawet województwa lubelskiego. Publiczność tworzą także krakowianie, którzy rezerwują swoje urlopy specjalnie na lipcowy czwartek, by zaraz po spektaklu ruszyć w drogę powrotną. Po spektaklu zawsze jest czas na wymianę poglądów, a nowe twarze zostają szybko wychwycone przez narolską społeczność, co daje możliwość rozmowy i nawiązania nowych kontaktów.


fot.Archiwum Florianum
Atmosfera podczas spektakli „Florianum” jest niesamowita, pomiędzy aktorami na scenie i widownią wytwarza się niedostrzegalna więź.

Ponad 10 lat, czasu szmat?

Z uwagi na fakt, że w skład teatru wchodzą osoby dorosłe i studenci, „Florianum” zmaga się z problemami organizacyjnymi. Ciężko jest ustalić terminy prób w taki sposób, aby udało się zgromadzić wszystkich. Często zdarza się, że aktorzy przeprowadzają próby „na raty”, tylko w towarzystwie tych, z którymi grają poszczególne sceny. Ostateczny efekt widać dopiero na próbie generalnej. – Chwile zwątpienia pojawiają się zawsze przed rozpoczęciem pracy nad nowym spektaklem. Zastanawiamy się, czy wystarczy pomysłów, czy nie wchodzimy w schematy, czy nie odtwarzamy czegoś, co już było – mówi pomysłodawca. Nauczeni doświadczeniem, wiedzą, że nie ma „niemożliwego”. A zwłaszcza, kiedy jest się otoczonym przyjaciółmi, którym przyświeca ten sam cel.


fot.Archiwum Florianum
Kadr ze spektaklu „Bawmy się...” Satyry Ignacego Kraszewskiego.

Marek Pudełko, który zagrał w każdym z dotychczasowych spektakli, mówi: – Lubię teatr, ale chyba nawet bardziej lubię tworzących go ludzi. To dzięki nim ciągle tam jestem. To niesamowite, że oni nadal ze mną wytrzymują!  Krzysztof Świętojański dostrzega zalety składu, pozostającego w tak ciepłych relacjach: – Możemy pozwolić sobie na więcej. Czasami rozumiemy się bez słów, a czasami wręcz przeciwnie, możemy powiedzieć to, co chcemy, nawet dosadnie, nie obawiając się, że ktoś się obrazi. Przebywanie wśród innych pasjonatów teatru to nie jedyny plus przedsięwzięcia. – „Florianum” dodało mi pewności siebie. Dostrzegam, że to, co dla innych jest wyzwaniem, przychodzi mi znacznie łatwiej. Mimo tremy przed występem, na scenie czuję, że mogę wszystko. I to uczucie jest wspaniałe! – opowiada Małgosia Piróg, która na scenie „Florianum” pojawiła się ośmiokrotnie. Narolscy artyści zgodnie twierdzą, że czas poświęcony „Florianum” upłynął im niebywale szybko. W kolejnych wersach odśpiewanej na scenie jubileuszowej piosenki zapewniają jednak: – Nie mówimy ostatniego słowa.
Joanna Steblińska
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama