Wycinanie drzew jest złe. Bo to „płuca” ziemi. Ale kiedy drzewa kończą swój żywot, ich usunięcie jest jak najbardziej wskazane. Dwa takie stare drzewa znajdują się na jednej z działek na terenie Rodzinnych Ogródków Działkowych „Nadzieja” w Przemyślu. Niebawem minie 10 lat, od momentu, kiedy część działkowiczów rozpoczęła walkę o wycięcie spróchniałych wierzb, które zagrażają bezpieczeństwu. Instytucje zrzucają z siebie odpowiedzialność, a interweniującym opadają ręce. Jak się okazuje, piszą „na Berdyczów”, bo teren – zdaniem owych instytucji – jest... niczyj.
Dwie wierzby, od lat niepielęgnowane i zaniedbane, spróchniałe i połamane, zagrażające zdrowiu i życiu, znajdują się na działce nr 922 (obręb 201), która graniczy z jedną z działek ROD „Nadzieja”. To wąski pas, przez który przepływa strumyk. Drzewa są stare i chore. Już się nie odrodzą. Jedynym wyjściem jest ich wycięcie. Działkowicze pisma w tej sprawie zaczęli tworzyć w... 2011 roku! Adresatem pierwszego był ówczesny Wydział Ochrony Środowiska UM w Przemyślu. Odpowiedź: nie ma pieniędzy na usunięcie[paywall].Kolejne pismo trafiło na biurko władnych w Podkarpackim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych. Odpowiedź: nie ma pieniędzy, fatalny dojazd i zagospodarowanie terenu, które uniemożliwiają wycinkę. Działkowicze swoją prośbę do tej samej instytucji ponowili w połowie 2013 r. Odpowiedź: nie ma pieniędzy, ale może w kolejnym roku się znajdą. Nie znalazły się... Był jednak mały postęp w sprawie. Otóż instytucja zgodziła się na przycinkę pielęgnacyjną we własnym zakresie!
– Jeśli chodzi o sprawę ciężkiego dojazdu, teren został przygotowany. Załatwiliśmy zgodę właściciela działki prywatnej na wjazd specjalistycznego sprzętu. Bardzo byśmy chcieli korzystać razem z dziećmi z naszej działki bez obaw o nasze życie i zdrowie – powiedzieli państwo Magdalena i Andrzej Domalscy, których działka bezpośrednio graniczy z terenem, na którym rosną drzewa.
– Po tym piśmie odpuściliśmy temat na kilkanaście ładnych miesięcy. To było przecież walenie głową w mur. A wiadomo, że głową muru nie przebije. Te odpowiedzi to jakiś absurd– uważają wspomniani.
Cytowanie kolejnych pism mija się z celem. Bo i ich treść, i odpowiedzi są identyczne jak powyżej. Ciekawie zaczyna się dziać od 2018 r. Na początku lipca owego roku w pniu drzewa szerszenie wydrążyły gniazdo, bardzo poważnie naruszając stabilność (jeśli o czymś takim można jeszcze mówić) jednej z wierzb. Interweniowała Straż Miejska w Przemyślu, której funkcjonariusze zabezpieczyli teren taśmami i mieli przekierować sprawę do odpowiednich organów. Działkowicze napisali pismo do Zarządu Zlewni w Przemyślu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Słusznie bowiem przypuszczali, że skoro przez tę działkę przepływa strumyk, a wierzby są nad jego brzegiem, to może Wody Polskie są odpowiednim organem, który rozwiąże ich problem.

fot.Mariusz Godos
Latem prezes ROD „Nadzieja” Adam Sało zmagał się z dzikimi wysypiskami... starych części samochodowych, które kto notorycznie podrzucał w okolicach ogródków.
W sprawę zaangażował się prezes ROD „Nadzieja” Adam Sało. Poprosił oficjalnie prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna, aby ustalił, na jakim etapie jest sprawa i kto jest faktycznym właścicielem działki. – Wody Polskie do gruntu się nie przyznają. Odpowiedź ze strony miasta nie do końca była dla nas zrozumiała. Zacytuję: „nieruchomość stanowi własność Skarbu Państwa”, ale w tym samym piśmie jest też fragment, że „Skarb Państwa nie był w posiadaniu tej nieruchomości” – informują Domalscy.
4 lutego 2020 r. pani Magdalena gościła u prezydenta miasta. Chciała wyjaśnić treść ostatniego (częściowo cytowanego powyżej) pisma, które było dla niej zupełnie niezrozumiałe. – Okazało się, że pracownik wydziału geodezji popełnił błąd i przekwalifikował grunt na rów melioracyjny. Wówczas Wody Polskie przestały dysponować terenem, na którym rosną wierzby. Zapewniono mnie w urzędzie, że błąd zostanie naprawiony, a Wody Polskie o tym poinformowane. Zaproponowano nam, aby napisać kolejne pismo do Wód Polskich o ponowne rozpatrzenie sprawy. Zapewniono też, że sprawa zostanie pozytywnie załatwiona – wyjaśniła M. Domalska.
W dobrej wierze, mając niemal pewność, że wszystko zostało już drogą urzędową załatwione, 16 marca ub.r. prezes ogrodów wystosował pismo do Wód Polskich. 3 kwietnia szefowa Zarządu Zlewni WP w Przemyślu Małgorzata Ossowska podtrzymała zdanie, że nie są właścicielami działki.
– Jeszcze kilka razy kontraktowaliśmy się z Wodami Polskimi. 15 września zeszłego roku otrzymałam po raz kolejny odpowiedź, że działka nie jest ich własnością i... ręce mi opadły. Po otrzymaniu tego pisma zadzwoniłam do pani dyrektor Zarządu Zlewni. Usłyszałam, że podtrzymuje swoje stanowisko. Nie są właścicielami działki, mimo otrzymania pisma z urzędu miasta. Dlaczego? Nie dostarczono im odpowiednich dokumentów, jak choćby wypisu z ewidencji gruntów czy wyrysów – z zażenowaniem stwierdzili państwo Domalscy.
11 stycznia br. zwróciliśmy się do przemyskiego magistratu z pytaniem, jakie obecnie jest ich stanowisko w tej sprawie. Okazało się – po kolejnych analizach – że owa działka nie ma księgi wieczystej, a to jest legitymacja do określania statusu własności takiej nieruchomości. A fakt, że przepływa przez nią strumyk, a więc ciek płynący, sprawia, że załatwienie tej sprawy – zdaniem urzędu miejskiego – zdecydowanie należy do Zarządu Zlewni w Przemyślu PGW Wody Polskie.
Absurd goni absurd. Trudno to bardziej dosadnie skomentować. Podsumowując: nikt do gruntu się nie przyznaje. Działkowiczom brakuje pomysłów, gdzie pisać i szukać pomocy. Spróchniałe drzewa nadal zagrażają bezpieczeństwu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Już nieraz o tym pisałem iż takie drzewa nie stanowią większej wartości rynkowej tudzież cienko i słabo fajczą i jarają się w kominkach lokalnych kacyków. Także nie opyla się za bardzo brać za to.
jak dojdzie do tragedii to dopiero wtedy będzie można :)
wierzba słabo się pali daje mało ciepła dymi i zostawia dużo popiołu szkoda na to czasu co nie...
A to nie jest tak, że to co "wchodzi" na "mój" teren mogę się tego pozbyć?Pozdro. Nie dziękujcie ;)
Zagrożenie dla bezpieczeństwa - czy Urzędnik poniesie konsekwencje gdy drzewo runie i kogoś zabije? Dobrze to jest znane w podprzemyskiej gminie, gdzie drzewo zabiło kobietę, a odszkodowania poszły w setki tysięcy.Wołam o odpowiedzialność służb - to z pieniędzy podatników będą odszkodowania!A co z nie odśnieżonymi chodnikami, do których nie przyznaje się ZDM?
Już nieraz o tym pisałem iż takie drzewa nie stanowią większej wartości rynkowej tudzież cienko i słabo fajczą i jarają się w kominkach lokalnych kacyków. Także nie opyla się za bardzo brać za to.
jak dojdzie do tragedii to dopiero wtedy będzie można :)
wierzba słabo się pali daje mało ciepła dymi i zostawia dużo popiołu szkoda na to czasu co nie...