Reklama

Od zawsze czytam „Życie Podkarpackie”

20/06/2021 16:42

Na zboczu wzgórza, które wznosi się nad Gruszową, tam gdzie do szosy dochodzi papieski szlak, stoi stara, ale świeżo wybielona kapliczka. Obok wiekowa lipa, jak ta rosnąca w pobliżu domu Jana Kochanowskiego, zaprasza pod swe dające cień liście pielgrzymów i turystów, którzy chętnie wybierają to miejsce na odpoczynek. Stąd rozciąga się rozległy widok na wioskę w dolinie i dalej, aż po horyzont, na którym lśnią wieże klasztoru w Kalwarii. Przez cały maj, każdego dnia, wczesnym popołudniem pod kapliczką spotkać można było panią Adelę.


fot.Jacek Szwic
– Od zawsze czytam „Życie” – mówi pani Adela.

– Chociaż już nie mam zdrowia, przychodzę tu codziennie się pomodlić do Matki Boskiej. Ja stąd jestem. O tam widać bocianie gniazdo, a trochę dalej jest mój dom – pokazuje na wioskę ukrytą wśród zieleni. – Niedaleko mam, jak jest sucho, to idę przez łąkę, a kiedy pada, to muszę gościńcem. Wstąpcie do mnie – zaprasza.

Adela mieszka samotnie w małym murowanym domku. Chwali się, że postawiła go sama.

– Rodzina daleko, trochę w Przemyślu, trochę na Śląsku, a ja tu sama. Tylko czasem przychodził do mnie znajomy z domu opieki w Huwnikach, ale ostatnio nie przychodzi, bo gdzieś wyjechał. Jedenastego lipca kończę osiemdziesiąt pięć lat, ale jeszcze czytam bez okularów – i żeby to udowodnić, rozkłada na stole ostatni numer „Życia Podkarpackiego” i zaczyna głośno czytać wybrany fragment tekstu.

– „Życie” mogę czytać, bo ma duży druk, ale do „Angory” to już muszę zakładać okulary. Bardzo lubię czytać, choć skończyłam tylko dwie klasy. Wtedy były ciężkie czasy, siedmioro rodzeństwa nas było, a ja najstarsza. Musiałam się domem zajmować i nie było czasu na naukę. 

Reklama


fot.Jacek Szwic
Urokliwa kapliczka niedaleko Gruszowej.

Nieszczęście

– Potem wypadek miałam. Pięćdziesiąt lat temu pracowałam w spółdzielni rolniczej w Koniuszej. Robiłam przy maszynie i na chwilę weszłam na przyczepę, żeby słomę poukładać. Traktorzysta nie zauważył tego i ruszył, a ja spadłam na głowę i uszkodziłam sobie kręgi szyjne. Co ja się nachorowałam... Operacje, miesiącami leżałam na wyciągu, potem miesiącami w gipsie. Dzisiaj, dzięki Bogu, jakoś mogę się ruszać, ale cały czas muszę nosić kołnierz ortopedyczny. W domu wszystko sama zrobię, tylko do żadnej cięższej pracy się nie nadaję. Do kościoła w Kalwarii podwożą mnie znajomi, a jeszcze parę lat temu sama na odpusty chodziłam – mówi pani Adela.

Reklama

Od zawsze czytam

Widząc, że zainteresowałem się tytułem gazety, wyjaśnia, że „Życie Podkarpackie” czyta od zawsze.

– Mam dużo wolnego czasu, to wsiadam w autobus i jadę do Przemyśla. Zawsze jakieś zakupy zrobię, a „Życie” kupuję w jednym kiosku niedaleko apteki. Czytam wszystko, bo wszystko mnie ciekawi, tylko krzyżówek nie czytam i o sporcie, bo tym się nie interesuję. Czasem, gdy wracam, to już w autobusie zaczynam czytać. Tego numeru jeszcze do końca nie doczytałam, bo zostawiłam sobie trochę na później – kończy i składa gazetę.

P.S

Reklama

Mając możliwość, życzymy pani Adeli stu lat w dotychczasowej kondycji.



JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jacek - niezalogowany 2021-06-20 16:54:25

    przeciez kiedys bylo zycie przemyskie a nie podkarpackie....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Heniek - niezalogowany 2021-06-20 17:38:26

    Tam gdzie wrony i bociany zawracają też życie dociera dobry przekaz

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Adelajda - niezalogowany 2021-06-20 20:41:00

    Kobieta pracowita, znam osobiście ????????????????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama