Niedziela, 13 września. Wczesne przedpołudnie. Błyskawiczna odprawa pod namiotem i jesteśmy na Ukrainie. Niby zagranica, ale jakaś swojska. Koguty pieją całkiem jak u nas i z miejscowymi, zwłaszcza starszymi, można rozmawiać po polsku.
Jeszcze dwa lata temu, tuż za granicą, na przybyszy z Polski przy drodze czekały kramy, a na łące prowizoryczna gastronomia, gdzie można było wypić sto gramów i zagryźć sałem lub kiszonym ogórkiem. Dzisiaj kramów nie ma i na drodze do miasteczka raczej pusto. Nawet w sklepie, gdzie zwykle tego dnia ustawiała się kolejka rodaków, też pustawo. Mężczyzna, którego pytam o cmentarz, tłumaczy, że w Niżankowicach są dwa – stary i nowy. Inny miejscowy, przysłuchując się rozmowie, podejmuje się roli przewodnika i prowadzi na stary cmentarz. Idziemy ulicą Szewczenki. Po trzystu metrach kończy się nowiutka kostka i zaczyna gruntowa droga, którą dostojnie kroczy stado gęsi. Za prawosławną cerkwią[paywall], otwartą tylko kilka razy w roku, jest niewielki, nieczynny już cmentarzyk. Na nagrobkach nazwiska polskie przeplatają się z tymi pisanymi cyrylicą. W drodze powrotnej przewodnik chwali się, że śpiewa w miejscowym chórze cerkiewnym i nawiązując do sytuacji na Wschodzie, dziwi się, jak to jest, że swój do swego strzela. – Sława Bogu od nas nikt nie zginął, ale kilku wróciło poranionych – mówi. Na pożegnanie zaprasza do swojego sadu na pyszne jabłka.

fot.Jacek Szwic
Sielski obrazek domku z tragiczną historią.
Kiedy przymierzam się do zdjęcia starego, uroczego domku, jakiego nie powstydziłby się żaden skansen, zaczepia mnie starszy mężczyzna. – Ten stary dom ma tragiczną historię – zaczyna. – Mykoła Kukurydz w nim mieszkał i kiedy w czterdziestym pierwszym Niemiec pogonił ruskich, uciekający enkawudziści złapali Mykołę i zastrzelili go na starym cmentarzu. Razem z nim zastrzelili Grudzińskiego, Demkowicza i Łapyczaka. Do dziś nie wiadomo dlaczego. Trochę interesuję się historią i niejedno mógłbym opowiedzieć. Na przykład stąd pochodzi rodzina waszego prezydenta Chomy. Za potokiem, na Zabłociu mieszkali. W czterdziestym czwartym uciekli stąd przed moskalami. Pewnie gdyby zostali, wywieźliby ich na Sybir, tak jak właściciela domku, w którym ja teraz mieszkam. To były straszne czasy, nikt nie był pewny dnia ani godziny.

fot.Jacek Szwic
Do Przemyśla prosto jak strzelił, tylko ta granica.
Kilka minut po dwunastej do centrum Niżankowic, trochę na wyrost zwanym rynkiem, z trzech stron schodzą się wierni trzech obrządków. Pod nowiutką figurą Matki Bożej, poświęconą przed dwoma tygodniami, odbędzie się wspólna modlitwa za tych, którzy zginęli na Wschodzie. Najpierw po polsku zaczyna ksiądz Andrzej Rogóż, który od niedawna objął parafię w Niżankowicach, po nim po ukraińsku modlą się księża greckokatolicki i prawosławny. Po modlitwie, już na zakończenie, greckokatolicki ksiądz Paweł Szczerski, nawiązując do powodu tego spotkania, Europejskich Dni Dobrosąsiedztwa, podkreśla, że szczęśliwi są ci, którzy mają dobrych sąsiadów, na których mogą w potrzebie liczyć. Tak jak teraz Ukraińcy doświadczyli pomocy ze strony Polaków. Do wojny nawiązał też starosta przemyski Jan Pączek, przypominając, że życie jest najwyższą wartością, jednak ci, którzy walczyli na Wschodzie, nie wahali się oddać go za swoją ojczyznę. Starosta powiedział też, że tegoroczne święto dobrosąsiedztwa jest okrojone, bo kiedy trwa wojna, nie czas na koncerty, kramy i huczne imprezy. Następnie zgromadzeni przeszli kilkadziesiąt kroków, żeby się pomodlić przed tablicą ze zdjęciami poległych na Majdanie w Kijowie i na tym skończyła się oficjalna część.

fot.Jacek Szwic
Wielu przemyślan wybrało się do Niżankowic na rowerach.
Młody chłopak, który pomagał rozstawiać sprzęt nagłaśniający, podziwia wypasione rowery, którymi przyjechali polscy turyści: – Ja na wojnie nie byłem, bo jestem za młody, ale koledzy z Dobromila, którzy służą jako pogranicznicy, byli na Wschodzie i opowiadali, że haratali ruskich, aż pióra leciały.
Ryneczek powoli pustoszeje, miejscowi rozchodzą się po domach, a Polacy robią ostatnie zakupy. Tylko niektórzy zaglądają do jedynej w mieście restauracji, żeby spróbować miejscowe wareniki. Choć z centrum do granicy jest niecałe trzy kilometry, samozwańczy taksówkarze co rusz proponują podwiezienie za jedyne dziesięć złotych. W drodze powrotnej spotykam mężczyznę, który opowiadał o historii Niżankowic. – Do wieczora jeszcze trochę, więc idę do rodziny. To niedaleko, tam, na Malhowskiej Górce – pokazuje ręką na polską stronę. – Jak Bóg da, to do zobaczenia w przyszłym roku – żegna się.
Tej niedzieli, w ramach obchodów piątych już Europejskich Dni Dobrosąsiedztwa, na tymczasowym przejściu granicznym służby graniczne odprawiły 2861 podróżnych. Z tym, że Polaków było cztery razy więcej niż Ukraińców. Okazuje się, że nie wszyscy poszli za granicę, żeby się pomodlić, spotkać się z rodzinami lub znajomymi albo po prostu pozwiedzać okolicę. Aż 167 osób służby celne zawróciły ze względu na nadwyżki towarów akcyzowych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
co to znaczy domek z tragicza chistoria
co to znaczy domek z tragiczna historia