Stadion przemyskiej Polonii przy ulicy Sanockiej był areną ósmej edycji piłkarskiego turnieju ku pamięci Krzysztofa Dominiaka.
Autor: Z-ak
W 2017 r., po niespodziewanej śmierci Krzysztofa, Jego przyjaciele, z którymi spotykał się jako zawodnik, organizator, współorganizator wielu imprez sportowych w Przemyślu, postanowili docenić Jego aktywność w tej dziedzinie i zorganizowali piłkarski turniej. Na pierwsze spotkanie wyznaczyli kameralne boisko w Krównikach, gdzie od czasu do czasu spotykali się. Grając w piłkę nożną, przypominali sobie jak to „drzewiej” bywało. Myśl rzucona wówczas, przetrwała przez kolejne lata. W ubiegłym roku pozostawili boisko w Krównikach i przenieśli turniej na boisko stadionu Polonii. Ze sobą zabrali ulubiony zwrot Krzysztofa, że „turniej trwa i trwa mać” i ten zwrot umieścili na koszulkach tegorocznego, ósmego już turnieju.
Adam Lisowiec – głównodowodzący tegorocznym turniejem – przed jego rozpoczęciem stanął przed dużym problemem organizacyjnym. Zebrały się dwie drużyny przemyskich Old Bojsów, ekipa Witowianki z Witonia, ale zabrakło Partyzanta z Wieliczki. Tych zatrzymała blokada drogi za Krakowem z powodu katastrofy drogowej, ale zapowiedzieli, że objazdami dotrą do Przemyśla[paywall]. Wymyślono system dość oryginalny. Eliminacje z udziałem obecnych, by w końcowej fazie, już z przybyłym Partyzantem, rozegrać finały i ustalić kolejność końcową. Dość skomplikowany, ale udało się zamknąć turniej. Turniej wygrała pierwsza drużyna Old Bojs, przed Old Bojs II, a trzecie miejsce przypadło Witowiance, która 3:1 pokonała spóźnionego Partyzanta.
Tegoroczny turniej, zresztą jak poprzednie siedem, toczył się w rodzinnej, przyjacielskiej atmosferze. Mimo początkowych kłopotów organizacyjnych, były zmagania na boisku, były wyniki, gadżety, nagrody, wspomnienia. Te ostanie były szczególne, zgodnie z regulaminem bowiem w turnieju uczestniczą zawodnicy, którzy ukończyli 45 lat, a te wspomnienia były ciekawe i odległe. W turniejowym cyklu uczestniczyli Grzegorz Lato z małżonką, Jan Domarski, którzy – jak pamięcią sięgnąć – nie opuścili żadnego turnieju. Nie odmówił sędziowania były międzynarodowy arbiter Zygmunt Ziober. Nie zabrakło najbliższych Krzysztofa – żony Ireny, córek Anny i Agnieszki. Adamowi Lisowcowi – szefowi całego przedsięwzięcia pomagali niezawodni Andrzej Wojas i Michał Bogucki oraz przyjaciele, którzy na hasło Dominiak nie zamykali przed nim drzwi. Wszyscy kończyli tym samym – „turniej ma trwać”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze