Reklama

„Piękny sen, który się spełnił”. Pieszo ze Szczecina do Przemyśla. Rozmowa z Sylwią Klentak-Korasiak


Kilkaset kilometrów pieszo, dziesiątki dni w drodze i jeden cel na końcu mapy – Przemyśl. Sylwia Klentak-Korasiak wyruszyła ze Szczecina i postanowiła przejść przez całą Polskę na własnych nogach. Dotarła do grodu nad Sanem. O trudach wędrówki, spotkaniach z ludźmi i emocjach na mecie opowiada w rozmowie z naszą redakcją.


Skąd wziął się pomysł, żeby przejść pieszo z Szczecina aż do Przemyśla? Czy był jakiś moment w życiu, który szczególnie wpłynął na tę decyzję?

– Zawsze lubiłam dużo chodzić, a marzenia o wyprawach i podróżach towarzyszyły mi od dzieciństwa. Jednak na marzeniach się kończyło. Nigdy nie miałam wystarczająco odwagi i wiary w siebie, żeby je spełnić. O samotnej wędrówce pomyślałam dopiero wtedy, gdy zaczęłam obserwować innych wędrowców – szczególnie młode kobiety. Wcześniej jakoś nie mieściło mi się w głowie, że tak można. Nie mogę powiedzieć, że to był jakiś moment – raczej proces, w którym dojrzewałam do tego pomysłu.

Reklama

Co było zatem jego kulminacją?

– Ostatecznym zapalnikiem – inspiracją, żeby myśleć realnie nad takim projektem, stał się dla mnie człowiek, który postanowił przejść najdłuższą pieszą trasę świata – Daniel Korzeniewski. Natrafiłam na jego profil na Facebooku zupełnie przypadkiem, akurat w momencie, kiedy zaczynał swoją wędrówkę i odczytałam to jako znak. Zupełnie zafascynowała mnie jego wyprawa, śledziłam dosłownie każdy jego krok na aplikacji, którą udostępnił, zostałam jednym z patronów, żeby wspomóc go chociaż groszem. Pan Daniel wyruszył 7 czerwca 2024 r., a ja od tej pory coraz śmielej zaczęłam myśleć, dlaczego by nie zrobić chociaż namiastki tego co on. Trasa Szczecin – Przemyśl kołatała mi w głowie już wcześniej – te dwa miasta kojarzą się jako najbardziej odległe od siebie w Polsce.

Reklama


Kiedy odbyła Pani tę wędrówkę?

– Wyruszałam prawie równo rok później po panu Danielu, bo 11 czerwca 2025 r., a zakończyłam 14 lipca. Szłam przez 34 dni.


Czy wcześniej miała Pani doświadczenie w tak długich marszach?

– Zawsze lubiłam dużo chodzić, również po górach, ale nie miałam do tego zbyt dużo okazji. Obecnie mieszkam w Anglii i to tutaj zaczęłam się włóczyć po okolicy, odkrywając urokliwe miejsca, trochę też dzięki lockdownowi podczas pandemii – tutaj wręcz zalecano spacery, więc początkowo ciągałam ze sobą córki, ale one nie podzielały mojego entuzjazmu. 

Reklama

Jak wyglądały przygotowania do tak długiej wędrówki?

– O moim pomyśle powiedziałam tylko najbliższym, zaczęłam dość regularnie chodzić na coraz dłuższe wycieczki – chciałam sprawdzić, ile jestem w stanie przejść jednego dnia. Niestety mogłam sobie na to pozwolić raz w tygodniu, więc nie wiedziałam, jak to będzie tak chodzić po 30 km codziennie. Przez dłuższy czas nie byłam pewna, czy się zdecyduję na wyprawę. Wpływało na to wiele czynników. Decyzja zapadła po nowym roku. Stwierdziłam, że nie mogę tego odkładać, skończyłam właśnie 50 lat i akurat tak wyszło, że miałam przerwę w pracy, byłam w dobrej kondycji i zdrowiu, a nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć za rok. Od tamtej pory zaczęłam przygotowywać się już konkretnie – kompletowałam ekwipunek, ubrania, buty, nastawiałam się psychicznie, planowałam, obserwowałam innych wędrowców, kupiłam bilety do Polski i założyłam fanpage na Facebooku, żeby poinformować o moich zamiarach otoczenie. A wie Pani czego najbardziej się bałam...

Płatny dostęp do treści

Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się

Pozostało 72% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/05/2026 18:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama