Reklama

Pielgrzymujemy inaczej, ale nadal licznie [WIDEO]

17/08/2015 19:30

Trudno policzyć ilu dokładnie pielgrzymów przyjechało na Wielki Odpust Kalwaryjski, bo nikt takich statystyk nie prowadzi. Zmienia się też charakter pielgrzymowania.

Od kilku lat coraz mniej ludzi przychodzi w kompaniach pieszych. Coraz częściej parafie łączą się i wspólnie organizują wspólne wyjście. Przybywa natomiast tych, którzy przyjeżdżają na Kalwarię samochodami. Niektórzy na cały odpust, a niektórzy tylko na wybrane punkty programu.[paywall] Stąd największe oblężenie widać rano na dróżkach i o 18.00 na centralnych mszach świętych. Są starsi, młodzi, rodzice z małymi i dorastającymi dziećmi.
W kościele ludzie cały czas trwają na modlitwie, nawet w nocy. W ciągu dnia odprawianych jest kilka mszy św. W klasztornych podcieniach ustawione konfesjonały. Cały czas ktoś się spowiada.
W ulicznych sklepikach i na straganach można kupić niemal wszystko. Są różańce, książeczki i obrazy ze świętymi, a tuż obok pistolety-zabawki, lizaki, piernikowe serca, balony i maskotki. I oczywiście gastronomia. Bez alkoholu, bo w czasie odpustu obowiązuje zakaz.Był rok 1944. – Niemcy już odeszli, a Moskale jeszcze nie przyszli – mówi. Jako kilkunastoletnia dziewczynka chodziła na łąkę po kwiaty. – Jestem muzykalna i chodziłam po tej łące i sobie śpiewam. W pewnym momencie słyszę głos: „idź stąd”. Rozglądam się, szukam, ale nikogo nie widzę. Dalej sobie śpiewam. I znowu słyszę ten głos. Te słowa mnie przeraziły, więc prędko zaczęłam stamtąd iść. Nagle zaczął się ostrzał. Zaczęłam biec, a wokół mnie kule. Uciekam dalej, a oni nadal za mną strzelają – przytacza dramatyczne wydarzenia.
Położyła się na ziemi. Pociski trafiały centymetry od niej. Czuła, jak okruchy ziemi zmieszane z trawą rozpryskują wokół i spadają na nią. Zaczęła się modlić do Matki Bożej Kalwaryjskiej. – I nic mi się nie stało. Do dzisiaj nie wiem, kto mówił, ani kto strzelał – mówi. Może to była Matka Boża, a może ktoś siedział na drzewie i ją ostrzegł – zastanawia się. Ale nie ma wątpliwości, że to dzięki Matce Bożej przeżyła.
Po wojnie skończyła szkołę muzyczną, była wykładowcą na akademii muzycznej. Wielokrotnie odwiedzała Polskę ze swoim chórem. Do Kalwarii Pacławskiej przyjeżdża co roku. Trasę pokonuje autobusami. Najpierw dojeżdża do granicy, potem przesiada się do któregoś z polskich busów i jedzie dalej. – Póki mogę, przychodzę Jej podziękować – mówi.
Dziękczynienie
Tegoroczny odpust przeżywany był jako dziękczynienie za dar beatyfikacji franciszkańskich męczenników o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego, którzy zginęli 9 sierpnia 1991 r. pracując na misjach w Peru. – Byli franciszkanami, Polakami. Jako młodzi zakonnicy wyjechali na misje, aby tam oddać życie za sowich parafian. Cieszymy się, że 5 grudnia zostaną ogłoszeni błogosławieni. To wielki dar dla Kościoła polskiego, peruwiańskiego i naszej franciszkańskiej wspólnoty – mówi o. Piotr Reizner, kustosz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama