Podczas wrześniowej sesji radni miasta Lubaczowa głosowali m.in. w sprawie sprzedaży działek przy ul. św. Anny. Temat budzi spore kontrowersje. Choć zdania były podzielone, zdecydowano, że na razie miasto nie sprzeda placu. Niestety nie ma aktualnie planów i pieniędzy, by zmienić nie najlepszy wizerunek popularnego miejsca libacji i składowania makulatury w centrum miasta.
– W ścisłym centrum mamy tylko jeszcze płytę Rynku niesprzedaną, skwer koło poczty, mały dziedziniec w środku urzędu miasta i dwie posesje na św. Anny, które można w przyszłości dobrze zagospodarować. Sprzedając, weźmiemy za to marny grosz, pieniądze się rozejdą i bez placu będą mnożyły się kolejne problemy, choćby brak miejsc do parkowania. Zniechęciło mnie uzasadnienie do uchwały: działki są zbędne dla gminy miejskiej Lubaczów. To najgłupsza rzecz, jaką można napisać – głos na temat projektu uchwały zabrał radny Marek Małecki[paywall].
Szereg wątpliwości i propozycję wstrzymania wyrazili także Wojciech Mamczur i Zenon Swatek.
Zwolennicy oferty powoływali się na możliwość zdobycia pieniędzy i bezużyteczność placu.
– Radni są mieszkańcami od dawna i znają wykorzystanie placu przez lata. Czy przypominają sobie, by przynosił jakiś zysk? Sprzedaż w drodze przetargu nieograniczonego znaczy, że cena może skoczyć wysoko – argumentował Marian Słotwiński.
O potrzebie takiej inwestycji mówił Józef Kołodziej: – Chcemy z tej działki wyciągnąć naprawdę duże pieniądze dla miasta i w miejscu, które jest tak niechlubne, wybudować coś dobrego. Trafi się inwestor, niech kupuje za duże pieniądze. Przykład – Bank Spółdzielczy. Będziemy trzymać ten plac tylko na zbiórkę makulatury? Będzie picie alkoholu, narkotyki, ale będziemy się cieszyć, że mamy taki fajny plac w mieście, gdzie z tyłu można usiąść i coś spalić.
Sprawę podsumował burmistrz Krzysztof Szpyt: – To pewien sygnał dla potencjalnych chętnych, którzy chcieliby coś w tym obszarze zrealizować. Miasto chce coś na tym terenie zrobić, ale, patrząc na nasze plany rozwojowe i inwestycyjne, to ten placyk nie będzie brany na razie pod uwagę, bo w kolejce stoją bardziej reprezentacyjne, jak choćby ten przy poczcie. Jeśli ktoś z zewnątrz się trafi, kto będzie miał pomysł, wtedy wrócimy do dyskusji.
Za projektem uchwały zagłosowało 4 radnych. Większością głosów nie wyrażono więc zgody na sprzedaż działek przy ul. św. Anny.
Sesja zgromadziła też grupę mieszkańców i inicjatorów zamierzonego referendum, którego przedmiotem jest odwołanie burmistrza miasta. Pierwszy głos zabrał dr Thomas Eaton, wspierający grupę inicjatorów: – Będąc tutaj, zauważyłem, jak Polska się rozwija, ale niestety nie zauważyłem tego w Lubaczowie. Wszędzie widać przygnębienie, stosy niepotrzebnej biurokracji, zasłanianie się przepisami. Porównując do Cieszanowa, Narola, Oleszyc i Horyńca, miast zorganizowanych i utrzymanych w porządku, Lubaczów jest nieatrakcyjny i zaniedbany. Takie przyziemne problemy są nie do przyjęcia. To, co zaproponowałem, nie potrzebuje żadnego nakładu finansowego, żadnych niepotrzebnych zebrań. Tylko stanowczość, zdrowy rozsądek i miłość do miasta.
Późniejsza dyskusja dotyczyła sprawy mieszkańców i inwestorów na ul. Szopena. Ryszarda Bąska, reprezentująca tych drugich, zwróciła się do burmistrza z pytaniem, dlaczego, wydając pozytywne postanowienie na prowadzenie skupu złomu, nagle zmienił zdanie, powołując się na obowiązek zrobienia raportu oddziaływania na środowisko, mimo że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna nie nakazały wykonania raportu dla takiego przedsięwzięcia.
W tej sprawie na wniosek okolicznych mieszkańców włodarz nie wydał bowiem pozwolenia na działalność, która będzie dla nich uciążliwa. Zdecydował o konieczności przygotowania raportu – jeżeli wynik okaże się pozytywny, urząd nie ma prawa wstrzymania działalności.
Głos w sprawie zabrali też inwestorzy sąsiadujący z planowanym punktem skupu złomu. Beata Ługowska otrzymała pozytywną decyzję na otworzenie ośrodka rehabilitacyjno-opiekuńczego dla osób niepełnosprawnych i starszych. Zapowiedziała, że zrezygnuje z inwestycji w pobliżu konfliktowej działalności.
Na koniec wypowiedział się Tadeusz Mantycki. Podobna sprawa toczy się przy jego zabudowaniach. Jego zdaniem kiedyś miasto nie podjęło odpowiednich starań co do konsekwencji prowadzonej działalności gospodarczej i teraz narodziły się konflikty międzysąsiedzkie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze