– Leżał całkowicie wyniszczony. Nie mógł się ruszyć. Czekał wiernie i to go zgubiło – tak Radosław Fedaczyński z Lecznicy dla Zwierząt „Ada” w Przemyślu wspomina zdarzenie z połowy lipca. Umierający pies znalazł pomoc w ostatniej chwili. Dziś ma już nowego właściciela. Zamieszkał koło Łańcuta. W dużym gospodarstwie. Towarzyszą mu konie i ma miejsce na kanapie.
Historia Akiego, bo tak nazwano psa znalezionego w okolicy Bobrówki w powiecie jarosławskim, przypomina scenariusz dramatycznego filmu z dobrym zakończeniem. – Bardzo ładny, około dwuletni pies. Gdy po niego przyjechaliśmy, ledwo podniósł głowę. Wycieńczony leżał w upale. Przy nim były kocyk i miska. Ten zwierzak wiernie czekał na swojego pana. Reagował na przejeżdżające samochody, ale miejsca nie opuścił. Ta wierność doprowadziła go niemal do śmierci – opisuje R. Fedaczyński.
Opis na profilu Centrum Adopcyjnego Lecznicy Ada w portalu społecznościowym w pełni oddaje uczucia i pokazuje, jak większość z nas odnosi się do postępowania ludzi podobnych do byłego już właściciela psa. „Ciekawe, czy płakali – z dziewczęcą naiwnością zapytała Martyna. Przecież on musiał się patrzyć na nich megasmutnymi oczami. Takimi…. Jak wiesz… że serce się kroi… Końcówka zdania zamieniła się w szloch. Doskonale ją rozumiałem. W jakiej głowie mógł się zrodzić tak szatański plan? Prosty, szybki, arcyokrutny. Jaki? Pojechać kilkanaście kilometrów od domu. Tutaj nikt cię nie zna, nie kojarzy. Zostawić kocyk przesiąknięty psem, tobą, twoim domem. Do miski, którą wybierałeś długo w sklepie zoologicznym, takiej ładnej z napisami, wrzucasz ulubione jedzenie. Przytulasz go i mówisz, że zaraz wrócisz, że niedługo… Taka jest twoja „miłość” – przecież mogłeś zabić, oddać do schroniska. Ty taki nie jesteś. Powód? Nieważny, nieistotny, nie warty tej kaźni. Spoglądasz na psa i widzisz smutne oczy twojego przyjaciela. On chyba czuje, ale do końca nie wierzy. Jego wierność i posłuszeństwo każe mu zostać i pilnować. I wiesz co? Mam nadzieję, że ten wzrok będzie cię prześladował do końca życia”.
Ubłocony, straszliwie wychudzony i pełen pasożytów pies wrócił szybko do zdrowia. Niedługo też czekał na nowego właściciela. Trafił do gospodarstwa koło Łańcuta. Ma towarzystwo innych zwierząt, a co najważniejsze ludzi. Ma już komu być wiernym. – Z łańcucha na kanapę – to nasza dewiza i w tym przypadku tak się stało – mówi R. Fedaczyński.

fot.Lecznica ADA
„Ciekawe, czy płakali – z dziewczęcą naiwnością zapytała Martyna. Przecież on musiał się patrzyć na nich megasmutnymi oczami. Takimi…. Jak wiesz… że serce się kroi… Końcówka zdania zamieniła się w szloch.\"
Sprawa Akiego trafiła do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. Zgłosił ją ratujący psa. Dochodzenie prowadzi policja. Szukają dawnego właściciela. Miejmy nadzieję, że śledztwo zakończy się sukcesem. – Pokazujmy, że nie ma szans na bezprawie w stosunku do zwierząt. Nie wstydźmy się, widząc, że ktoś katuje psa, porzuca go lub trzyma w strasznych warunkach. Nie bądźmy obojętni. Reagujmy. To przecież świadczy o naszym człowieczeństwie – apeluje R. Fedaczyński.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Sukinsyny trzeba ich zlapac !!!!!