26 października br. w Gruzji odbyły się wybory parlamentarne. Wśród międzynarodowych obserwatorów znalazła się czwórka przedstawicieli Sejmu RP – trzech posłów oraz ekspert Kancelarii Sejmu, którzy zostali oficjalnie zarejestrowani w Centralnej Komisji Wyborczej jako międzynarodowi obserwatorzy. Prace misji koordynował przemyski poseł Koalicji Obywatelskiej Marek Rząsa, przewodniczący Polsko-Gruzińskiej Grupy Parlamentarnej.
Oprócz niego w obserwacji wzięli udział reprezentanci głównych sejmowych sił politycznych, posłowie: Zbigniew Chmielowiec (PiS), Elżbieta Burkiewicz (Polska 2050; Trzecia Droga) oraz Aleksandra Wawdejuk (Biuro Spraw Europejskich i Współpracy Międzynarodowej Sejmu RP). Byli także inni posłowie i senatorowie, członkowie polskiego parlamentu jako delegacja w Zgromadzeniu Parlamentarnym: OBWE, NATO i Rady Europy.
W dniach poprzedzających wybory polscy parlamentarzyści uczestniczyli w Tbilisi w oficjalnych szkoleniach, obejmujących m.in. analizę lokalnego prawa wyborczego i procedur dnia wyborów czy prezentacje dotyczące obecnej sytuacji społeczno-politycznej i rynku mediów. Polscy parlamentarzyści mieli również okazję obserwacji na miejscu wydarzeń polityczno-społecznych, np. wieców przedwyborczych. Same wybory 26 października br. obserwowali m.in. w regionach: Sighnaghi, Borjomi, Bolnisi, Telavi i w stolicy kraju Tbilisi.
Po wyborach powstał wspólny komunikat, będący oceną całego procesu. Wnioski są złe...
– napisali obserwatorzy[paywall].
– Co było nie tak? No, w zasadzie wszystko. Mieliśmy liczne zastrzeżenia co do przebiegu procesu wyborczego. Wyliczę tylko kilka: opóźnienia w otwieraniu lokali wyborczych, wydawanie wielu kart do głosowania jednej osobie, ograniczenia praw obserwatorów i przedstawicieli partii, naruszenia tajemnicy głosowania, nieprawidłowe działania urządzeń elektronicznych, bo w większości lokali w Gruzji głos oddawano za ich pomocą, fakt stałego filmowania w lokalach wyborczych. W każdej komisji była kamera rejestrująca przebieg wyborów, ale żaden z przewodniczących komisji nie potrafił odpowiedzieć na pytania, kto ją postawił, w jaki sposób zapisywany jest obraz lub gdzie jest przesyłany. Jedni odpowiadali, że to sprzęt należący do Centralnej Komisji Wyborczej, inni zaś, że do partii rządzącej. W każdy lokalu kamera była skierowana w różnym kierunku, pod różnym kątem, co świadczy, że nie opisano tego dokładnie w procedurach, o ile w ogóle procedury na to zezwalały. W lokalach wyborczych były materiały kampanijne. Zaobserwowaliśmy ogromne napięcie przed lokalami wyborczymi. Często również raportowano o oznakach nacisku i zastraszania wyborców, co w niektórych przypadkach szło w parze z napięciami lub niepokojami wewnątrz lokali wyborczych
Reklama
– wyliczył poseł M. Rząsa.
– to konkluzja wspomnianego komunikatu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze