HISTORIE DAWNE ŻP: 24 listopada 1921 roku urządzono w mieszkaniu libację. Michała Tanasiewicza w dniu jego spóźnionych imienin tak mocno upito, że w końcu legł w łóżku i zasnął. Wówczas kilkakrotnie został uderzony obuchem siekiery w głowę i poderżnięto mu gardło. Po dokonaniu zbrodni sprawcy zawinęli trupa w prześcieradło i zakopali na ściernisku.
W 1918 roku zmarł w Przemyślu rakarz Paweł Orzechowski, który trudnił się wyłapywaniem bezpańskich psów i kotów. W tej sytuacji cały majątek i biznes przypadły w spadku żonie Annie – matce niepełnoletnich dzieci, tj. Heleny i Tadeusza. Wdowa do prowadzenia dochodowego przedsiębiorstwa zatrudniła kochanka Michała Tanasiewicza, pochodzącego ze Storożyńca na Bukowinie (wtedy Rumunia), gdzie zamieszkiwała Polonia. Ten wziął sobie do pomocy czeladnika rakarskiego Stanisława Wielgusza.
Między kochankami dochodziło do awantur, ponieważ Michał miał rzekomo za często[paywall] odwiedzać swych krewnych, u których przebywał z reguły kilka dni. Wtedy ulubienica podejrzewała go o zdradę. Z początkiem 1920 roku konkubin wyjechał do Rumunii, tym razem w innej sprawie. Po powrocie do Przemyśla namówił Annę do opuszczenia rodzinnego miasta i zamieszkania w Storożyńcu, gdzie załatwił sobie stałą i dobrze płatną posadę miejskiego hycla (Wiek Nowy 1925, nr 7332).
Na wiosnę 1921 roku wszyscy przenieśli się do tej miejscowości. Po pewnym czasie wzajemne relacje między kochankami zaczęły się mocno psuć. Na dodatek Michał bardzo często bił jej dzieci. Niebawem się okazało, że miał w Rumunii żonę. Orzechowska wtedy zapałała zemstą i postanowiła pozbyć się go raz na zawsze. W tym celu namówiła pomocnika Wielgusza, obiecując mu za dokonanie zbrodni dać za żonę niepełnoletnią córkę. Do tego przestępstwa zdemoralizowana matka wtajemniczyła też młodocianego syna Tadeusza oraz córkę Helenę.
24 listopada 1921 roku urządzono w mieszkaniu libację. Michała Tanasiewicza w dniu jego imienin tak mocno upito, że w końcu legł w łóżku i zasnął. Wówczas kilkakrotnie został uderzony obuchem siekiery w głowę i poderżnięto mu gardło. Po dokonaniu zbrodni sprawcy zawinęli trupa w prześcieradło i zakopali na ściernisku. W ostatnim dniu listopada Orzechowska z dziećmi i Wielguszem opuścili Storożyniec i wyjechali do Przemyśla. Ponieważ nie ma zbrodni doskonałej, sprawa miała dalszy ciąg (Ziemia Przemyska, 1925, nr 51).
Tajemnica zniknięcia Michała Tanasiewicza była dla rumuńskiej policji przez kilka lat nie do rozszyfrowania. Została ona dopiero wyjaśniona w Przemyślu. Otóż w lutym 1924 roku 17-letni już wówczas Tadeusz Orzechowski nieopatrznie zwierzył się Janowi Gemrze (czeladnik rakarski Anny Orzechowskiej), że to jednak Stanisław Wielgusz zabił na Bukowinie Michała Tanasiewicza. Ten z kolei doniósł o tym prokuraturze. Wtedy wszystkich podejrzanych zamknięto za kratki. Pierwsza rozprawa odbyła się w kwietniu, lecz została odroczona na czas niezbędny, by dokonać ekshumacji zwłok w Storożyńcu i zbadać czaszkę denata. W tym celu śledczy pojechali do tej miejscowości. Potem trwały znowu długie przesłuchania zatrzymanych.
Kolejne postępowanie sądowe rozpoczęło się – według Wieku Nowego (nr 7332) – 26 listopada 1925 r. w Sądzie Okręgowym w Przemyślu. Na wstępie odczytano zeznania podejrzanych o morderstwo. Wynikało z nich, jak doszło do zabójstwa w tym tragicznym dniu. Otóż 15-letnia wówczas Helena Orzechowska podała Stanisławowi Wielguszowi siekierę. Ten podszedł do łóżka i obuchem uderzył śpiącego w głowę. Następnie Tadek uczynił to samo, po czym ten pierwszy poderżnął Tanasiewiczowi gardło, Helena zaś podtrzymywała wtedy miednicę, by krwią nie splamić pościeli.
W czasie trwania procesu Stanisław Wielgusz nie chciał się już przyznać do winy. Podał, że morderstwa 24 listopada 1921 roku dokonał 14-letni wówczas Tadeusz Orzechowski, a on tylko jemu pomagał w wyniesieniu nieboszczyka i zakopaniu na ściernisku. Gdy przewodniczący trybunału wskazał mu na sprzeczności w zeznaniach, podsądny krzyczał, że na policji zeznawał pod przymusem. Syn Anny Orzechowskiej z kolei potwierdził w sądzie, że to on sam dokonał mordu na Tanasiewiczu. Innymi słowy – całą winę wziął na siebie. Uczynił to za namową matki, bowiem ona uważała, że małoletniemu może to ujść bezkarnie. W ten sposób chciał bronić swoją matkę i Wielgusza. Rozprawę przerwano aż do następnego dnia.
W drugim dniu rozprawy zeznawała Anna Orzechowska. Broniła się, zarzucając byłemu kochankowi katowanie jej dzieci i jej samej. Twierdziła też, że w dniu morderstwa nie była z córką Heleną nawet obecna w mieszkaniu. Świadek czeladnik rakarski Jan Gemra potwierdził z kolei , że w 1924 roku Tadeusz Orzechowski ujawnił mu tajemnicę mordu (Wiek Nowy 1925, nr 7333). Lekarze wydali opinię, że denat otrzymał trzy silne i precyzyjne uderzenia siekierą w głowę. Biegli doszli do wniosku, że takich ciosów nie mógł zadać 14-letni wówczas chuderlawy Tadeusz. Sąd jednak był innego zdania.
„Ziemia Przemyska” w 1925 r. (nr 51) napisała: „Ostatecznie zadano sędziom przysięgłym 9 pytań, na które w ten sposób odpowiedzieli, że Trybunał uznał winnymi Stanisława Wielgusza i 17-letniego już Tadeusza Orzechowskiego zbrodni zabójstwa i zasądził pierwszego na 5 lat, a drugiego na 2 lata ciężkiego więzienia. Annę Orzechowską, winną nakłaniania do zbrodni morderstwa, zasądził na 4 lata więzienia”. Jej córkę Helenę uniewinniono.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No , Redakcjo , rozumiem ,że biznes jest biznesem , ale wyjątek właśnie do takich , historycznych zdarzeń można byłoby drukować w całości
TO WŁAŚNIE NAJPEWNIEJ NIE ROZUMIESZ ŻE BIZNES JEST BIZNESEM Januszku, przecież te dane redakcja znalazła gdzieś... możesz sobie poszukać a jak ci się znów nie chce to cóż płać... a tu patrz jesteś i leniwy i skąpy ;)) prawdziwy Janusz
Przed pandemą to nie łaska było się przejść policji pieszo? Tylko w autach się nie ozili? I nic nie widzieli nic nie słyszeli.zabić człowieka mogli na tm deptaku w buałt dzień a policji ani hu hu.Ale jak chcesz oddychać to już jesteś zbrodnarzem polskich cja id niemania szmat na twarzy.
1. pomyliles artykuly ;)2. ta formacja ... ehhh... gdybys cokolwiek z nimi mial do czynienia... np sluzbowo albo zgloszeniowo... to bys wiedzial ze... no jest ciezko, a to zadanie nadaje sie dla nich...
No , Redakcjo , rozumiem ,że biznes jest biznesem , ale wyjątek właśnie do takich , historycznych zdarzeń można byłoby drukować w całości
TO WŁAŚNIE NAJPEWNIEJ NIE ROZUMIESZ ŻE BIZNES JEST BIZNESEM Januszku, przecież te dane redakcja znalazła gdzieś... możesz sobie poszukać a jak ci się znów nie chce to cóż płać... a tu patrz jesteś i leniwy i skąpy ;)) prawdziwy Janusz
Przed pandemą to nie łaska było się przejść policji pieszo? Tylko w autach się nie ozili? I nic nie widzieli nic nie słyszeli.zabić człowieka mogli na tm deptaku w buałt dzień a policji ani hu hu.Ale jak chcesz oddychać to już jesteś zbrodnarzem polskich cja id niemania szmat na twarzy.