Pomoc Ukrainie niosą nie tylko służby do tego zobligowane, lecz także organizacje pozarządowe i zwykli obywatele. Niemal w każdej gminie mieszkańcy skrzykują się w aktach solidarności z uchodźcami i jednocząc się ponad podziałami, robią wszystko, by wspomóc na tyle, na ile mogą. Czy to zbiórkami odzieży, środków spożywczych, artykułów higienicznych, czy przygotowaniem posiłków oraz ciepłych napojów i dostarczaniem ich na przejścia graniczne i do punktów recepcyjnych.
Przemyska restauracja Rutyna głośno krzyczy: „Zróbcie nam zakupy – my ugotujemy i zawieziemy!”.
Czyny popierają słowa i już od kilku dni pracownicy uwijają się w ukropie, przygotowując posiłki, które choć w pewnym stopniu ogrzeją ciała i otulą dusze przebywających na przejściach granicznych i w punktach recepcyjnych ludzi.
„Rutyna” nie prosi o pieniądze, lecz o produkty do przygotowania i transportu dań. Na wagę złota są pojemniki jednorazowe – szczególnie opakowania na zupę.
„Do tematu karmienia uchodźców trzeba podejść strategicznie, dlatego nawiązaliśmy współpracę z organizacją, która spina wiele punktów gastronomicznych i zleca wykonanie posiłków. Nie wiemy jeszcze, jak dużo uda się zrobić i jak długo potrwa ta kooperacja. Lokalne restauracje pod przewodnictwem WCK dowożą jedzonko w dużych ilościach na Medykę, na Lwowską, na stację kolejową oraz do Korczowej. My jesteśmy w teamie z restauracją Murowanka i dowozimy posiłki do Korczowej” – przekazuje Rutyna.
– Wie pani, to, co robimy, to nic szczególnego. Jedziemy i pomagamy tam, gdzie jest to potrzebne w danej chwili – mówi pani Agnieszka Żurawska z Koła Gospodyń Wiejskich w Orzechowcach.
– Niedziela. 10 rano. Odbieram telefon z informacją, że trzeba[paywall]sortować rzeczy, bo przyjechał duży transport. Pytanie, czy pomożemy. Oczywiście, że pomożemy. Zestawiamy obiady z palników i ruszamy. Niektóre z nas do pomocy biorą ze sobą mężów, inne starsze dzieci.
Kolejny sygnał – potrzebna jest na środę ciepła zupa. Szybko zdzwaniamy się między sobą, ustalamy, co gotujemy i przez ogłoszenie na naszym profilu na Facebooku prosimy ludzi o przyniesienie tego, co kto może. Odzew natychmiastowy. Ugotowałyśmy tyle, na ile pozwoliła nam liczba garnków.
Nagle refleksja: w czym to przewieźć? Nie mamy takich termosów. Kolejna narada. Termosy pożyczy szkoła. Problem jest jednak gdzie indziej. W koordynacji tych wszystkich działań. Nasza zupa nie została wydana w ten dzień, kiedy została przywieziona, pomimo tego, że akcja była zgłoszona na konkretną godzinę. Ktoś jednak spontanicznie przywiózł jedzenie i to ono zostało wydane.
I dobrze. W końcu chodzi o to, by ludzie nie byli głodni. Tylko my niepotrzebnie gotowałyśmy na środę. Może przydałoby się to zrobić na czwartek. Albo na kolację. Teraz trzeba myśleć już trochę inaczej. Dobry byłby jeden punkt kontaktowy dla organizacji, ludzi dobrej woli i dla wolontariuszy.
Podejście systemowe jest konieczne. Koordynowanie z jednego punktu byłoby dobre dla wszystkich. Zabezpieczałoby nie tylko potrzebujących pomocy, ale też pomagających. Przecież ich bezpieczeństwo jest równie ważne. Jako KGW obdzwaniamy też co kilka dni bezpośrednio punkty noclegowe i pytamy, czego potrzebują. Tu i teraz. Organizujemy potrzebne rzeczy i zawozimy na miejsce – dodaje pani Agnieszka.
„W związku z zaistniałą sytuacją na Ukrainie – do wszystkich obywateli Ukrainy uciekających przed wojną – jeśli macie problem ze swoim samochodem, zapraszamy. Pomożemy. Bezpłatnie” – zachęca przemyski HPSerwis Warsztat-Wulkanizacja.
Firmy poszukujące pracowników otwarte są również na zatrudnianie osób z Ukrainy. Takie ogłoszenie zamieściła już cukiernia Fiore z Przemyśla i wiele mniejszych lub większych firm w całej Polsce.
2 marca jarosławianie ochoczo zdecydowali się podzielić tym, co mają najcenniejszego – własną krwią. Pod Halą Sportowo-Widowiskową przy ulicy Królowej Jadwigi zebrało się niemal 60 osób, z których 49 oddało krew w specjalnie przystosowanym do tego krwiobusie.
– Tak jak jedzenie, ubrania, czy chemię jesteśmy w stanie wyprodukować, tak krew jest bezcenna i nie można jej zrobić czy kupić – zdaje się słyszeć głosy.
W tej chwili można pomóc nie tylko rodakom, ale też rannym Ukraińcom i Ukrainkom. Jarosławskie Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie zgłasza również gotowość wsparcia psychologicznego dla osób przybywających w terenów objętych wojną.
Sieć kin Helios również nie zapomina o najmłodszych Ukraińcach. Aby choć trochę umilić im życie, zaprosiła ona ich wraz opiekunem na bezpłatne seanse. Dzieci mogą obejrzeć film „Kosmiczny mecz: Nowa Era” z ukraińskim dubbingiem. W przemyskim Heliosie taki film również był emitowany.
Pomagają również media społecznościowe. W natłoku informacji zasięg, jakim treści niektórych celebrytów i instagramerów obejmują użytkowników, jest na tyle duży, że pomoc pojawia się dosłownie w sekundę.
„Robię kawę i jadę” – wiadomości, jakie dostają od swoich sympatyków w odpowiedzi na ich apele to najlepszy przykład natychmiastowego działania. Ludzie z całej Polski udają się na Wschód, by wesprzeć, pomóc, coś przywieźć, kogoś odebrać, coś przetłumaczyć.
W takich chwilach można być dumnym z bycia Polakiem. Trudne chwile zawsze nas jednoczyły i jednoczą dalej. Ważne i godne pochwały jest to, że poświęcamy swój czas, swoje siły i swoje pieniądze na rzecz nie tylko naszych krajan, ale też potrzebujących sąsiadów ze Wschodu.
To ważna lekcja dla nas wszystkich i miejmy nadzieję, że niosąca za sobą jedno główne przesłanie: „Nie wolno przechodzić obojętnie. Musimy zatrzymać się obok cierpiącego, bez względu na to, kim jest. To dar z nas samych”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze