Reklama

Powódź stuleci na ziemi przemyskiej [ZDJĘCIA]

13/08/2017 19:45

Wielkie wylewy Sanu istniały od wieków, w powiecie przemyskim m.in. w 1837, 1867, 1884, 1891, 1893, 1909 i 1912 roku, lecz żaden z nich nie dorównał rozmiarowi w następnym roku. Woda, jak barbarzyńca, nie znając w swym pochodzie żadnych zapór ni świętości, dokonała latem w 1913 roku niebywałego zniszczenia, które wcześniej ani zapewne później w takiej skali nigdy się nie wydarzyło. W tym czasie nabrzeże rzeki na wielu odcinkach było niższe niż dziś.

Początek powodzi

W miastach Galicji najgorzej działo się na ziemi przemyskiej, gdzie w krótkim czasie nawiedziły aż trzy powodzie, tworząc całość tragedii. Pierwsza z 13 na 14 lipca. Przyszła nagle. Przez całą noc z niedzieli na poniedziałek podniosła się woda na Sanie tak znacznie, że zalała część Wilcza (dzielnica miasta) oraz ulicę Polną (Konopnickiej) i Nadbrzeżną (wyb. Prezydenta Wilsona). Jak okiem sięgnąć, powstało jedno wielkie jezioro o powierzchni kilku kilometrów kwadratowych, gdzie sterczały samotne wierzby, świadczące, że jeszcze wczoraj istniało tam błonie. Ten stan rzeczy trwał przez wiele dni, lecz nikt nie przewidywał, że będzie jeszcze gorzej[paywall].

Rozpętało się piekło

Niedziela 3 sierpnia 1913 roku to wyjątkowo przerażający dzień. Rozpętane moce przyrody, nienawiść rozkiełznanego żywiołu uderzyły w pokorną ziemię Galicji. Niebywałe opady atmosferyczne, straszna ulewa, jakiej wcześniej nigdy jeszcze nie doznano. Ludzie zaczęli uciekać do chat. Tysiące mieszkańców załamywało ręce, stojąc nad grobem swego bytu. W mieście powstała nieopisana panika, krzyki i zamieszanie. Matki, płacząc, szukały w tym zamęcie dzieci, które albo były z bydłem, albo się gdzieś bawiły. Wielka powódź była tak przerażająca, że wywołała u ludzi reminiscencje z opisów biblijnego potopu.

Reklama

Silne wichury uczestniczyły w tej klęsce. Wały, nasypy pozmywane, a drogi wymulone i zniszczone. Rozhukany straszny żywioł nie wybierał, sięgając do nędznych kurnych chałupek, niszcząc biedny dobytek, plon całoroczny, topiąc zwierzęta, wdzierając się też do murowanych pięknych kamienic, do dworków i pałaców. Nędzne sprzęty domowe i piękne inkrustowane meble mahoniowe po równi całowała woda w dniu strasznym, w którym dusza ludzka truchlała z bezmiaru nieszczęścia ludzkiego i z nadmiaru głębokiego cierpienia.

W wodzie żywi ludzie i trupy

Zalane wioski i część Przemyśla znalazły się w brudnych nurtach rzeki. Płynęły stogi siana, woda unosiła różne rzeczy, żywych ludzi i liczne sine trupy z wyrazem męki i walki w zastygłych obliczach – niby symbol typowej niedoli małego człowieka w tym zabiedzonym kraju. Szkody nie sposób było obliczyć. Miliony mienia ludzkiego poszły z prądem rozlanych rzek. Tysiące dusz ludzkich skąpało się w łzach. Ile płaczów, ile rozpaczy bezradnej, ile złamanych egzystencji zrodziła ta klęska jako ostatnia kropla, która przepełniła czarę goryczy galicyjskiej nędzy. To nie była walka żywiołów, lecz jakby atak z zasadzki, jakby insurekcja na śpiących, mord na ludziach słabszych ekonomicznie.

Reklama

Zasanie niczym Wenecja

Jakby tego było mało, 4 sierpnia (poniedziałek) wylew rzeki się zwiększył. Pod wieczór jej poziom zaczął podnosić się jeszcze bardziej. Początkowo powoli, później coraz gwałtowniej, aż wreszcie w niedzielę o godzinie jedenastej w południe osiągnął prawie 7 m ponad poziom normalny. Nawał wody wdzierał się kanałami w coraz dalsze ulice tak znacznie, że część Zasania wyglądała jak Wenecja. W niektórych miejscach zalała mieszkania parterowe powyżej metra od poziomu podłogi. Do Zakładu Brata Alberta, który sterczał jak wyspa z otaczającego go jeziora, żywność pensjonariuszom dowożono łodziami. 

Wilcze i Śródmieście

Na Wilczu na wysokość aż trzech metrów rzeka wylała wody na olbrzymie tereny. Jak daleko okiem sięgało się w górę i w dół rzeki – to już wyglądało jakby jedno morze, z którego sterczały samotne drzewa i sterczące dachy podtopionych chat. Na niektórych ulicach Śródmieścia żywioł sięgał dwóch metrów wysokości, w wielu domach zalał piwnice, tartak Bystrzyckiego, a w nim maszyny, co unieruchomiło zakład na kilka tygodni. Do kamienicy Bernsteina przy ul. Słowackiego 52 (półtora kilometra od koryta Sanu) i do położonych obok koszar 10. Pułku Piechoty dostała się woda kanałami i poczyniła ogromne szkody.

Reklama

Akcja ratunkowa

W czasie żywiołu pośpieszono na ratunek. Pojawiło się mnóstwo łodzi wojskowych, strażackich i prywatnych, wywożąc mieszkańców z zalanych budynków. Ludzi żywych i martwych wyciągano z wody. Ta niebezpieczna akcja ratowania ludzi nie została udokumentowana fotografią (zachowały się zdjęcia dopiero po ustaniu żywiołu).

Pobojowisko i nocne egipskie ciemności

Ponieważ woda unosiła za sobą różne przedmioty, m.in. belki i kłody, które mogły bardzo łatwo uszkodzić most drewniany, zamknięto go dla ruchu wozowego, a następnie pieszego. W elektrowni miejskiej przy ul. Targowicy (obecnie Sportowa) wdarła się woda do hali maszyn, w efekcie miastu zabrakło prądu. Jedynie naładowane duże akumulatory miały jakąś moc, lecz na niewielką skalę. Musiano zatem czynić to, co robiono choćby pół wieku temu, tj. przez bębniącego ulicami Przemyśla policjanta, że wieczorem nastąpią egipskie ciemności. Kto mógł zaopatrywał się w świece i naftę. Miasto oświetliły przeważnie pochodnie i benzynowe agregaty prądotwórcze. W restauracjach, kawiarniach i cukierniach migotały świeczki, za to kinoteatry zamknięto. Nic też dziwnego, że w mieście i okolicy panowało ogólne przygnębienie i konsternacja.

Reklama

Inne miejscowości

Kataklizm dotknął też m.in. Ostrów, Wapowce, Medykę, Hurko, Hureczko, Krówniki, Czerniawy, Krakowca, Krzywczę, Ostrów, Dusowce. W Hurku żywioł zabrał z pól dworskich trzy tysiące kop zboża, a w Ostrowie uratowano dwoje ludzi z dachu płynącej chałupy. Wraz z Sanem wystąpił z brzegów także Wiar, zalewając pola, łąki i liczne domostwa. W kilku miejscach został uszkodzony tor kolejowy i tylko dzięki ostrożności służby kolejowej nie doszło do katastrofy.

Ocenianie strat

Na prowincji przemyskie starostwo i Towarzystwo Gospodarskie przeprowadzało wycenę szkód. Komisja, badająca zniszczenia, na czele z księciem Sapiehą z Krasiczyna, odbywała swe podróże parostatkiem „Kopernik” (nie służył do wycieczek), należącym do kierownictwa regulacji Sanu. Użyto go, ponieważ prawie wszystkie mosty zostały zerwane, a drogi poważnie uszkodzone. Lustrowano wsie na podstawionych furmankach.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Hbbg - niezalogowany 2020-06-24 15:01:07

    Jeszcze była powódź w latach 40 tych.Na rogu ul KsPiotra  Skargi i Barskiej na kamienicy Barska 11 był znak dokąd sięgała woda , który został zniszczony no jeszcze powódź z roku 1980 gdzie San wylał częścioeo na ul 22 Stycznia .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pc-expertus - niezalogowany 2020-06-29 13:25:57

    Tu Gliwicemam rodzine w lubaczowskim i w wólce krowickiej:Powiem tak kto daje decyzje na zabudowy? czemu nie buduje sie tam na takzwanej płycie fundamentowej i sciany z żelbetu Wodoszczelnego tam jakoś wszyscy budują ławy,toż to system przestażały sam mam piwnice 3 metry kopane w ziemi a po deszczach 3 dni temu w studzience wysokość słupa wody 2.80cm(ta wysokość wody na zewnętrznych moich scianach w ziemi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Pamiętający przemyski obserwat - niezalogowany 2020-07-18 13:35:18

    Zapomina się  w treści artykułu o  wspomnianym powyżej roku 1980. Pamiętam to dokładnie bo pracowałem wówczas w  Ostrowie więc codziennie kiedy most nie zamknięto przejeżdźałem na drugą czyli zasańską stronę. Nie będę opisywać grozy sytuacji w powiecie i wielu innym miejscach ale uzmysłowię tym którzy nie pamiętają ze względu na  wiek że boisko Czuwaju było zalane wodą wraz z bramkami  całe bramki wraz z poprzeczkami były zakryte mętną wodą, podobnie szatnie, woda sięgała ławek na tej niby trybunie a jest to kilka metrów wysokości. Teraz trudno sobie to nawet wyobrazić ale obserwowałem to niemal codziennie. Zresztą do czasu wybudowania zapory w Solinie przez całe lata takie, mniejsze lub większe powodzie były niemal corocznie głównie na wiosnę, pamiętam ogromne ilości wody i ogromne kry, dzisiaj nie do pomyślenia. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama