Krystian zdziwił się bardzo, kiedy przyszedł do niego dzielnicowy i przyniósł wezwanie na komisariat. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek złamał prawo albo żeby był świadkiem jakiegoś wydarzenia, którym interesuje się policja. Jako obywatel szanujący je w wyznaczonym dniu stawił się na komisariacie. Tam zdziwił się jeszcze bardziej, bo usłyszał, że jest podejrzewany o kradzież.
Konkretnie o kradzież czterdziestu ośmiu litrów paliwa na szkodę stacji paliw w N., gdzie ponoć zatankował i uciekł bez płacenia. Niby wszystko się zgadzało. Numery rejestracyjne jego auta zapisała kamera monitoringu na stacji paliw. Marka auta też się zgadzała, tyle że na czarno-białej fotografii z zapisu kamery opel był trochę jakby ciemniejszy niż jego auto. Natomiast zupełnie nie zgadzał się czas, bo do kradzieży doszło pod koniec sierpnia tego roku, a Krystian przysięgał, że ostatni raz w N. był dwa lata temu, a poza tym w okresie, kiedy dokonano kradzieży, jego auto przez tydzień stało na parkingu firmy, w której pracuje. Krystian już widział siebie w celi, ale zaczął przypominać sobie i kojarzyć pewne fakty. Pierwsze alibi zapewnił mu właściciel firmy, który zaświadczył, że Krystian poprosił go o możliwość zaparkowania auta na służbowym parkingu, ponieważ coś się w nim zepsuło i jest unieruchomione. Następnie mechanik opowiedział, jak to Krystian przyniósł do naprawy jakąś część z silnika i ponad tydzień trwało, nim dostał taką ze sklepu internetowego. Kiedy już to wszystko było wiadome, prowadzący sprawę policjant zasugerował, że być może ktoś „pożyczył” sobie tablice z opla Krystiana, oczywiście bez jego zgody. Ponieważ upłynęło już trochę czasu od kradzieży, wydawałoby się, że sprawa zostanie umorzona.Krystian się jednak zawziął i rozpoczął prywatne śledztwo. Poświęcił kilkanaście godzin na przeglądanie zapisów z dwóch kamer monitoringu zainstalowanego w firmie i zainteresowało go kilkudziesięciosekundowe ujęcie. Widać na nim mężczyznę, który przechodząc przez plac, odwrócił się na moment, po czym podszedł do auta Krystiana, pochylił się i szybko wyszedł za bramę. Innych dowodów na kradzież nie było, gdyż przez dwie albo trzy noce parkujące na placu tiry zasłaniały widok na opla. Potem poszło jak z płatka. Pracownicy przypomnieli sobie klienta, który kiedyś przyjechał oplem takim samym jak Krystiana, tylko o nieco innym odcieniu. Resztę zrobili policjanci, którzy swoimi metodami znaleźli właściwego złodzieja, któremu, oprócz kradzieży paliwa, zarzucili kradzież tablic i dopiero wtedy Krystian odetchnął.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze