Zaczyna się niewinnie, od stopniowej próby przejęcia kontroli w relacji, pokazania dominacji, by w końcu eskalować w systematyczne niszczenie poczucia własnej wartości i godności. O tym, dlaczego tak trudno wyrwać się z pętli przemocy domowej, gdzie szukać wsparcia i jak reagować, gdy jesteśmy jej świadkami, rozmawiamy z pracownikiem socjalnym MOPS Anną Mazek, przewodniczącą Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Przeciwdziałania Przemocy Domowej w Przemyślu.
Film Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry” wywołał w przestrzeni publicznej dyskusję o przemocy domowej. Styka się Pani z tym zjawiskiem na co dzień. Jaka jest jego skala w Przemyślu?
– Z naszych doświadczeń wynika, że do jednej z najczęstszych form przemocy domowej należy ta skierowana przeciwko kobietom, ale też dzieciom. Według danych policyjnych te dwie grupy stanowią aż 91 proc. ofiar przemocy domowej. Dzieje się tak z racji uwarunkowań kulturowych czy religijnych, czy też po prostu warunków fizycznych. Nie znaczy to, że mężczyźni nie padają ofiarami znęcania się psychicznego czy przemocy ze strony partnerek, ale zdecydowanie trudniej im prosić o pomoc, bo taka sytuacja zawsze wzbudza niedowierzanie otoczenia.
Czy na podstawie doświadczeń zawodowych jest Pani w stanie nakreślić jednolity portret sprawcy przemocy?
– Nie da się określić grupy zawodowej, poziomu wykształcenia czy cech osobowościowych tworzących wzorzec takiej osoby. Z reguły przemocowiec to ktoś, kto chce przejąć władzę nad drugą osobą. Właśnie to jest istotą przemocy. Przemoc to konkretny rodzaj agresji, który charakteryzuje się przewagą sił. Chodzi w niej o przejęcie kontroli i władzy nad drugą osobą. Jej sprawca dyktuje reguły gry, to on mówi drugiej osobie, co jej wolno, a czego nie oraz jak ma żyć. Samo sprawowanie władzy może się odbywać w różny sposób. To może być przemoc fizyczna, która objawia się choćby mocniejszym złapaniem za ręce, dociśnięciem do ściany, podduszeniem, ale może też przybierać dużo bardziej ekstremalne formy. Do tego dochodzą najczęściej groźby typu „skończę cię”, „zniszczę cię”, zabiorę ci dzieci”. To działania, które mają na celu rezygnację przez ofiarę ze swoich praw.
Przemoc może też przybierać formę nękania psychicznego.
– Owszem, może być to agresja werbalna, działająca na psychikę ofiary, czyli jej słowne poniżanie, umniejszanie, co sprowadza się często do wypowiadanych pod adresem drugiej osoby słów typu: „jesteś nikim”, „powinnaś robić, co ci każę, bo sama sobie nie poradzisz”. Trudno w to po jakimś czasie nie uwierzyć, jeśli powtarza się po wielokroć.
Wychodzenie w pętli przemocy domowej to przeważnie bardzo długi proces, nieraz trwający latami. Dlaczego kobietom tak trudno się z niej wyrwać?
– Przemoc karmi się nadzieją, że będzie lepiej, że to się więcej nie powtórzy. Zjawisko przemocy domowej przybiera formę cyklu, na który składają się następujące po sobie fazy. Najpierw narasta napięcie, nasilają się konflikty, aż w końcu dochodzi do ostrego aktu przemocy. Potem przychodzi tzw. miesiąc miodowy. Sprawca się reflektuje i w obawie, że przesadził i że może ponieść konsekwencje, zwłaszcza jeśli wkroczyły służby, wybiera strategię przeczekania. Nierzadko próbuje wmówić ofierze, że przez to, że zaalarmowała policję, cała rodzina będzie mieć kłopoty. „Zabiorą mnie, jak dasz sobie radę” – pada w domowych rozmowach. Mogą się też pojawić przeprosiny. Partner staje się czuły, kochający, co daje ofierze nadzieję na zmianę. Ofiary, często wychowane w przekonaniu, że „trzeba nieść swój krzyż” albo też karmione stwierdzeniami typu „chłopy takie są”, starają się tłumaczyć na różne sposoby przemocowe zachowania, bo mężczyźni wciąż mają jednak w społeczeństwie ciche przyzwolenie na więcej. Po okresie miodowego miesiąca, w czasie którego kobiety, zwiedzione nadzieją, często wycofują złożone podczas interwencji służb zeznania, cały cykl rozpoczyna się na nowo. Napięcie ponownie narasta i prowadzi do wybuchu[paywall] kolejnego aktu przemocy. To klasyczny cykl obserwowany w przypadku przemocy fizycznej.
W przypadku przemocy psychicznej jest inaczej?
– Wówczas ta przemoc faluje, ale nie ma okresów tzw. miesiąca miodowego, za to staje się coraz częstsza i coraz bardziej perfidna. Przemoc psychiczna jest też dużo bardziej trudna do udowodnienia. Najczęściej obserwujemy ją w tzw. domach wysoko funkcjonujących, u osób z dobrym wykształceniem i sytuacją życiową.
Jak ofiary przemocy domowej mogą zrobić pierwszy krok, by przerwać błędne koło, w którym tkwią?
– W przypadku, gdy przemoc fizyczna, jest na tyle dotkliwa, że ofiara zmuszona jest zgłosić się na SOR, lekarz zobowiązany jest zawiadomić policję czy wydać takiej osobie zaświadczenie o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała w związku z przemocą domową ze strony bliskiej osoby. A jeśli tego nie zrobi, należy o tym przypomnieć. Taki dokument ma moc obdukcji podczas postępowania. Lepszym sposobem jest jednak wezwanie służb na interwencję w momencie, kiedy dochodzi do aktu przemocy. Policja dysponuje świetnym narzędziem w postaci arkuszu oceny ryzyka, wypełnianego na podstawie zeznań osoby doświadczającej przemocy. Na jego podstawie może wydać dwutygodniowy zakaz zbliżania się do ofiary i nakaz opuszczenia mieszkania, niezależnie od tego, kto jest jego właścicielem. Można go przedłużyć sądownie na wniosek ofiary. Te 2 tygodnie to czas na złapanie perspektywy, okres bez tzw. prania mózgu przez sprawcę, pozwalający na kontakt z dzielnicowym, pracownikiem socjalnym. W tym okresie sprawca może tylko raz zgłosić się do domu po swoje rzeczy w obecności policjanta, po wcześniejszym umówieniu się. Wyrwanie się z przemocy to ciężka praca dla doświadczającej jej osoby. Tym bardziej, że często bywa, że sama pochodzi z domu, w którym ta przemoc też była albo, w którym panował chłód emocjonalny. Pomocą w kryzysowej sytuacji służą też specjalistyczne ośrodki wsparcia dla osób doświadczających przemocy domowej, jak choćby ten w Korytnikach. Daje całodobowe bezpieczne schronienie. Można do niego przyjść nawet z ulicy. Pobyt w takim miejscu pozwala kobietom ogarnąć swoje życie na nowo. W momencie, kiedy otrzymuje wsparcie psychiczne, relacje między nią a sprawcą ulegają zmianie i układ sił zaczyna się równoważyć. Warto podkreślić, że bez pomocy osób z zewnątrz wyjście z przemocy domowej jest ogromnie trudne.
A co mogą zrobić osoby będące świadkami przemocy domowej albo mający wiedzę na temat tego, że ktoś jej doświadcza? Jak zareagować w takiej sytuacji?
– Jeżeli odgłosy przemocy domowej dochodzą zza ściany, najlepiej wezwać policję. Nie każdy chce się decydować na taki krok, ale pamiętajmy, że możemy poprosić o zachowanie anonimowości. Kolejną drogą jest zgłoszenie takiej sytuacji do pracownika socjalnego MOPS albo napisanie do MOPS. W tym przypadku MOPS zobowiązany jest do zachowania personaliów zgłaszającego dla siebie. Zawsze sprawdzamy tego typu sygnały. Wyjściem jest też telefon do dzielnicowego z danego rewiru. Pamiętajmy, że przemoc domowa jest przestępstwem, a reagowanie na nie jest prawnym obowiązkiem każdego z nas.
Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze