15 kwietnia na Zamku Kazimierzowskim wystąpił duet taneczny Anna Pawłowska (Wielka Brytania) i Adrian Durso (Argentyna), któremu towarzyszył rodzimy kwintet fortepianowy Ars perfecta w składzie: Konstancja Bukojemska – I skrzypce, Ewa Wiśniewska – II skrzypce, Piotr Szelążek – altówka, Anna Musiał – wiolonczela i Joanna Gibała-Szelążek – fortepian.
Pojęcie milonga powstało w latach trzydziestych ubiegłego wieku i początkowo odnosiło się do szeregu zjawisk na styku muzyki, tańca i konsumpcji rozumianej dosłownie. Istniały milongi wiejskie, podczas których grano i tańczono prostą ludową muzykę gauchos, południowoamerykańskich pasterzy bydła, odbywały się też milongi miejskie, które z czasem wykreowały osobny gatunek muzyczny i zjawisko popkulturowe pod wspólną nazwą milonga. Milongą nazywano też lokale, w których tańczyło się tango, a i sam wieczór poświęcony temu namiętnemu tańcowi, piciu wina i delektowaniu się specjałami lokalnej kuchni również. Dlaczego więc piszę o rzeczach, które każdy może znaleźć w niezliczonych serwisach internetowych?? Ponieważ w zamkowym spotkaniu z tangiem, milongą i kulturą południowoamerykańską zabrakło mi dwóch elementów: stosownego miejsca i adekwatnego klimatu. Sala teatralno-widowiskowa, przy cały moim szacunku dla jej powagi i dostojeństwa, nie jest właściwym miejscem do przeżycia tego, czym jest tango we wszystkich jego przejawach, chociaż znakomite przyjęcie przez przemyską publiczność tej imprezy zdaje się świadczyć o tym, że każdy ma swoją rację.
Przed kilkoma laty bardzo modnym gatunkiem zarówno w salach koncertowych, jak i lokalach gastronomicznych stało się tango, a wszystko to za sprawą Astora Piazzolli, który gdyby żył, to w 2011 r. obchodziłby dziewięćdziesiąte urodziny. Ten argentyński kompozytor i wirtuoz bandoneonu (odmiany akordeonu) stworzył całkiem nową wartość w obrębie tego, co znamy pod pojęciem tango. Stworzył tango nuevo, styl, który wprowadził ten ludyczny niegdyś taniec na salony. Jak grzyby po deszczu na całym świecie zaczęły powstawać miejsca, gdzie można było nauczyć się tańczyć tango, spędzając miły wieczór przy odrobinie czegoś mocniejszego, degustując empanadas czy – jeśli kto woli – kuchnię nieco bardziej odważną: żeberka w sosie chili. Chciałbym mieć okazję w rodzinnym mym mieście pójścia na prawdziwą milongę z wszystkimi wymienionymi wcześniej elementami. Chętnym do organizacji pozwolę sobie podpowiedzieć, że po ewentualne instrukcje nie trzeba jechać do Buenos Aires, wystarczy do Lwowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze