Są pozytywnie nastawieni do życia, otwarci na nowe doznania i odważni, a do tego tryskają zdrowiem i energią. O korzyściach płynących z kąpieli w lodowatej wodzie opowiada założyciel Klubu Przemyskich Morsów Waldemar Boczar.
Skąd wziął się pomysł na morsowanie?
– Przymierzałem się do tego długo, chciałem tego spróbować. Wiedziałem, że ma to dobroczynny wpływ na organizm, a do tego będzie rewelacyjną przygodą. Greve w Danii – tam się to urodziło.
Jak zaczął się formować pomysł na morsowanie w Przemyślu?
– Namawiałem do tego swojego kolegę, Roberta Preiznera. Pewnego dnia, przeglądając Facebooka, zobaczyłem zdjęcie Roberta w wodzie jeszcze z trzema kolegami z Przemyskiego Klubu Biegacza. Wkurzyłem się strasznie (śmiech), że ostatecznie odważył się wejść i nie dał mi znać. Później to już poszło i od 2015 roku morsujemy regularnie.
Pamiętasz swoje pierwsze zanurzenie?[paywall]
– Jasne! Pamiętam, synek stał na brzegu, żona robiła zdjęcia, a ja wchodziłem do Sanu, vis-á-vis byłego kina „Bałtyk”. Ludzie pukali się w głowę, a ja ich pozdrawiałem, machając ręką. Jednak lepiej, by w wodzie nie być samemu.
Dlaczego nie morsuje się samemu?
– Ze względów bezpieczeństwa. Nie zdarza się, żeby coś się złego działo, ale każdy organizm jest inny i dlatego wchodzimy wspólnie, żeby wzajemnie się obserwować i w razie czego odesłać kogoś z wody na brzeg.
Jakie uczucia towarzyszą zanurzeniu w lodowatej wodzie za pierwszym razem? Ja byłabym przerażona.
– Byłem podekscytowany, a bałem się dopiero w momencie, gdy Piotr Damaszko, mors i założyciel Stowarzyszenia Rozwoju Sportu „Przemyśl” San Swimmers, namawiał mnie na zanurzenie całej głowy. To tylko bariera w naszej głowie, która wydaje się być ogromna, ale jak każda, jest do przeskoczenia. Trzeba się tylko otworzyć.
Jakie są niepożądane skutki uboczne morsowania?
– W naszej terminologii to „szczekanie”, inni mówią na to dygawka. To taka pierwsza granica hipotermii, kiedy szczęka bezwiednie zaczyna skakać. Jak to zobaczymy, mówimy sobie „wyjdź już, wystarczy Ci”. Zawsze o siebie dbamy.
Dzisiaj spotkaliśmy się nad stawem, nie nad Sanem.
– Tak, ze względów bezpieczeństwa. Dryfująca kra może być bardzo niebezpieczna. W zasadzie w Sanie morsujemy tylko podczas większych wydarzeń, jak na przykład Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, którą będziemy wspierać również w 2019 roku, czy rocznica odzyskania niepodległości. W tym roku, w setną rocznicę, członkowie San Swimmers, wywodzący się z PM (Przemyskich Morsów – przyp. aut.), popłynęli pół kilometra w dół Sanu w biało-czerwonych czepkach.
Kim są San Swimmers?
– To grupa pływaków utworzona przez Piotra Damaszko, też są morsami. W listopadzie San Swimmers uczestniczył w ekstremalnych, ogólnopolskich zawodach pływackich w śląskich Świętochłowicach. Czworo pływaków, w tym ja, reprezentowaliśmy Przemyśl, więc też i nasz Klub Przemyskich Morsów.
Gdzie jeszcze można Was spotkać?
– Wszędzie. Nasze morsówny i morsy są na całym świecie, bo życie ma się tylko jedno. Pamiętam zdziwienie Duńczyków, właśnie w Greve, że Polak morsuje jak prawdziwy wiking.
Jakie są reakcje ludzi poza zdziwnieniem?
– Przeróżne. Jak wspomniałem wcześniej, pukanie w głowę. Niedowierzanie, że człowiek może wszystko. W naszym gronie jest cała morsująca rodzina, Magdalena i Maciej Majewscy oraz ich ośmioletni syn, Maksymilian. Twardziel!
Morsujący ośmiolatek, to niesamowite. A jak jest z tą górną granicą wiekową?
– Jest troje morsów 60 plus, wspaniali ludzie. Jak zresztą wszyscy w naszej społeczności.
Kto może zostać morsem?
– Każdy, kto wcześniej wykona badanie EKG. To znowu względy bezpieczeństwa. Nawet najmniejsza wada serca może stanowić niebezpieczeństwo.
Ilu jest morsów w Przemyślu?
– Wbrew pozorom, całkiem wielu. Nasz klub liczy sobie około 25 stałych członków, ale poza nami często dołączają do nas członkowie Przemyskiego Klubu Biegacza, czy wspomniani wcześniej San Swimmers. Są ludzie, którzy świadomie chcą poprawić swoją kondycję. Przepraszamy lekarzy, bo my nie chorujemy (śmiech).
Podasz jakieś przykłady tego dobroczynnego wpływu na zdrowie?
– Nie znam pojęć, takich jak katar czy kaszel. Czasem wieczorem czuję, że „coś mnie bierze”, idę spać, a jak wstaję rano, sam już nie wiem, czy to było naprawdę, czy tylko mi się przyśniło. Inny członek naszego klubu miał problemy z pęcherzem, które, odkąd zaczął morsować, ustąpiły. Ludzie, którzy mieli problemy ze stawami i zostali skierowani przez lekarzy na krioterapię, wybrali morsowanie, bo to nie jest nieprzyjemny zabieg, a frajda w towarzystwie fajnych ludzi i niesamowita atmosfera. Pomagamy sobie, troszczymy się o siebie wzajemnie. Ja kocham tych ludzi, bez nich nie byłoby mnie jako morsa. Bez nich nadal stałbym sam w Sanie. Chcielibyśmy, żeby było nas jak najwięcej, żeby stworzyć prawdziwą wielką społeczność morsów. Między innymi dlatego teraz jesteśmy w trakcie reorganizacji, stanowisko „przywódcy naszego stada” przejmie Magdalena Majewska, która ma to „coś” w sobie i ludzie chcą za nią iść, wiem, że poradzi sobie z tym doskonale. Powstanie strona internetowa, na której znajdą się wszystkie ważne informacje czy strona na Facebooku. Będzie lepsza organizacja i znacznie lepszy dostęp do informacji.
Czyli można do Was zwyczajnie przyjść i zacząć swoją przygodę?
– Jak najbardziej! Wymagamy tylko tego badania EKG, jak już wcześniej mówiłem. Chodzi o to, żeby świetnie się bawiąc, mieć z tyłu głowy, że dba się o zdrowie, a nie szkodzi. Zapraszamy!
Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pytanie czy oni są zdrowi na umyśle. Każdy z ich z tego co widać telepie się jak galareta. Wielce twardziele cały czas zasmarkani.
Do RafTy to widze prawdziwy "polaczek". Pewnie tylko siedzisz tu i sie wymadrzasz anonimowo. A ze swieta to i czasu na komputer wiecej. Przyjdz i pokaz co potrafisz twardzielu...
Krytykować każdy może i potrafi . Czy są zdrowi na umyśle .Zapewniam Pana Panie Raf że tak a czy zasmarkani to musi Pan już sam ich zapytać . Pozdrawiam Przemyski Mors
No właśnie. Świetne zapytanie. Dlaczego??? ubrane Morsy na brzegu uśmiechają się - natomiast rozebrane, stojąc w zimnej wodzie NIE.
Pytanie czy oni są zdrowi na umyśle. Każdy z ich z tego co widać telepie się jak galareta. Wielce twardziele cały czas zasmarkani.
zamiast zazdrościć sam spróbuj.
Do RafTy to widze prawdziwy "polaczek". Pewnie tylko siedzisz tu i sie wymadrzasz anonimowo. A ze swieta to i czasu na komputer wiecej. Przyjdz i pokaz co potrafisz twardzielu...