Mimo ogromnej ambicji i woli walki (ale i kilku oczywistych słabości), Przemyskie Niedźwiadki nie miały szans wygrać w Pelpinie. Nie miały, bo grały w osłabieniu. Wygrać w pięciu przeciwko ośmiu rywalom, nie było szans. To, co wyprawiała w tym spotkaniu trójka sędziowska, nie mieści się w żadnych koszykarskich kanonach. Przemyślanie zostali wrednie „przekręceni”. To skandal, że tacy ludzie mają odwagę wziąć gwizdek w usta i prowadzić mecze na takim szczeblu rozgrywkowym. To skandal, że ktoś pozwala im to robić!
30 odgwizdanych przewinień (to tak, jakby sześciu zawodników „arbitrzy” wyrzuciliby z parkietu z kompletem fauli!), w większość wyimaginowanych i złośliwie zinterpretowanych, przy 20 przewinieniach gospodarzy (choć prezentowali podczas gry identyczne niedozwolone przepisami zachowania), brak czucia i antycypacji gry, tworzenie kontrowersyjnych sytuacji czy nieudolne próby „oddawania” jednym tego, co zabierali drugim swoimi fatalnymi decyzjami, sprawiło, że z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, iż trójka arbitrów tego pojedynku miała decydujący wpływ na końcowy rezultat. Miała decydujący wpływ na to, że gospodarze ten mecz wygrali. Nie pozwoliła Przemyskim Niedźwiadkom toczyć walki jak równy z równym do końcowej syreny.
Nie, to nie jest płacz nad rozlanym mlekiem, to nie bezzasadne jęki i pretensje o porażkę. Setki, a może i tysiące, meczów koszykówki oglądałem i nie dam sobie wmówić, że trójka sędziowska nie wypaczyła wyniku tej rywalizacji. Tak ewidentnych „błędów” w jednym spotkaniu rozjemców mogę policzyć na palcach obu rąk.
Przemyślanie mieli plan na ten pojedynek. Owszem, realizowany z większym lub mniejszym powodzeniem. Owszem, źdźbła mogliby poszukać we własnym oku i z pewnością by go znaleźli. Ale nie przegrali tego pojedynku po sportowej, sprawiedliwej walce. Przegrali go wówczas, kiedy zostali zmuszeni przestać grać w koszykówkę, a większą wagę przykładać do tego, aby trójka sędziowska znowu gdzieś nie zauważyła absurdalnego przewinienia. Aby nie wygwizdała do spodu zawodników, odsyłając ich z bagażem 5 fauli.
Absolutnie nie byli gorszym zespołem od Decki, prowadzonej przez znanego w naszym regionie Dariusza Kaszowskiego. Więcej: do pewnego momentu byli ekipą konkretniejszą, korzystającą z kreślonego pomysłu na rywalizację. Nie dane im było jednak go zrealizować. Zostali z premedytacją „odstrzelani” przez arbitrów niczym kaczki na polowaniu. Za 5 fauli spadli z parkietu CJ Wilson, S. Rompa i M. Mboya Kotieno. Topór przez wiele minut wisiał nad głowami M. Puchalskiego i R. Serwańskiego. Tak nie da się sprawiedliwie rywalizować w żadnej drużynowej dyscyplinie sportowej.
Przez dwie kwarty minimalną przewagę mieli gospodarze. Gospodarze, którzy są na tyle dobrą ekipą (7. miejsce w poprzednim sezonie), że nie powinna im przychodzić w sukurs dobrotliwość arbitrów. Ale bez niej ten mecz by najprawdopodobniej przegrali.
Goście zaczęli zwiększać tempo gry, pielęgnować każdą akcję, wyzbywać się prostych błędów od początku II ćwiartki. Po kwadransie wygrywali 35:36 po dwóch celnych rzutach wolnych M. Mboya Kotieno. Przespali jednak końcówkę i Decka zeszła na przerwę z 6-punktową nadwyżką (51:45).
Trzecie 10 minut to popis Niedźwiadków. Skuteczności, mobilności, pomysłowości i dokładności. Ale i parkietowego wyrachowania. Błyskawicznie straty odrobili (22. min – 51:52 po „trójce” R. Serwańskiego), by przejąć inicjatywę w najodpowiedniejszym momencie. Znakomita gra Macieja Puchalskiego i wyborna zmiana Łukasza Uberny sprawiła, że finał ćwiartki miał jednego bohatera. Po pół godzinie gry było 65:71.
Jeszcze przez 7 minut przemyślanie byli w stanie opierać się niedokładnym atakom Decki i skandalicznym decyzjom sędziowskim. Kapitalna seria M. Puchalskiego zza łuku pozwoliła w 37. min jeszcze utrzymać prowadzenie (79:82). Niestety, w ostatnich minutach Niedźwiadkom nie dane było grać w koszykówkę. Musieli uważać, aby dokończyć ten mecz w „normalnym” personalnym zestawieniu. To oczywiście wykorzystali miejscowi, którzy zdobyli kilka łatwych punktów i zapisali na swoim koncie komplet punktów.
Komplet punktów, który wywalczyli dzięki wydatnej pomocy trójki sędziowskiej. Tak skandalicznego prowadzenia zawodów na tym poziomie rozrywkowym dawno nie widziałem…
Sędziowali: Krystian Michalski, Edyta Szamałek (oboje Szczecin), Kamil Urban (Poznań). Widzów: 300.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze