Reklama

Przemyślanin samotnie płynie kajakiem do Bałtyku [ZDJĘCIA]

14/06/2018 19:42

Pierwotnie planował podczas urlopu zdobycie pewnej góry. Ostatecznie Bartosz Wardęga siedzi w kajaku i wiosłuje od wschodnich rubieży do samego Bałtyku.


fot.Archiwum Bartosza Wardęgi

– W tym roku obchodzimy kolejną rocznicę samotnego rejsu kapitana Henryka Jaskuły na „Darze Przemyśla”, ponadto kilka chwil temu swój samotny rejs dookoła Ziemi zakończył Szymon Kuczyński. Zawsze ciągnęło mnie do wody, więc zacząłem od tej z pozoru spokojniejszej[paywall] – mówi o motywach swojej wędrówki Bartosz Wardęga, który pochodzi z Żurawicy, a obecnie mieszka w Przemyślu.

Od wielu lat pochłonięty jest treningami futbolu amerykańskiego w założonej przez siebie drużynie Przemyśl Bears, więc nad kondycją nie musiał specjalnie pracować. W przygotowaniach postawił na rozmowy z ludźmi, którzy spływali Sanem lub Wisłą. – Sporo cennych rad otrzymałem od Piotra Dobosiewicza, zresztą kajak również. Obiecuję, że wróci bez ryski – mówi.

Reklama

Jego kajak to lekka i szybka konstrukcja – według B. Wardęgi – świetna do pływania i przenoszenia. Jest jednoosobowy, posiada dwie komory bagażowe i trochę miejsca za siedziskiem. Spakował więc rzeczy najpotrzebniejsze: jedzenie, kuchenka gazowa, rzeczy przeciwdeszczowe, namiot i śpiwór oraz dużo wody. – To paradoks, ale największym problemem w trakcie takiej przygody jest brak wody zdatnej do picia – mówi.

 

Zatopione kanapki

Jego celem jest osiągnięcie ujścia Wisły do Bałtyku i dopłynięcie do Gdańska. Ze względu na urlop, czas spływu jest ograniczony. Jeżeli wszystko ułoży się po pomyślnie, swój cel osiągnie 17 czerwca. Ze względu na ograniczenia czasowe, rzadko też korzysta z uroków cywilizacji.

Reklama

Podróż podzielił na etapy i w każdym dniu stara się przepłynąć określoną liczbę kilometrów. Nocuje w namiocie nad brzegiem rzeki. – Miejsce na nocleg musi mnie zauroczyć i szczerze takich miejsc na trasie, którą mam już za sobą, jest mnóstwo. Dzikie, dziewicze tereny są bardzo blisko nas – opisuje.

Bartosz zaznacza, że tylko San z pozoru jest rzeką senną i łagodną. – Swoje frycowe spłaciłem już w okolicach Bolestraszyc, gdzie rzeka złapała mnie w swoje objęcia. Na szczęście skończyło się strachem, zatopionymi kanapkami i mokrymi ubraniami – wspomina.

Reklama
Inna przykra niespodzianka spotkała go w Muninie, gdzie w trakcie pierwszego noclegu ktoś ukradł mu rzeczy, które akurat się suszyły. – Mam nadzieję, że limit pecha wyczerpałem w pierwszy dzień – mówi.


fot.Archiwum Bartosza Wardęgi


fot.Archiwum Bartosza Wardęgi


fot.Archiwum Bartosza Wardęgi
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dejwid - niezalogowany 2018-06-15 22:55:05

    Ciekawe skad mial na to kase i czas

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Hgcfbncx h b - niezalogowany 2018-06-15 22:55:44

    Ciekawe skąd mial nato czas i kadr

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    y - niezalogowany 2018-06-16 15:54:14

    typowo podkarpackie myślenie, ciemnota i zawiść w jednym,

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama