Anna Radziejewska spełniła swoje marzenie. W ciągu czterech miesięcy napisała książkę, a teraz chciałaby, aby jej dzieło trafiło na półki księgarń. Niestety, aby zrealizować ten cel, potrzebuje sporej sumy pieniędzy – ok. 10 tys. złotych.

fot.Archiwum A. Radziejewskiej
– „Mój mąż drwal” nie jest książką, która przygniecie czytelnika treścią, jej złożonością czy intrygami, z zamysłu ma być to przekaz łatwy i prosty w odbiorze – przyznaje autorka Anna Radziejewska.
– Do napisania książki przymierzałam się od wielu lat. W zasadzie piszę od dziecka, od momentu, kiedy nauczyłam się odwzorowywać litery i układać z nich słowa. Jakiś czas temu postanowiłam udowodnić, zwłaszcza sobie, że potrafię napisać coś, co nie jest opowiadaniem, coś co ma formę, fabułę i bohaterów „na dłużej”. Skłoniły mnie więc ambicje, ale przede wszystkim chęć spełniania marzeń – opowiada Anna Radziejewska.
– Mój mąż drwal jest, jak mi się wydaje, pewną nowością pod względem formy[paywall]. Nie jest książką, która przygniecie czytelnika treścią czy intrygami. Z zamysłu miał to być przekaz łatwy i prosty w odbiorze – przyznaje.
Książka przedstawia historię rodziny drwala. W groteskowy, zabawny i przewrotny sposób pokazuje, że wspólna egzystencja z człowiekiem wykonującym taki zawód to nie tylko styl życia, ale i „stan umysłu”. Na przekór aktualnym modom rodzina drwala nie szczyci się tym, że jest „fit”, ma zbilansowaną dietę i że dwa razy w roku jeździ na wczasy do ciepłych krajów. Wręcz przeciwnie, drwal i jego rodzina, na kilkuset stronach powieści, którą tworzą historyjkiz życia wzięte, pokazują, że ten styl kompletnie im nie odpowiada. Lubią dobrze zjeść, a ich największym przysmakiem jest „smalczyk teściowej” lub domowa szynka. Na wakacje jeżdżą w dzikie Bieszczady, a za najlepszych przyjaciół uważają bliskich sąsiadów i naturę.
– Mój mąż i mama dzielnie wspierali mnie podczas pisania. Mąż był nieoceniony, jeśli chodzi o szczegóły związane z pracą drwala, bo jest z wykształcenia technikiem leśnikiem. Mama była wsparciem w kwestii przepisów kulinarnych. Na kartach książki wielkim echem odbija się także jestestwo siedmioletniego syna. Kiedy skończyłam, kilkoro zaufanych znajomych dało mi solidny zastrzyk motywacji, zachęcając do wydania książki w wersji papierowej – mówi A. Radziejewska.
Przeworszczanka wysłała draft książki do około 10 wydawnictw. Najczęściej na odpowiedź czeka się miesiącami, jednak dwa z nich już zaproponowały jej wydanie, jednak na koszt autorki. Kierując się względami ekonomicznymi i prestiżowymi, pisarka wybrała jedno z nich – Poligraf. Aby wydrukować i rozdystrybuować minimalną ilość egzemplarzy (500 szt.), potrzeba 7 tys. 600 zł. Jest to koszt wszystkich usług: druku, łamania, składu, podwójnej korekty, redakcji, okładki i dystrybucji. Jednak szczytem marzeń Anny jest wydanie 1000 egzemplarzy, a na to potrzeba 9 tys. 200 zł.
– Niestety, nie jestem w stanie sfinansować takiego przedsięwzięcia samodzielnie. Trafiłam do Urzędu Miasta Przeworska, gdzie uwierzono w mój potencjał, a złożony wniosek spotkał się z ciepłym przyjęciem. To z kolei rozpoczęło dalszą drogę przygotowań. Mam w planie „zapukać” jeszcze do kilku miejsc, dowiedzieć się, ile jestem w stanie uzbierać w ten sposób. Resztę kosztów planuję zebrać metodą crowdfundingową, czyli za pośrednictwem platformy internetowej polakpotrafi.pl – wyjaśnia pisarka.
Anna Radziejewska obecnie mieszka na Dolnym Śląsku, niedaleko Wrocławia. Jednak swoją przyszłość wiąże z Przeworskiem, gdzie jest jej rodzinny dom, a przede wszystkim jej mama.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jak nie ma kasy, to co ...frajera szuka do wydania
Proponuje przeczytac blog ,,bez fartuszka" moj moz drwal,moze wejdzie to jako lektura do szkol hahaha powodzenia.
Jak nie ma kasy, to co ...frajera szuka do wydania
Powodzenia :)
Proponuje przeczytac blog ,,bez fartuszka" moj moz drwal,moze wejdzie to jako lektura do szkol hahaha powodzenia.