Reklama

Rodzinny biznes. 80 lat cukierni Szanter – Lubiniecki [ZDJĘCIA, PODCAST]

03/10/2024 11:24

Materiał przygotowany dla mediów.

 

Rozmowa z Anną i Krzysztofem Szanterami, właścicielami najstarszej cukierni w Przemyślu, o tym, jak kontynuują rodzinny biznes.

– Od zawsze byłem związany z cukiernią, bo tu mieszkałem i tu się wychowałem i od dziecka pomagałem najpierw babci, a potem mamie. Przygotowując się do przejęcia rodzinnego biznesu, zrobiłem papiery czeladnicze, a potem mistrzowskie. Kiedy w lutym dwa tysiące ósmego roku mama umarła, przejąłem zakład – opowiada Krzysztof. –- Wtedy byliśmy już zaręczeni, ale jeszcze nie byliśmy małżeństwem. Ze względu na śmierć mamy przełożyliśmy ślub, ale trzeba było myśleć o wspólnym biznesie. Podobnie jak mąż, wyrobiłam sobie wszystkie wymagane dokumenty, czyli egzamin czeladniczy, mistrzowski i uprawnienia pedagogiczne, które umożliwiają mi kształcenie uczniów w naszym zakładzie do zawodu cukiernika, co już jest wieloletnią tradycją – dodaje Anna.

Reklama

Obowiązków i pracy Państwu nie brakuje, jaki jest podział ról?
– Mąż, jako mężczyzna, zajmuje się logistyką i działa bardziej na zewnątrz, czyli załatwia przetargi na dostarczanie wyrobów garmażeryjnych do szkół i do firm, z którymi kooperujemy. Organizuje dostawy towaru i zaopatrzenie zakładu w surowce. Kiedy trzeba, zajmuje się też problemami technicznymi. Natomiast ja kieruję pracą w zakładzie. Nie boję się pracy fizycznej. Często, zwłaszcza wtedy, kiedy mamy większe zamówienia, pomagam załodze przy produkcji czy pakowaniu, bo szkoda, żeby odrywać od pracy którąś z pań zajętych produkcją. Zdarza się też, że oboje z mężem stajemy za ladą i sprzedajemy nasze wypieki.  

Zaczynaliście od jednego punktu na ulicy Słowackiego. Dzisiaj firma Szanter prowadzi w mieście trzy punkty.
– Zaczęliśmy się rozwijać w momencie, kiedy ruszyliśmy z produkcją lodów. Mama też produkowała lody, ale kiedy przejęliśmy biznes, widzieliśmy, że maszyny są już stare i wymagają wymiany, bo przecież technologia bardzo poszła do przodu. Wtedy nawiązaliśmy współpracę z włoską firmą „Fabbri”, potentatem specjalizującym się w produkcji lodów i sorbetów. Zakupiliśmy nowe maszyny i ruszyliśmy z produkcją w oparciu o stare receptury. To była dobra decyzja. Klienci bardzo chwalili sobie nasze lody. Wtedy uruchomiliśmy mobilną lodziarnię, która działała przy placu Niepodległości. Potem otworzyliśmy stacjonarną lodziarnię przy ulicy Kazimierza Wielkiego, gdzie już działało kilka lodziarni, ale klienci docenili nasze wyroby i chwalili, że są takie jak dawniej. Wierzyliśmy mocno, że się uda, bo dobry produkt wygra na rynku. Od wiosny tego roku czynny jest nasz trzeci punkt – cukiernia z sezonowym ogródkiem usytuowana w Rynku. Sądząc po ruchu, jaki tam panuje, to był strzał w dziesiątkę, bo życie toczy się wokół Rynku i w mieście jest coraz więcej turystów, którzy chętnie do nas zaglądają na kawę i ciastko, co nas ogromnie cieszy.

Reklama

Po tylu latach działalności, po rozmaitych Waszych doświadczeniach, zapytam o receptę na sukces w tym niełatwym segmencie rynku?
– Po pierwsze trzeba być bardzo konsekwentnym w działaniu i wierzyć, że się uda. Jeździmy na różne spotkania, konferencje, pokazy. Znamy najnowsze technologie, wiemy, jakie zamienniki mają zastosowanie, ale trzymamy się konsekwentnie tradycji i widzimy, że w Przemyślu to się sprawdza. Tak właśnie robił dziadek Lubiniecki. Nie patrzył na nic, tylko robił swoje, miał przepisy, których się trzymał. Potem tak samo robiła mama, nie chciała żadnych rewolucji, a teraz my tak działamy, bo wiemy, że chęć szybkiego zarobku może zniszczyć każdy biznes. Bardzo ważne jest też dobranie załogi, na którą zawsze można liczyć. Tak jak na nasze cukierniczki: Dorota Raba, Anna Sobek i Celina Podbilska, które podobnie jak inne panie zatrudnione przy produkcji garmażeryjnej oraz sprzedające nasze produkty współtworzą nasz sukces. Nie można zapomnieć o naszym wieloletnim kierowcy. Po prostu mamy szczęście do pracowników.

Wiem, że macie Państwo dwóch synów. Jak godzicie obowiązki rodzicielskie z ogromem zajęć związanych z prowadzeniem firmy?
– Michał ma trzynaście lat, a Rafał dziesięć i obaj wymagają opieki oraz stałych kontaktów z nami. Jak byli mali, było trudno, bo nieraz stałam przy produkcji, a jedną nogą kołysałam dziecko w wózku. Bardzo pomaga nam to, że praktycznie mieszkamy w jednym miejscu, czyli razem dom i firma. To ułatwia organizację czasu tak, żeby mieć chwilę dla synów i nie zaniedbywać firmy. Zobaczymy, co będzie dalej. Na razie, kiedy ich obserwujemy, jeszcze trudno powiedzieć, który przejmie biznes. Ja bardziej stawiam na młodszego – kończy Anna.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.
Jacek Szwic

Szanterowie z synami Rafałem i Michałem.

Właściciele cukierni z pracownikami: Od lewej (pierwszy rząd): Svitlana Yaremko, Wiktoria Kosterkiewicz, Agnieszka Karbowniczyn, Anna Szanter, Ewa Wojciechowska, Joanna Fudali, Ewelina Fischer-Barszczak. Od lewej (drugi rzad): Ewa Wojciechowska, Dorota Raba, Celina Podbilska, Małgorzata Kuczkowska, Renata Hutman, Dorota Burchała, Krzysztof Szanter.

Historia najstarszej przemyskiej cukierni

Lato 1944 roku. Michał Lubiniecki ma 34 lata, żonę Zofię i marzenia, żeby zostać cukiernikiem. Fachu cukierniczego uczył się we Lwowie. Ma trochę zaoszczędzonych pieniędzy, które zarobił, grając na skrzypcach po weselach i zabawach. W lipcu przez Przemyśl przetacza się front. Ponad miesiąc później Michał zakłada własną cukiernię – pierwszą w mieście. Przemyśl zniszczony, dookoła jeszcze dymiące ruiny, a na początku ulicy Słowackiego, tam, gdzie dzisiaj jest sklep piekarni „Kłos”, ludzie ustawiają się w kolejce po kremówki, ptysie, babki i rurki z kremem. Po drugiej stronie ulicy, pod numerem 9, starszy brat Michała, Mieczysław, prowadzi wytwórnię oranżady i wody sodowej. W czterdziestym ósmym roku władza ogłosiła „wojnę o handel”, która tak naprawdę polegała na niszczeniu prywatnego handlu i przejmowaniu go przez państwo. Jakimś cudem cukiernia Michała ocalała z nacjonalizacji. Pewnie dlatego, że był to wtedy bardzo mały interes. Dopiero w latach siedemdziesiątych trochę zmienił się klimat. Michał zbudował po drugiej stronie ulicy dom plombę, wciśniętą pomiędzy dwie kamienice, i tam przeniósł cukiernię. Biznes powoli zaczyna się rozwijać, pracy jest coraz więcej i do pomocy staje jego córka Halina Lubiniecka-Szanter. W 1986 roku Michał umiera i prowadzenie cukierni przejmuje córka. W 2008 roku Halina umiera i historia się powtarza. Cukiernię przejmuje jej syn Krzysztof (wnuk Michała), który wraz z żoną Anią prowadzą ją do dzisiaj.

J.

Reklama

 


 

Pani Elżbieta Marciniak: – W cukierni przepracowałam prawie pół wieku

Pani Elżbieta Marciniak przepracowała w cukierni prawie pół wieku.

Najdłużej pracującą w cukierni „Lubiniecki”, a potem „Szanter” jest pani Elżbieta Marciniak, którą właściciele i pracownicy nazywają Lusią.

– Do cukierni pana Michała Lubinieckiego trafiłam w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym roku, jako uczennica na przyuczenie zawodu

– opowiada pani Elżbieta.

– Wtedy cukiernia była na początku ulicy Słowackiego, po prawej stronie. Tylko dwa niewielkie pomieszczenia. Od ulicy cukiernia, a w głębi pracownia i magazynek, do którego wchodziło się z sieni kamienicy. Ciasno było. Pracowaliśmy tam w kilka osób: pani Józefa, cukiernik, ja i pan Lubiniecki, a często też jego żona Zofia, która nam pomagała. Przez cały rok robiliśmy ciasta. Największą popularnością cieszyły się: napoleonki, rurki, kremówki i drobne kruche ciastka. W lecie robiliśmy lody. Wtedy jeszcze nie było lodówek, więc pan Lubiniecki motocyklem z przyczepą przywoził ze składu lód narąbany w zimie w Sanie. Na miejscu tłukliśmy go na mniejsze kawałki, obsypywaliśmy szarą solą i kręciliśmy lody według starych przepisów, które pan Michał przywiózł ze Lwowa. Cieszyły się ogromnym powodzeniem. W niedzielę, kiedy ludzie wracali ze spacerów, kolejka po lody zakręcała aż na Franciszkańską. W latach siedemdziesiątych cukiernia przeniosła się trochę dalej, do nowych pomieszczeń. Tam już było zupełnie inaczej, więcej miejsca i można było rozwinąć produkcję i poszerzyć asortyment. Pracowałam tam do dwa tysiące ósmego roku, ale jeszcze teraz, jak tylko zdrowie mi pozwala, zaglądam do cukierni

Reklama

– kończy pani Marciniak.
J.

Cukiernia w Rynku.

Lodziarnia przy ul. Kazimierza Wielkiego.

Załoga pracowni i właściciele (od lewej): Dorota Raba, Małgorzata Kuczkowska, Ewa Wojciechowska, Anna Sobek, Celina Podbilska, Krzysztof Szanter, Anna Szanter, Joanna Fudali.

Archiwalne zdjęcie pierwszej cukierni Michała Lubinieckiego – Przemyśl, plac Na Bramie.

To tu pracownice produkują ciasta, desery i wyroby garmażeryjne. które zdobyły uznanie klientów.


Każda osoba w naszej firmie jest nam bliska

Bardzo uroczysty, podniosły i wzruszający charakter miały uroczystości jubileuszowe 80-lecia powstania przemyskiej firmy rodzinnej Szanter – Lubiniecki. 28 września br. właściciele firmy Anna i Krzysztof Szanterowie zaprosili gości na wspólne świętowanie do pięknych wnętrz Zamku Kazimierzowskiego. 

Reklama

Emilia Dębowska przygotowała multimedialną prezentację historii firmy Lubiniecki – Szanter.

 
Gości powitali właściciele firmy Anna i Krzysztof Szanterowie.

– Serdecznie witamy wszystkich przybyłych gości na jubileusz 80-lecia naszej firmy. Dziękujemy, że przyjęliście Państwo nasze zaproszenie i jesteście z nami. Cieszymy się, że możemy powitać przedstawiciela władz samorządowych miasta, w którym nasza firma ma siedzibę od 80 lat. Zastępcę prezydenta Przemyśla pana Bogusława Świeżego z małżonką. Witamy serdecznie panią Bożenę Bakun, żonę prezydenta miasta Przemyśla Wojciecha Bakuna. Witamy pana Sebastiana Jasińskiego, który na naszej uroczystości reprezentuje pana Marka Rząsę, posła na Sejm RP. Miło nam powitać przedstawicieli Cechu Rzemiosł Różnych, na czele z prezesem – panem Emilem Kunyszem. Równie serdecznie witamy naszych kontrahentów, z którymi współpracujemy i dzięki nim możemy się rozwijać: prezesa firmy Savpol pana Bartosza Ciska, przedstawiciela włoskiej firmy Fabbri pana Raffaela Derosę, pana Marka Łuca, pana Mirosława Świecarza.

Reklama

Na uroczystości jubileuszowe przybyli kontrahenci współpracujący z firmą Szanter. Od lewej: Raffaele Derosa, Marek Łuc, Bartosz Cisek, Mirosław Świecarz, Anna i Krzysztof Szanterowie.

Powitanie rodziny, pracowników firmy, przyjaciół

Goście, przyjaciele, pracownicy i rodzina Szanterów na jubileuszowej uroczystości z okazji osiemdziesięciolecia
firmy. Na zdjęciu także zastępca prezydenta Przemyśla Bogusław Świeży (z lewej), Bożena Bakun.


Słowa powitania państwo Szanterowie skierowali także do swoich pracowników.

Reklama

– Bardzo gorąco witamy naszych drogich pracowników, także tych, którzy są już na emeryturze. Szczególnie niezwykłą dla nas osobę panią Elżbietę Marciniak, która w naszej firmie przepracowała blisko 50 lat, wspierając trzy pokolenia właścicieli. Witamy naszą księgową panią Danutę Przybyłę i jej męża Jacka, którzy od lat profesjonalnie dbają o dobro firmy. Specjalne powitanie kierujemy do osób z naszych rodzin.

Anna Szanter przywitała swoją mamę Krystynę Zajączkowską, której pomoc i wsparcie są dla firmy bezcenne. Następne Anna i Krzysztof Szanterowie powitali przyjaciół.

Reklama

– Witamy naszych przyjaciół, na których zawsze możemy liczyć i życzliwych nam znajomych. Witamy prezesa klubu Orlik Przemyśl pana Henryka Łaskarzewskiego z małżonką. Witamy również zaprzyjaźnionych z nami cukierników Państwa Ochenduszków: Barbarę  i Leona oraz Państwa Osieczków – Oksanę i Jerzego, właścicieli Cafe  Żaczek w Przemyślu.

Obecny na jubileuszu zastępca prezydenta miasta Bogusław Świeży podzielił się wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy to
jako chłopiec chodził do cukierni Szanterów.

Roman Lubliniecki o początkach firmy (zachęcamy do odsłuchania podcastu!)

Reklama



Po przywitaniu gości historię firmy, której początki dali Michał Lubliniecki i Halina Szanter, przybliżył bratanek Michała – Roman Lubiniecki. Była to fascynująco opowiedziana historia nie tylko firmy, ale i przemyskiego cukiernictwa i przedsiębiorczości. W dalszej części zaproszeni goście obejrzeli prezentację multimedialną, przygotowaną przez Emilię Dębowską. Do powitań i podziękowań dołączył się zastępca prezydenta Przemyśla Bogusław Świeży. Odwołał się do swojego dzieciństwa i wspomnienia smaku lodów kupowanych w pierwszej siedzibie firmy na placu Na Bramie.    

O historii powstania firmy i jej dalszych losach pięknie opowiadał Roman Lubiniecki, bratanek Michała, założyciela firmy.

Podziękowania dla pracowników

Po prezentacji przyszedł czas na nagrodzenie pracowników i kontrahentów.

– Mamy to szczęście, że otaczamy się pracownikami, o jakich niejeden pracodawca mógłby marzyć. Sumienni, oddani  swej pracy, wspierający nas w każdej sytuacji, nigdy nie usłyszeliśmy od nich, że nie dadzą rady, jest ciężko i czegoś nie zrobią. Każda osoba w naszej firmie jest nam bliska, każdej z nich jesteśmy wdzięczni z całego serca. Dziś chcemy wyróżnić  te osoby,  które szczególnie zasłużyły się dla firmy poprzez swoją pracę

– mówili Anna i Krzysztof Szanterowie.

Jubileusz był okazją do zaprezentowania personelu. Od lewej: Anna Szanter, Dorota Raba, Celina Podbilska, Elżbieta Marciniak, Anna Sobek, Ireneusz Bożek, Ewa Wojciechowska, Krystyna Błaszczyk, Danuta Przybyła, Krzysztof Szanter.


Na finał jubileuszowych uroczystości wystąpiły zespoły „Szarotki” i „Harnasie” – z Klubu 5. Batalionu Strzelców Podhalańskich. Po występie wszyscy odśpiewali odśpiewali gromkie „Sto lat!”.

Uroczystości jubileuszowe uświetnił występ „Szarotek” z klubu 5. Batalionu Strzelców Podhalańskich.


Tak zakończył się niezwykle podniosły jubileusz 80-lecia firmy Szanter – Lubiniecki.

– Anna i Krzysztof to trzecie pokolenie cukierników w naszej rodzinie. Życzę Wam, abyście prowadzili rodzinne przedsiębiorstwo jak najdłużej, a w przyszłości wprowadzili następców, aby czwarte pokolenie kontynuowało dzieło Lubinieckich i Szanterów

– powiedział bratanek Michała Lubinieckiego – Roman Lubiniecki.

(oprac. red)     


Osiem hitów cukierni

Torcik hiszpański, czyli beza z bitą śmietaną i rodzynkami według przepisu Michała Lubinieckiego.

Kremówka – jedno z popularnych ciastek, od niej zaczynała cukiernia Lubinieckiego. Do dzisiaj ciasto francuskie jest wałkowane ręcznie, a krem budyniowy robiony na maśle.

Biszkopt czekoladowy z bitą śmietaną, czyli klasyczna wuzetka.

Napoleonka, jak tradycja nakazuje – na cieście francuskim, białko ubite z cukrem.

Lody produkowane na miejscu (według dawnych receptur Michała Lubinieckiego) we współpracy z włoska marka Fabbri -najstarsza firma produkująca naturalne komponenty do lodów.

Deser.

Pierogi, popularne danie galicyjskie. Do wyboru, do koloru: ruskie, z kapustą, ze szpinakiem, z kaszą, z mięsem.

Krokiety z kapustą i mięsem o wyrazistym, niezapomnianym smaku.

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/10/2024 09:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama