Kilka dni temu na ulicy Krakowskiej, mniej więcej na wysokości przystanku MZK, rozpoczęła się budowa przejścia dla pieszych, o które walczyli okoliczni mieszkańcy. To efekt obietnicy danej przez skarbnik miasta Przemyśla Monikę Czuryk podczas sesji Rady Miejskiej w Przemyślu 30 września br.
– Można? Można. Oczywiście, że można. Z jednej strony bardzo się cieszymy, ale z drugiej strony trudno to w jakiś rozsądny sposób skomentować. Bo albo miasto ma pieniądze, albo ich rzeczywiście nie ma. A skoro ma, to albo przez trzy lata robili z nas wariatów, albo po prostu notorycznie kłamią
– stwierdził przewodniczący Zarządu Osiedla nr 19 „Krakowskie” Jacek Gawron.
Na początku września br. mieszkańcy tamtych terenów miasta wyszli na ulicę. Konkretnie na ulicę Krakowską, aby wyrazić swoje niezadowolenia z powodu ciągłego zwlekania odpowiedzialnych za bezpieczeństwo instytucji z budową w tamtym miejscu przejścia dla pieszych. Spotkał się z nimi zastępca prezydenta miasta Bartłomiej Barszczak. Wówczas żadne konkrety jednak nie padły. Tymczasem jest tam rzeczywiście niebezpiecznie. Zwłaszcza dla tych, którzy chcą się dostać na przystanek autobusowy umiejscowiony w zatoczce, tuż obok stacji kontroli pojazdów. Część mieszkańców, aby do niego dojść, musi podreptać do ronda koło stacji paliw i zejść drugą stroną ulicy. Sęk w tym, że w jedną stronę iść muszą w zasadzie... ulicą, bo brakuje pobocza. Większość musi nadłożyć około pół kilometra, niektórzy nawet więcej. Część z nich łamie przepisy i przechodzi w miejscu niedozwolonym. Przyznają to, ale czasami muszą... O rozwiązanie tej sprawy walczyli od ponad trzech lat![paywall0
– Projekt budowy tutaj przejścia dla pieszych był gotowy. Został zatwierdzony jeszcze w zeszłym roku. Ale ze względu na brak pieniędzy, budowę przesunięto na początek tego roku. Mamy wrzesień, a o tym cicho sza. Przed uchwaleniem tegorocznego budżetu miasta zapewniano mnie, że pieniądze na pewno zostaną zabezpieczone, mimo że nie zostały wykazane w planie inwestycyjnym miasta na ten rok. I co? I nic! Po pewnym czasie okazało się, że pieniędzy nie ma i że przejście nie zostanie wybudowane. I tak mija trzeci rok. Za chwilę zacznie się czwarty
– stwierdził J. Gawron.
Na szczęście, pieniądze się znalazły. Deklarację złożyła podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Przemyślu (30 września br.) skarbnik miasta Monika Czuryk. I wygląda na to, że na jej słowie można polegać jak na Zawiszy.
– Najwyraźniej brakowało tylko dobrej woli. Niczego więcej. Widzę, jak i z czego to przejście powstaje. Krawężniki są z odzysku, kostka z pewnością też będzie, więc koszty są, moim zdaniem, znikome. Trzeba było tylko i aż chcieć!
– stwierdził J. Gawron.
Innym problemem, jaki jest w tamtym rejonie do rozwiązania, jest delikatna niwelacja ronda im. mjra Władysława Koby. Ukształtowanie terenu sprawia, że wyniesiony obiekt nie pozwala na bezpieczne przejście przez „pasy”, zlokalizowane u szczytu wzniesienia od strony wjazdu na rondo z ul. Krakowskiej. Dochodzi problemem kierowców wjeżdżających na rondo z popularnych serpentyn. Ci nie mają szans zauważyć, czy ktoś wchodzi na przejście dla pieszych.
– Chodzi o fragment ronda, który przesłania widok na pas pojazdów jadących w kierunku przejścia. To ważne dla osób, które chcą przejść z miejsca azylowego. Wielokrotnie zgłaszaliśmy to do odpowiednich służb. Byli tu członkowie komisji bezpieczeństwa i bardzo zaskoczyło mnie stanowisko jednego z policjantów, który stwierdził, że jeśli kierowca widzi pieszego 10 metrów przed przejściem, jest w stanie się zatrzymać. To kompletna bzdura
– stwierdził J. Gawron, który jest także biegłym sądowym z zakresu wypadków drogowych.
– Przy suchej nawierzchni i wjeździe na rondo z prędkością 40 kilometrów na godzinę kierowca potrzebuje około 21 metrów, aby się zatrzymać. Tutaj potrzeba wywieźć kilkanaście taczek ziemi z jednej strony ronda, które ponownie można obsadzić krzewami
– podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze