POŻEGNANIE
Urodził się 4 października 1946 roku w Przemyślu. Lata 1968-1973 to studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Okres 1974-1976 to pozaetatowa aplikacja arbitrażowa w Okręgowej Komisji Arbitrażowej w Rzeszowie, a listopad 1976 to pozytywnie zdany egzamin na stanowisko radcy prawnego przed komisją państwową. 1 października 1982 r. Ryszard Góral otrzymuje wpis na listę radców prawnych pod numerem Rz-P-36. Zawód radcy prawnego wykonywał nieprzerwanie od 1 grudnia 1997 roku we własnej kancelarii radcy prawnego. Wcześniej pracował w wielu urzędach i firmach jako referent prawny, inspektor, a potem radca prawny. Na tym stanowisku m.in. w: Zakładach Płyt Pilśniowych, Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Przemysłu Gastronomicznego, Zakładzie Rejonowym WSWB czy fabryce „Fanina”(wszystko w Przemyślu).
Pożegnaliśmy wybitnego reprezentanta przemyskiej palestry radcowskiej. Radca prawny Ryszard Góral, a dla wielu po prostu „Rysiu”, był prawnikiem o dużej wiedzy, a nade wszystko niezwykle przyjaznym ludziom – nasz przyjaciel. Znaliśmy się wiele lat, nasza przyjaźń pamięta jeszcze czasy szkolne, siedzieliśmy w jednej ławce w I Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu. Połączyła nas wówczas najpierw szkolna przyjaźń, potem – po latach – podobne studia, wspólne pasje i zainteresowania zawodowe, działalność w samorządzie radcowskim. Ryszard szczególną opieką otaczał młodych adeptów naszego zawodu, był patronem dla wielu przyszłych radców prawnych. Był niezwykle lubiany i poważany w całym naszym środowisku. Jego niezwykłość przejawiała się nie tylko w zachowaniach na salach sądowych, ale wręcz w drobnych nawet gestach niemal każdego dnia. Wszyscy znamy jego ogromną miłość do rodzinnego Przemyśla, Lwowa, Kresów Wschodnich. Pamiętam Jego niezwykłe powitania: „Sieus”, Jego życzenia: „Naj Cię Bóg zachowa”, anegdoty z historii miasta, tej dawnej i tej obecnej. Miał ogromne poczucie humoru, a na spotkaniach koleżeńskich wszystkich rozbawiał do łez. Swoim pozytywnym usposobieniem dodawał otuchy i sprawiał, że zły dzień stawał się dla każdego lepszy. Nie tak dawno omawialiśmy zorganizowanie uroczystego spotkania absolwentów „Słowaka”. Z okazji 60- lecia matury. Takie spotkanie, niestety, odbyło się już bez Niego. Nikt nie przypuszczał, że w programie zjazdu znajdzie się pożegnanie naszego Kolegi, Przyjaciela. Wszystko to, o czym piszę, sprawia, że jest mi szczególnie trudno pożegnać się z „Rysiem”, a jego odejście napełnia wszystkich, którzy Go znali, smutkiem. Ksiądz Twardowski w swojej poezji powiada: „Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania. Tak jakbyś nie chciał swoim odejściem smucić. Tak jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić”. Horacy zaś – poeta starożytnego Rzymu – snując rozważania na temat śmierci, stwierdził: „Non omnis moriar” – nie wszystek umrę. Przyjacielu – Rysiu – nie wszystek umrzesz! Będziesz zawsze obecny w naszych myślach, wspomnieniach, tym, czego dokonałeś za życia. Żegnaj, Przyjacielu!
Marek Skierczyński

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze