Reklama

Sala sportowa przy Wysockiego, czyli jak się ceni prywatne inicjatywy

Właściciel firmy „Hensfort” Andrzej Pichur wyszedł do szefa jednej z miejskich spółek z propozycją remontu i rozbudowy sali sportowej przy ulicy Wysockiego w Przemyślu. Oczywiście za własne pieniądze. Obiekt miałby służyć nie tylko jemu, ale i ogółowi. Spotkał się jednak – jak sam stwierdził – z kompletnie niezrozumiałą ścianą. – Jeśli w taki sposób będą traktowani potencjalni inwestorzy w tym mieście, to nigdy nic tu nie powstanie poważnego – powiedział poirytowany.

Niewielka sala sportowa przy Wysockiego znajduje się między niedawno wybudowanymi blokami mieszkalnymi, zaraz na początku tej długiej ulicy, kierując się w stronę Lipowicy.

Właścicielem obiektu jest Towarzystwo Budownictwa Społecznego sp. z o.o. w Przemyślu, spółka miejska, a od wielu lat dzierżawiony był właśnie przez A. Pichura.

– Kiedy budowane były owe bloki mieszkalne przy Wysockiego, przyszedł do mnie ówczesny prezes TBS-u Mariusz Tkacz i po rozmowie doszliśmy do porozumienia, abym wyremontował tę salę, przejmując ją w dzierżawę. Była w bardzo opłakanym stanie. W zasadzie nic tam nie było oprócz samych ścian. Zrobiłem to za własne pieniądze. Pod kątem własnych pracowników, aby mogli sobie pograć w piłkę albo uprawiać inne sporty. Pomysłem była integracja – opowiada A. Pichur[paywall].

– Było fajnie zrobione, przychodziliśmy tam systematycznie. Potem, przez chwilę, funkcjonowała tam siłownia, ale z czasem była coraz mniej użytkowana. Jest po prostu za mała. Pomyślałem więc o jej rozbudowie, o generalnym remoncie. Pomysł był taki, aby stała się salą do gry w tenisa ziemnego. Takich obiektów zadaszonych w Przemyślu nie ma. Oczywiście obiekt byłby otwarty dla wszystkich chętnych – zapewnił.

Reklama

Jak stwierdził, sprawdzili możliwe rozwiązania i okazało się, że warunki techniczne pozwalają na dobudowanie jednego przęsła. Ale – jak zapewnił – wszystko musiał uzgodnić z właścicielem obiektu, którym jest wspomniana miejska spółka TBS, której prezesuje Zbigniew Czekierda, łącząc tę funkcję z prezesowaniem Przedsiębiorstwu Gospodarki Mieszkaniowej sp. z o.o. w Przemyślu.

Zmiana zdania

– Spotkaliśmy się w magistracie z panem prezesem, sekretarzem miasta panem Dariuszem Łapą. Mnie towarzyszył jeden z pracowników. Wówczas pan prezes wyraził ustną zgodę na remont i rozbudowę sali. Polecił przygotować propozycję przedłużenia umowy dzierżawy, co uczyniliśmy. Planowałem przeznaczyć na to przedsięwzięcie jakieś pół miliona złotych, bo tyle to by kosztowało. Byłoby to zdecydowanie z korzyścią dla miasta – wyjaśnił A. Pichur.

– Co się potem okazało? Na kolejnym spotkaniu pan prezes powiedział, że mieszkańcy pobliskich bloków nie chcą się na to zgodzić. Zrobiłem wielkie oczy, bo to właśnie pan prezes zaproponował spotkanie z mieszkańcami, które kilka razy potem przekładał i w końcu nigdy do takiego nie doszło! Więc takowe sam zorganizowałem i po przedstawieniu mieszkańcom szczegółów rozbudowy, uzyskałem ich aprobatę na piśmie. A skoro doszliśmy do porozumienia w magistracie, bo tak zrozumiałem rozmowę dorosłych, poważnych ludzi, zleciłem wykonanie projektu rozbudowy i projektu przełożenia gazociągu biegnącego w pobliżu, aby nie było żadnego konfliktu. Oba projekty już mam.
Do załatwienia pozostało przedłużenie umowy dzierżawy oraz zgoda na rozbudowę obiektu. Byłem przekonany, że to tylko formalność, bo tak zapewniał pan prezes. Okazało się, że pan prezes zmienił zdanie: poprzez biuro prawne jako argument podał niewystarczającą ilość miejsc parkingowych! Ależ tam nie potrzeba przecież dziesiątek miejsc. Maksymalnie cztery, pięć. Na to absolutnie przystali wspomniani już mieszkańcy  – dodał szef firmy „Hensfort”.

Pies z kulawą nogą...

Zdaniem A. Pichura, prezes Z. Czekierda, odpowiadając tak a nie inaczej, wszedł w kompetencje wydziału budownictwa, bo przecież chyba nie on decyduje, czy ilość miejsc parkingowych jest wystarczająca czy nie jest.

Reklama

– Przyjmując taką postawę, naraził mnie na niepotrzebne koszty. To nie są jakieś olbrzymie pieniądze, bo ponad 15 tysięcy złotych, ale wolałbym je przekazać na jakiś dom dziecka. Poza tym, pan prezes swoim działaniem funduje mieszkańcom tego osiedla widok budynku, który za jakiś czas, szybki, popadnie w ruinę i zapewne w przyszłości będzie trudny i kosztowny w przywróceniu mu funkcjonalności. Przecież miasto, a więc przede wszystkim TBS, go nie wyremontuje. Jeśli w taki sposób będą traktowani inni, pies z kulawą nogą tutaj nie zainwestuje i nie zostawi załamanego grosza – podsumował A. Pichur.

Odpowiedzi nie otrzymaliśmy

Prezes Z. Czekierda, z którym skontaktowaliśmy kilkadziesiąt dni temu, obiecał, że ripostę na słowa A. Pichura prześle nam drogą elektroniczną. Muszą ją tylko zatwierdzić jego (czy też spółki) radcy prawni. Oczywiście przystaliśmy na takie dictum, wstrzymując publikację.

Potem raz jeszcze, 12 maja br., ponowiliśmy prośbę. Prezes Z. Czekierda obiecał, że w poniedziałek, 15 maja br. otrzymamy odpowiedź. Minęły jednak kolejne dni, a tej nie było. Dłużej czekać nie zamierzaliśmy.

Reklama


fot.Mariusz Godos
– Przyjmując taką postawę pan prezes naraził mnie na niepotrzebne koszty. To nie są jakieś olbrzymie pieniądze, bo ponad 15 tysięcy złotych, ale wolałbym je przekazać na jakiś dom dziecka – powiedział szef firmy „Hensfort” Andrzej Pichur.


KiB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama