– Jestem zrozpaczony. Miałem działkę równą jak stół, a teraz mam głęboki jar, którym płynie strumyk. Pierwsza wyższa woda po większych opadach albo wiosennych roztopach może zniszczyć rury kanalizacyjne, które tamtędy przebiegają, a wtedy ścieki trafią prosto do Sanu, trochę powyżej ujęcia wody dla miasta – mówi Jakub Kozdrój.
Kozdrój trafił na Dybawkę trzydzieści pięć lat temu ze Śląska i tak mu się tu spodobało, że kupił kilka działek i osiedlił się. Od tamtego czasu na Dybawce, zwłaszcza w jej górnej części, zrobiło się gęsto od domów. Teren atrakcyjny, więc ludzie chętnie się budowali. To z kolei wymusiło rozbudowę infrastruktury typu gaz i kanalizacja. – Roboty zostały wykonane niezgodnie z dokumentacją techniczną – twierdzi Kozdrój. – Instalacja przewodów kanalizacyjnych miała przebiegać w pobliżu granicy terenów zabudowanych, czyli działek. Jednak dla wygody wykonawcy dokonano[paywall] rozkopu na długości ponad trzystu metrów, przez środek moich działek. Usytuowano też tam siedem studzienek kanalizacyjnych, których kołpaki po tym, jak ziemia osiadła, wystają ponad powierzchnię gruntu na siedemdziesiąt centymetrów, tak że nie mogę wjechać żadnym sprzętem. Po zakończeniu robót nie dokonano pełnej rekultywacji gruntu. Ponadto w porozumieniu, jakie zawarłem, była mowa o instalacji kanalizacyjnej, tymczasem bez mojej wiedzy i zgody wykonano instalację wodną i gazową. Trzy lata temu wszystko to opisałem w liście do przewodniczącej Rady Gminy Krasiczyn, ale do dziś nie mam odpowiedzi – żali się właściciel.
Woda opadowa z blaszanych dachów, podwórek brukowanych kostką, betonowych podjazdów i asfaltowych jezdni, zamiast wsiąkać w glebę, płynie w dół. Strumień wody już uformowany przez przepust trafiał prosto na grunt Kozdrója i wyżłobił sobie pokaźne koryto, zabierając kilka arów ziemi.
Woda, wypłukując ziemię, odsłoniła rury kanalizacyjne i po każdych większych opadach odsłania je dalej. Wiszące w powietrzu rury mogą się rozszczelnić i zacząć przeciekać. Pierwszy duży mróz może je rozsadzić. Wreszcie mogą się przerwać pod naporem wody, która nawet głazy potrafi przesuwać. W każdym z tych przypadków ścieki z kanalizacji popłyną strumykiem i trafią do Sanu, kilka kilometrów powyżej ujęcia wody dla miasta. Chyba nie trzeba wyjaśniać, co to oznacza dla mieszkańców Przemyśla.
– Znam tę sprawę od lat – mówi Beata Bartkowiak, sołtys Dybawki, która sama mieszka obok wspomnianego strumyka. – Wiem, że gmina proponowała różne rozwiązania. Proponowała panu Kozdrójowi zamianę działek albo ich odkupienie, bo urząd nie może inwestować w prywatne grunty. Podobnie wypowiada się wójt gminy Tadeusz Bobek: – Ta sprawa była kilkakrotnie poruszana na sesjach. Proponowałem pozytywne rozwiązanie tego problemu w ten sposób, że mogłoby dojść do wykupienia tych gruntów przez gminę albo do zamiany działka za działkę i wtedy urząd gminy miałby możliwość regulacji strumyka i zabezpieczenia kanalizacji. Niestety rada gminy nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Prawdopodobnie było to podyktowane osobistą niechęcią do pana Kozdrója, wynikającą z urażonych ambicji kilku radnych, którzy przegrali z nim sprawę w sądzie. Chyba o to chodzi, bo rada nie przedstawiła żadnych merytorycznych argumentów, które przemawiałyby za zablokowaniem polubownego rozstrzygnięcia problemu – podejrzewa wójt. – Nie wiem, o które działki chodzi, bo dostałam kopię pisma od pana Kozdrója, ale jeszcze się z nim nie zapoznałam – wyjaśnia przewodnicząca rady gminy Irena Dybowska-Ryś. – Jeżeli chodzi o pisma pana Kozdrója z dwa tysiące dwunastego roku, to będziemy musieli je odszukać i dopiero wtedy będę mogła powiedzieć, jak na tamtym etapie sprawa była załatwiona. W tej chwili nie pamiętam szczegółów i dopiero, kiedy zapoznam się z protokołami rady, będę mogła odnieść się do tej spraw – kończy przewodnicząca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Hej panie Sz. po co pan napisał ten artykuł kiej w nim istotnych informacji NIET! Nie ma podstawowych danych kto, kiedy i dlaczego zawalił ową robotę(jeśli prawdą jest co mówi ten człek). Myśli pan, że jakiś tzw.wykonawca się odezwie? W życiu!!! Za chwilę informacja zniknie, ludziska zapomną, a gówna z Dybawki zasilą wody Sanu - heeeeejjjjjjjjjjj!
Hej panie Sz. po co pan napisał ten artykuł kiej w nim istotnych informacji NIET! Nie ma podstawowych danych kto, kiedy i dlaczego zawalił ową robotę(jeśli prawdą jest co mówi ten człek). Myśli pan, że jakiś tzw.wykonawca się odezwie? W życiu!!! Za chwilę informacja zniknie, ludziska zapomną, a gówna z Dybawki zasilą wody Sanu - heeeeejjjjjjjjjjj!