Reklama

Śmiertelny cios nożem zakończył toksyczny związek

27/12/2017 18:00

Pili, bili się, godzili, kochali i znowu pili i kłócili. Uzależnieni od siebie i alkoholu. Toksyczny związek trwał około półtora roku. Skończył się o świcie 11 grudnia, kiedy ona pchnęła go kuchennym nożem. Następnego dnia zmarł.

Stary, zaniedbany, parterowy dom, ostatni po prawej stronie ulicy Księcia Józefa Poniatowskiego. W korytarzu, na pierwszych drzwiach po lewej stronie papierowa plomba z napisem „Policja”. 28-letnia Honorata C. i 34-letni Marcin K. wprowadzili się tu na początku roku. Wcześniej przemieszkiwali raz tu, raz tam. Czasami u jego matki, która mieszkała w przerobionym budynku gospodarczym kuzyna w S., dokąd przeprowadziła się po eksmisji. Wszędzie było to samo. Kłótnie, awantury, rękoczyny, policja. Według informacji uzyskanych w Miejskiej Komendzie Policji w Przemyślu tylko w tym roku odnotowano w ich mieszkaniu dziesięć interwencji, z czego kilka w sprawach karnych.

Zaczęło się od brudnego talerza

– Nasza matka zamieszkała u nich na Poniatowskiego dwa dni wcześniej, bo zabrakło jej drewna i miała zimno – mówi brat Marcina.

– Ja pracuję za granicą i mnie tu wtedy nie było. Matka opowiadała mi, że w niedzielę poszli na imieniny jej siostry. Nawet na Facebooku jest zdjęcie, jak tam pili. Wrócili osobno koło dwudziestej trzeciej. Honorata chciała, żeby jej zrobić do jedzenia udko. Marcin zrobił, ale dał jej na tym talerzu, z którego jadł i o to wybuchła awantura, zaczęły się wyzwiska. Wtedy matka powiedziała do Marcina, że rano pakują się, bo wracają do S. i wyszła do drugiego pokoju.

Kiedy wróciła, zobaczyła, że Marcin leży zakrwawiony na fotelu. Podobno wtedy Honorata zagroziła matce, żeby nie dzwoniła na pogotowie ani na policję, bo się bała, że pójdzie siedzieć. Matka mówiła, że brat około półtorej godziny siedział z tą raną i prosił, żeby zadzwonić po pogotowie, ale Honorata zabrała telefon, zamknęła drzwi i[paywall] schowała klucze. Wreszcie matce udało się je znaleźć i uciekła stamtąd. Spotkała jakąś przypadkową osobę i poprosiła, żeby zadzwoniła na pogotowie. Najbardziej dziwi mnie to, że kiedy przyjechała karetka, to brat leżał na ulicy i stamtąd go zabrali. Nie wiem, czy ona (Honorata – przyp. J.S) go wyciągnęła, czy sam zdołał wyjść. – brat Marcina nie przebiera w słowach, mówiąc o Honoracie.

– Przeczuwałem, że ich związek źle się skończy. Mówiłem bratu, żeby ją zostawił, ale on się zakochał. Nawet zaręczynowy pierścionek chciał jej kupić. We wrześniu byłem świadkiem, jak ona dźgnęła brata nożem w ramię. To było koło garaży na „Płytach” (chodzi o ulicę Ofiar Katynia – przyp. J.S). Inni też to widzieli. Cały czas chciała od brata pieniędzy i szantażowała go ciążą.

Reklama

Nie był aniołem

Trudno się dziwić, że brat Marcina trochę go wybiela. Zupełnie inny obraz mężczyzny rysuje się na podstawie policyjnych kartotek. Nie raz, nie dwa miał on do czynienia z prawem i to nie w charakterze poszkodowanego. 23 lutego sąd skazał Marcina na dwa lata pozbawienia wolności za uszkodzenie ciała Honoraty C. oraz usiłowanie rozboju i 17 grudnia miał się zgłosić do zakładu karnego. Do tego dochodziło szereg drobniejszych przewinień, jakie miał na sumieniu. Jak było naprawdę w nocy z 10 na 11 grudnia, ustalą śledczy.

Zarzuty

Z dokumentów wynika, że załoga karetki znalazła rannego Marcina na ulicy. Był pod wpływem alkoholu i wyziębiony. O godzinie 4.43 został przyjęty do szpitala. Lekarze określili jego stan jako ciężki, zagrażający życiu. Jeszcze wtedy był przytomny, ale nie powiedział, co się stało. Rana była poważna, więc trafił na salę operacyjną. Pomimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować. Następnego dnia rano Marcin zmarł. – W tej sprawie toczy się śledztwo – mówi Marta Pętkowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

– Ustaliliśmy, że Honorata C., działając umyślnie i w zamiarze bezpośrednim, za pomocą noża kuchennego z dziesięciocentymetrowym ostrzem zadała cios w klatkę piersiową Marcinowi K., w wyniku czego doznał on rany kłutej. Obrażenia realnie zagrażały życiu i w ich następstwie pokrzywdzony mężczyzna zmarł. Podejrzana przyznała się i tłumaczyła, że zrobiła to w samoobronie przed agresją partnera. Kobieta usłyszała zarzuty z artykułu sto pięćdziesiątego szóstego, paragraf trzeci, czyli przestępstwo zagrożone karą od dwóch do dwunastu lat. Sąd Rejonowy w Przemyślu na wniosek prokuratora zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Honoraty C. na trzy miesiące.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości