„Bosko” nie wygląda na typową restaurację. Najważniejszym meblem jest tutaj stół. Tak duży, że zajmuje prawie jedną trzecią powierzchni lokalu. Na tym stole, na oczach klientów, przyrządzane są wszystkie potrawy.
Sobota, dziesiąta rano. Dookoła stołu stoją dwie dziewczynki i pięciu chłopców, z których najmłodszy, Oskar, ma cztery lata i trzeba było podstawić mu stołeczek, żeby mógł uczestniczyć w przygotowaniu śniadania mistrzów, które właśnie się rozpoczyna. – Od dzisiaj nie musicie chodzić do sklepu po nutellę, bo zaraz nauczymy się, jak zrobić ją samemu – obiecuje Maciej Łabuński, właściciel restauracji Bosko i Akademii gotowania dla malucha. W tym czasie Justyna Guła, współautorka projektu szkoły gotowania dla dzieci, kładzie przed każdym z dzieciaków kolorową miskę, tackę i nożyk. Domowa nutella, która będzie jednym ze składników śniadania mistrzów, okazuje się bardzo prosta w przygotowaniu. Należy obrać awokado, wrzucić do miski, dodać pokrojone daktyle, kakao, miód i zmiksować na gładko. Dzieci w mig łapią, na czym to polega. Z rąk do rąk krążą kolorowe miseczki z półproduktami. Wszystko można pooglądać, wszystkiego spróbować, z czego dzieci skwapliwie korzystają. – Czego jeszcze trzeba dodać? – pyta Maciej Łabuński. – Miodu – chórem odpowiadają chłopcy. – Trzy łyżki – precyzują dziewczynki, które sprawdziły to w przepisie. Nutella kończy się miksować, a tymczasem na stolnicy już rośnie ciabata.
fot.Jacek Szwic
Dziewczynki, bardziej doświadczone, korzystały z wydrukowanych przepisów.
– Nasz projekt zakłada wpojenie dzieciom nawyków zdrowego odżywiania – opowiada Maciej Łabuński. – Pokazujemy im, jak wykorzystać proste i dostępne produkty i jak z nich przygotować na przykład śniadanie, smaczne, a do tego zdrowe[paywall].. Nutella, którą dzisiaj robimy z kilku prostych składników, nie ma żadnych konserwantów i smakuje tak samo, jak ta ze sklepu. Czasem przemycamy dzieciom takie produkty, których na co dzień w domu by nie zjadły, na przykład szpinak, który zupełnie inaczej smakuje, kiedy się go samemu przyrządzi, a następnie je w towarzystwie. Dlaczego nastawiliśmy się na śniadania? Bo to jest nasz najważniejszy posiłek w ciągu całego dnia. Warsztaty prowadzimy tak, żeby dla dzieci była to forma zabawy, podczas której przekonują się, że jedzenie może być przyjemnością. Podwójną przyjemnością, bo najpierw radość, że sami coś zrobiliśmy, a potem przyjemność z jedzenia. Podczas takich zajęć dzieci opanowują różne przydatne czynności manualne, uczą się pracować w zespole, poznają zasady higieny i bezpieczeństwa. Już od półtora roku prowadzę takie warsztaty kulinarne. Przedtem w formie mobilnej, a od trzech miesięcy cyklicznie, w przystosowanym do tego lokalu – Maciej przerywa, bo musi włożyć ciabatę do piekarnika.
Wreszcie wszystko jest już gotowe. Dzieci zasiadają do stołu w mniejszej salce i rozpoczyna się śniadanie mistrzów – nagroda za dzisiejsze trudy. Oskar, zadowolony z siebie, co rusz zerka na starszych kolegów, czy zauważyli, jak sobie poradził i wiosłuje łyżką aż miło, zupełnie zapominając o tym, że za nim stoi tato. Formuła „Akademii gotowania” dopuszcza, żeby zajęciom przyglądali się rodzice. Największe zainteresowanie wykazują mamy, może nie tyle dziećmi, co wydrukowanymi przepisami, które po zajęciach chowają do torebek, żeby wypróbować je w domu. – Kto chce dokładkę? – woła Maciej, a pani Justyna pakuje chętnym ciabatę. Na dzisiaj koniec, a za tydzień, na następnych warsztatach, dzieci nauczą się wypiekać pierniki na święta.

fot.Jacek Szwic
Finał, czyli mistrzowie pałaszują przygotowane przez siebie śniadanie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze