Rodzinna i wesoła atmosfera towarzyszyła imprezie, która odbyła się w świetlicy wiejskiej w Kalnikowie w ostatni dzień maja. Okazje były dwie, więc zorganizowano Dzień Matki i Dzień Dziecka w jednym. Aura dopisała, mieszkańcy też.
O tym, ile się od 2008 roku udało w Kalnikowie zrobić grupie zapaleńców, można się było przekonać podczas ostatniego święta. – Mówi się, że tu bociany zawracają – śmieje się Renata Sidorow, prezes lokalnego Stowarzyszenia Bliżej Siebie.[paywall] – Tymczasem jest wręcz odwrotnie, one tutaj lgną, trudno spotkać ich aż tyle gdziekolwiek indziej na Podkarpaciu. Istotnie Kalników ma coś w sobie – podkreśla. – Niektórzy się z nas śmieją, mówiąc, że jesteśmy frajerami, robiąc tyle za darmo. Ale gdyby nie to, że ludzie u nas faktycznie sami się zebrali i coś zorganizowali, nic by się tu nie działo – dodaje.
A dzieje się wiele. Na rodzinnym święcie było trochę teatru, trochę tańca, muzyki i recytacji, a dla dzieciaków kolorowe dmuchańce zafundowane przez anonimowego sponsora, zaś dla dorosłych piwo i kiełbaski z grilla. Wystarczyło, by wykreować miłą, rodzinną atmosferę i zachęcić mieszkańców do zabawy.
Kalników się zmienia, a od 2008 roku, kiedy powstało Stowarzyszenie Bliżej Siebie, zmiany są jeszcze bardziej widoczne. Sprawiły to działania grupki ludzi, którzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. – Nasza gmina jest biedna – mówi Renata Sidorów. – Nie jest w stanie wspomagać wszystkich naszych inicjatyw, a o środki unijne też jest ostatnio coraz trudniej, dlatego wiele rzeczy robimy własnym sumptem – dodaje.
Zaczęło się od świetlicy, jeszcze kilka lat temu ten budynek straszył, dziś to chluba stowarzyszenia. Efekt udało się osiągnąć nie tylko za sprawą unijnych funduszy, ale także, a może przede wszystkim ogromu pracy wykonanej przez członków stowarzyszenia. Niedawno oddano tu też do użytku oczyszczony staw wraz z pływającą platformą, na której znajduje się stolik i dwie ławeczki. Całość została wykonana z drewna przez Artura, syna pani świetlicowej, ale to tylko jeden z przykładów tego, jak można zrobić coś z niczego. – Teraz naszym najważniejszym wyzwaniem jest rewitalizacja dworskiego parku, który od lat jest w ruinie – mówi Stanisław Dacko, społecznik i zasłużony członek stowarzyszenia. Sprawa parku jest jego oczkiem w głowie. – W ostatniej chwili dzięki naszym działaniom udało się udaremnić jego sprzedaż w prywatne ręce. Chcemy, by służył mieszkańcom, w planach jest, by gmina przejęła obiekt i udostępniła go pod organizację imprez i dla celów kulturalnych. Nie odpuścimy – deklaruje pan Stanisław.
Na kalnikowskim święcie matki i dziecka ze sceną oswajały się dziewczyny z lokalnej grupy teatralnej, prowadzonej przez panią świetlicową. Ciekawy i oryginalny repertuar spotkał się z ciepłym przyjęciem widowni. Jak podkreśliła kilkukrotnie R. Sidorow, liczą na pomoc z zewnątrz. – Chcemy rozwinąć naszą grupę, w tym celu poszukujemy sponsorów i ludzi dobrej woli, którzy zechcieliby pomóc naszym dzieciakom także od strony merytorycznej. Chętnym zwrócilibyśmy koszty dojazdu... – zachęca prezes stowarzyszenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze