Reklama

Spór o niebieskie koperty. Czy miasto chciało zaoszczędzić?

29/07/2019 17:30

We wrześniu ubiegłego roku na ulicy Tarnawskiego pojawiły się dwa miejsca parkingowe dla osób niepełnosprawnych. Rzecz w tym, że nikomu nie służą. Utrudniają życie lokatorom bloku nr 18, a ojciec niepełnosprawnej dwudziestoośmiolatki jak miał problem, tak ma. – Czy oszczędności są dla urzędników ważniejsze od człowieka? – pytają wszyscy zainteresowani.

26 lipca 2018 r. Jan Klatka, mieszkający przy Tarnawskiego 26, wystosował do przemyskiego magistratu pismo z prośbą o wytyczenie miejsca parkingowego dla osoby niepełnosprawnej. Jego córka, Dajana od urodzenia choruje – cierpi na porażenie czterokończynowe spastyczne, nie chodzi zatem, nie siedzi samodzielnie. Codziennie uczęszcza na rehabilitację. Bus, który po nią przyjeżdża musi się gdzieś zatrzymać, nie 200 metrów od domu, ale najbliżej jak to możliwe, bo ojciec znosi przecież Dajanę na rękach do owego busa. Gdy wyjeżdżają dokądś własnym samochodem, sytuacja jest analogiczna.

„Zrobili mi gorzej”

W efekcie – w odpowiedzi na potrzeby Jana Klatki oraz[paywall] innego mieszkańca ulicy Tarnawskiego, bloku z kolei nr 14 – niebieskie koperty pojawiły się pod osiemnastką. Takie rozwiązanie absolutnie nie satysfakcjonuje wyżej wspomnianego.

– Zrobili mi jeszcze gorzej – stwierdza. Od drzwi mieszkania do miejsca, gdzie spodziewał się koperty ma 100 metrów, do wyznaczonego przez urzędników – 200. Tymczasem każde pół metra to kolejny krok, to dodatkowe utrudnienie, wysiłek. Nie jest już człowiekiem młodym, a córka, dorosła kobieta, swoje waży. Trudno się dziwić, że uskarża się na kręgosłup. Czeka go, nawiasem mówiąc, zabieg. Od decyzji Komisji ds. Bezpieczeństwa i Organizacji Ruchu Drogowego odwoływał się. – Przeszło bez echa, nawet nie dostałem informacji zwrotnej – utrzymuje. Na dowód przedkłada kolejne pismo, tym razem z 26 września 2018 roku.

Reklama

Warto dodać, że kamienica nr 26 to zabytek, w związku z czym rodzina nie może liczyć na żadne udogodnienia dla osób niepełnosprawnych, windę itp. – Wymagałoby to zgody konserwatora zabytków – stwierdza Jan Klatka i pokazuje to, co mógł zrobić, by poprawić swój byt, czyli wykonany własnym sumptem chodnik prowadzący od bramy kamienicy do ulicy.

– Wcześniej była tu wydeptana ścieżka – relacjonuje. Wspomina przy okazji kilka niebezpiecznych sytuacji. W zimie przewrócił się wraz z córką na oblodzonej nawierzchni pod kamienicą. Innym razem o mały włos nie potrącił ich samochód, kiedy przechodzili na druga stronę ulicy, gdzie parkuje bus. Bo bus nie staje na niebieskiej kopercie (za daleko). A i tak ojciec nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z ciężarem. Gdy źle się czuje, prosi o pomoc kierowcę albo rehabilitanta.

– Pomagają. Obawiam się jednak, że jak całkiem opadnę z sił, córka będzie uwięziona w domu – kwituje. Wydaje się, że to, czy owe siły będą i jak długo, zależy od jakości obecnego życia rodziny, na który wpływ mają m.in. urzędnicze decyzje.


– Pisałem odwołanie, obyło się bez echa, nie dostałem odpowiedzi. W ZDM powiedziano mi, że koperta będzie, gdzie jest i tyle. Parkuję i tak pod domem, o ile jest wolne miejsce. Zdarza się, że na zakazie, bo muszę – stwierdza Jan Klatka. – Kopertę wyznacza się w najbliższym sąsiedztwie miejsca zamieszkania osoby niepełnosprawnej. Pytanie, czy w miejscu, gdzie ten pan mieszka jest możliwość usytuowania pełnowymiarowej koperty, bez stwarzania zagrożenia dla ruchu drogowego lub jego spowolnienia – podnosi problem Jan Geneja, komendant SM w Przemyślu.

Reklama

Gorzej niż źle

Osób niezadowolonych z istniejącej sytuacji jest więcej. Zaliczają się do nich lokatorzy bloku nr 18, którym drastycznie uszczuplono parking. Są to 24 rodziny, w tym osoby starsze, z małymi dziećmi. Z racji tego, że ustawodawca przewidział konkretne wymiary dla niebieskiej koperty, większe aniżeli dla zwykłego miejsca parkingowego, stracili oni nie dwa, a trzy takie miejsca. Kiedy zorientowali się w sytuacji, a stało się to w dniu pojawienia się kopert przed blokiem, natychmiast interweniowali w Zarządzie Dróg Miejskich.

W ślad za rozmowami poszło pismo (24 października 2018 r.). Sprzeciw mieszkańców nie został jednak uwzględniony. Podnosili oni kwestię tego, że miejsca dla niepełnosprawnych stoją puste, a osoby, które wcześniej tam parkowały, zostały pozbawione takiej możliwości. W rezultacie zmuszone są parkować dwie ulice dalej bądź czynią to na zakazie, narażając się na konsekwencje prawne. Co za tym idzie wizyty straży miejskiej na Tarnawskiego nie są rzadkością.

– „Cały wic polega na tym, że tak jest taniej”, usłyszeliśmy od urzędników – cytuje niezrozumiałe dla zainteresowanych tłumaczenie szefowa wspólnoty Maria Janeczko. To znak informujący o miejscu parkingowym dla osoby niepełnosprawnej ma jakoby generować niezwykle wysokie koszty, rzędu 7 tysięcy złotych – o takich kwotach mówią mieszkańcy. – W dniu, kiedy postawili znak, dzwoniłem do Zarządu Dróg Miejskich, pani mnie poinformowała, że te miejsca są dla osób z bloku nr 14 i 26 i ze względu na koszty, żeby nie stawiać dwóch znaków, zrobili na środku. Od tamtej pory mamy gehennę – Niczego z nami nie konsultowano. To się mija z celem. Panu Jankowi to nie służy, a nam przeszkadza. Ci z „czternastki” za blokiem mają garaże, podwórko, gdzie mogą samochody stawiać, my nie mamy pola manewru. Oszczędności są ważniejsze niż dobro społeczeństwa – sypią się komentarze ludzi mieszkających pod nr. 18.

Czy chodzi o pieniądze?

Jeśli w tej sprawie w grę wchodzą pieniądze, to na pewno nie takie, o jakich mówią mieszkańcy. Z informacji pozyskanych przez redakcję w Zakładzie Usług Komunalnych w Przemyślu (w Dziale Robót Drogowych) wynika, że koszt oznakowania pionowego i poziomego jednego postoju dla osoby niepełnosprawnej na terenie miasta to 1050 zł netto – wraz z robocizną.

Ustosunkowując się do tematu, Urząd Miasta w Przemyślu ani słowem nie wspomina o oszczędnościach. – Prezydent, podejmując decyzję o wyznaczeniu dwóch miejsc przez budynkiem przy ul. Tarnawskiego, kierował się opinią komisji, która zaproponowała, aby umiejscowić je mniej więcej w równej odległości od zamieszkania osób wnioskujących i aby były one usytuowane obok siebie. Ważne są przy tym dwie rzeczy. Po pierwsze to miejsca dostępne dla wszystkich niepełnosprawnych, nie są one przypisane do konkretnej osoby i może na nich zaparkować każdy uprawniony. Po drugie, jeżeli przepisy ruchu drogowego to dopuszczają, możliwe jest zatrzymywanie się przed budynkami, gdzie mieszkają osoby niepełnosprawne, a dopiero potem zaparkowanie samochodów na wyznaczonych miejscach – wyjaśnia Witold Wołczyk z UM.

Reklama

Co dalej?

– Jeżeli osoby wnioskujące zwrócą się do prezydenta o ponowne rozpatrzenie sprawy, zostanie ona jeszcze raz przeanalizowana – zapewnia magistrat. Istotnej podpowiedzi udziela mieszkańcom traż miejska. Z pewnością miejsca dla osób niepełnosprawnych były wyznaczone przez zarządcę drogi po konsultacjach z mieszkańcami. Mają oni wybranego reprezentanta, którym jest zarząd osiedla. Za każdym razem, jeśli wnioski, o których mowa, wpływają do prezydenta, powołuje on Komisję ds. Bezpieczeństwa i Organizacji Ruchu Drogowego. Komisja wraz z wnioskodawcą, czyli przedstawicielem zarządu osiedla dyskutuje nad potrzebą organizowania w dany sposób ruchu na drodze lub jej brakiem – wyjaśnia Jan Geneja, komendant SM w Przemyślu. Reasumując, by urzędnicy mogli się zastanowić czy niebieskie koperty, o które toczy się spór, są przydatne, do UM musi wpłynąć stosowny wniosek ze strony zarządu osiedla.

Komentarz

Pan Jan wystosował do UM wiadome pismo. Machina urzędnicza ruszyła. I – teoretycznie przynajmniej – nie zatrzymała się w miejscu przypadkowym, wręcz przeciwnie. W konsekwencji niebieskie koperty i znak stanęły w pół drogi. Dosłownie. Kiedy stwierdzamy, że strony spotkały się w pół drogi, zwiastuje to kompromis, jednak ani mieszkańców bloku nr 18, ani pana Jana istniejące rozwiązanie nie zadowala, o kompromisie zatem nie ma mowy. Innymi słowy ani wilk syty, ani owca cała. Zadowoleni są jedynie urzędnicy, bo wszystko zadziało się zgodnie z literą prawa i mogą się oni podeprzeć przepisami, paragrafami. Szkoda, że nieżyciowymi. Przepisy przepisami, a pan Jan wraz z dwudziestoośmioletnią córką bierze na bary cały swój los…

Reklama


fot.Aleksandra Białoń
– Tu jest znak, że ulica jest jednokierunkowa. Już mają słupek, tylko tabliczkę z inwalidą dowiesić – uważa Jan Klatka.


AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    76 - niezalogowany 2019-07-29 17:46:36

    Tak to jest jak ktoś ma przydomek "ucho"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Szkieletor - niezalogowany 2019-07-29 19:51:48

    Najbardziej w tym wszystkim skandaliczna jest egoistyczna moim zdaniem  postawa urzędników, bo co w końcu jest ważniejsze:wygoda i pseudo oszczędność urzędników czy zdrowie ludzkie.... Ta decyzja sprawiła że zabrano de facto  3 miejsca parkingowe ludziom (ponieważ rozmiary tych 2 kopert są olbrzymie) a i nie pomogło to osobie, która wnioskowała o to miejsce, ponieważ ma do niego ok. 100 metrów...Rzeczywistość wygląda tak, że te miejsca stoją cały czas puste i nikomu nie służą. Z drugiej strony straż miejska po wcześniejszym uprzejmym donosie parapetowych  dewiantów spisuje ludzi, którzy próbują zaparkować samochody nieopodal Bolku.. Sytuacja jest patowa

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama