Reklama

Spora niespodzianka w derbach. SRS NIKO Przemyśl znowu lepszy od SPR Orła Przeworsk [ZDJĘCIA]

Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że SRS NIKO Przemyśl dwukrotnie pokona SPR Orła Przeworsk, mógłby zostać uznany za niezłego fantastę. Wszak ci pierwsi widziani byli w roli ligowego średniaka, ci drudzy mieli aspiracje walki o najwyższe cele. Ale sport jest nieprzewidywalny i przez to piękny. Osłabiona ekipa Piotra Kroczka sprawiła kolejną niezwykle miłą niespodziankę i zdobyła halę MOSiR im. Tadeusza Ruta w mieście nad Mleczką.

To było spotkanie rozegrane awansem z 24. kolejki (zaplanowanej na 26 – 27 kwietnia). Już w pierwszym spotkaniu obu zespołów doszło do małej sensacji, bo w hali Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji „Armia Leliwa” uległa gospodarzom 31:26 (13:13), co wówczas było dla nich sporym ciosem. Ciosem, który chyba zastopował mocarstwowe plany zawojowania rozgrywek. Przemyślanie wygrali jak najbardziej zasłużenie, ale było więcej niż pewne, że SPR Orzeł będzie z niecierpliwością czekać na rewanż.

Wiele się zmieniło

Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Przeworszczanie stracili szansę na awans do Turnieju Mistrzów, który był przedpokojem Ligi Centralnej. Przemyślanie zaś – po fali znakomitych występów – zanotowali kilka bardzo przeciętnych na czele z zakończonym niepowodzeniem wyjazdem do jednego z outsiderów, czyli SPR Górnika Zabrze. Jednak ostatni ich występ w Chrzanowie z MTS-em powinien dać drużynie dowodzonej przez grającego trenera Tomasza Mochockiego wiele do myślenia. SRS NIKO sprawił sensację, pokonując po serii rzutów karnych bardzo niewygodnego dlań przeciwnika. Pokonał dzięki obraniu ryzykownej taktyki, ale i konsekwentnemu trzymaniu się założeń. Czyli czymś, co nie było ich mocną stroną w wielu spotkaniach. Trener Piotr Kroczek zdecydował, że przez długie fragmenty meczu jego zespół grać będzie z wycofanym bramkarzem, a przez to z przewagą zawodnika w fazie ataku. W defensywie zaś zaproponował system 5-1, z którym chrzanowianie nie potrafili sobie poradzić.

Reklama

Nie odrobili zadania domowego

Mimo tego faworytem derbowego pojedynku był SPR Orzeł. Przeworszczanie czekali na ten mecz, chcąc się zrewanżować za bolesną porażkę na wyjeździe. Zapowiadali ogień na parkiecie hali przy ul. Misiągiewicza. Trudno było protestować wobec takich przewidywań, bo mają wystarczająco jakości, aby teorię przekuć w praktykę.

Problem w tym, że nie odrobili zadania domowego. Z pewnością analizowali występ przemyślan w Chrzanowie, ale najprawdopodobniej zbagatelizowali nową jakość SRS NIKO. I zapłacili za to najwyższą cenę.

Reklama

Na nic zdały się ich buńczuczne zapowiedzi, kiedy nie mieli sportowych argumentów na likwidację niemal identycznej jak w Chrzanowie taktyki przemyślan. Grali zbyt pasywnie, zbyt wolno i przejrzyście, aby móc zaskoczyć gości. Ci – tak przynajmniej można domniemywać – zabawili się trochę w kotka i myszkę. Byli myszką, która w pewnym momencie niby oddała ostatnie tchnienie, ale była pełna pomysłów, jak przechytrzyć kota. Pozorowała kapitulację i zaatakowała sprytem w najodpowiedniejszym momencie.

Co ich nie zabije, wzmocni

Pierwsze pół godziny padło łupem gospodarzy, ale lepsze wrażenie pozostawili przemyślanie. Minimalnie przeważali od początku spotkania. Przeworszczanie wyglądali na kogoś, kto ma plan rozpędzania się powoli. Warto dodać, że w barwach SRS NIKO zabrakło kilku kluczowych zawodników, by wspomnieć o: Patryku Walczyku, Danielu Dutce czy Jakubie Kowaliku. Ale jak twierdzili przemyscy działacze: co zespół nie zabije, to go wzmocni…

Reklama

Rzeczywiście te absencje wcale nie były widoczne.

Gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie w 25. min po trafieniu Marcina Wajdy (10:9). I to właśnie finalne fragmenty I połowy napawały miejscowych kibiców optymizmem przed decydującą rozgrywką. Przeworszczanie potrafili sobie znakomicie poradzić, mimo że grali w podwójnym osłabieniu. W roli głównej wystąpił Kacper Bednarz. Najpierw trafił na 12:10, a równo z syreną na 13:11.

Jak łyse konie, ale…

Oba zespoły znają się jak łyse konie, ale to P. Kroczek ze swoją armadą był w stanie wymyślić coś oryginalnego, w przeciwieństwie do „Armii Leliwa”. Ta w pierwszym kwadransie II połowy rosła. I trudno było to jednoznacznie zdefiniować… Bo z jednej strony można było odnieść wrażenie, że z każdą minutą mogą zyskiwać na pewności siebie, ale z drugiej strony nagła zapaść, inercja przemyślan w taki prestiżowym starciu mogła dziwić. Ale i zapalić czerwoną lampkę, że coś się tu jeszcze kroi.

Reklama

Była ikona przemyskiego klubu, która w tym sezonie postanowiła zmienić środowisko, czyli Paweł Sar bronił rzuty karne byłych kolegów jak natchniony. Dwukrotnie odbił rzuty Kacpra Kielara, raz Konrada Łuczyńskiego. Po trzeciej takiej interwencji i trafieniu M. Wajdy w 42. min SPR Orzeł uciekł na 19:15. Za kilka chwil podwójną karę, czyli 4 minuty otrzymał Mateusz Kroczek. Wydawało się, że jest pozamiatane. Ale nie!

Powstali jak Feniks z popiołów

Rotacja w składzie gości wprowadzała spory chaos w defensywie gospodarzy. Zamiast opanowania i rozwagi, w ich szeregi zaczęły się wkradać bałagan i chaos. Grali nazbyt schematycznie, nazbyt przewidywalnie. Przemyślanie, którzy znajdowali się już niemal w pozycji horyzontalnej, nagle powstali jak Feniks z popiołów! Znakomitą zmianę na środku rozegrania dał Karol Kroczek. Trafiał K. Kielar i Konrad Łuczyński, nie pomylił się ze skrzydła Oskar Baliga. Gospodarzom zaczęły puszczać nerwy. W pewnym momencie musieli sobie radzić w potrójnym osłabieniu. W 49. min SRS NIKO ich dopadł. Z 7 m trafił K. Kielar i zrobiło się 21:21. Za moment na 22:21 odpowiedział kolejny były zawodnik zespołu z Przemyśla, czyli Tomasz Kulka i to byłoby na tyle, co mieli do zaoferowania miejscowi.

Reklama

W 57. min po drugim z rzędu celnym rzucie karnym w wykonaniu K. Kielara zapachniało wielką niespodzianką… Faworyt przegrywał 24:26 i nie miał pomysłu, jak zmienić czarny scenariusz. Być może gospodarze mogą mieć pretensje do arbitrów, bo bardzo ochoczo odsyłali ich graczy na 2-minutowe kary, ale czy któraś była abstrakcyjna?

Goście wytrzymali ciśnienie. Nie spanikowali, nie przestraszyli się nieoczekiwanego prowadzenia i perspektywy zgarnięcia jak najbardziej zasłużonego kompletu punktów. Wynik ustalił rzutem przez niemal cały plac gry K. Łuczyński.

Reklama

 

SPR Orzeł Przeworsk – SRS NIKO Przemyśl 26:28 (13:11)

  • SPR Orzeł: Barnaś, Sar, Kędzior – Wlazło 0, Starzecki 0, Mochocki 0, Pogonowski 1, Sobczyk 1, Świerk 1, Małecki 0, Kulka 5, Curzytek 1, Wajda 7, Kasprzyk 2, Bednarz 8.
  • SRS NIKO: Iwasieczko, Zajdel – Kielar 15, Łuczyński 4, K. Kroczek 2, Surma 2, Baliga 2, Wachta 0, Lach 0, M. Kroczek 2, Kubisztal 0, Franków 0, Hoim 1, Zając 0.
  • Sędziowali: Maciej Mleczko i Krzysztof Paczyński (obaj z Bochni). Kary: SPR Orzeł – 22 min; SRS NIKO – 6 min. Czerwone kartki: Bednarz (49. – gradacja kar) i Małecki (58. – gradacja kar). Widzów: 300.
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/03/2025 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama