Pod koniec czerwca wśród ludności cywilnej rozeszła się wieść, że w mieście odbędą się manewry. W obecnej geopolitycznej sytuacji mogło to być niepokojące, ale wkrótce się wyjaśniło, że to tylko manewry szwejkowskie i mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Natomiast dla wielu było zagadką, dlaczego w tym roku manewry nazwano srebrzystymi. Wreszcie jeden ze sztabowców przy piwie wygadał się, że to już dwudzieste piąte manewry, więc srebrzyste. Powinny być srebrne, ale pewnie sztabowcy chcieli to jeszcze bardziej utajnić.
Zaczęło się w piątek, 1 lipca. Po południu zaczęły się zjeżdżać pierwsze szwejki. Pojedynczo lub grupami i w cywilkach, żeby nie siać paniki. Sztab manewrów mieścił się w bramie fortecznej „Sanocka Dolna” i tam odbywały się badania i rejestracja rekrutów.
Po załatwieniu wszelkich formalności uczestnicy udali się na cmentarz, żeby zapalić znicze na grobach śp. feldmarszałka Jana Hołówki i śp. Juliana Smuka, który przez wiele lat wcielał się w postać dobrego wojaka Józefa Szwejka. Na zakończenie dnia[paywall] Waldek Sosnowski pokazał swoje fotografie z kilku pierwszych edycji manewrów.

fot.Jacek Szwic
Żandarm pilnował, aby nie było handlu medalami.
W sobotę, o dziewiątej trzydzieści spod figury Józefa Szwejka Wolnobieżny Regiment Cyklistów wyruszył na objazd Twierdzy Przemyśl, a Piotr Michalski ogłosił, że od tego momentu można fotografować wszystko, co jest związane z manewrami. Bardzo nie podobało się to żandarmowi, który wszędzie węszył potencjalnych szpiegów i maruderów. Generalicja przygotowywała się do przeglądu regimentów, które do Przemyśla dotarły z: Ołomuńca, Pragi i Kralup (Czechy) oraz z Gdańska, Piły, Gniezna, Krakowa, Wrocławia, Cieszyna, Stalowej Woli, Gliwic, Chorzowa, Starachowic i Kielc.
Kolejnym punktem programu był szturm na ratusz (ten aktualny, a nie odkryty niedawno pod płytą Rynku). To było coś nowego, gdyż w trakcie poprzednich manewrów szwejki zdobywały kolejne forty dookoła Przemyśla, ale sztabowcy uznali, że siedziba miejskich władz ma strategiczne znaczenie, bo kto ma ratusz, ten może wszystko załatwić.
Szturm przebiegał zgodnie z planem i trwał zaledwie kilka minut. W sali narad, na miejscach, które podczas sesji zwykle zajmują prezydenci, usiedli Cesarz Franciszek Józef wraz z małżonką, natomiast szwejki zajęły miejsca radnych i gości. Generał CK Armii na terenie Twierdzy Przemyśl Zbigniew Rużycki oddał głos guru wszystkich szwejków – Leszkowi Mazanowi, który przypomniał barwną biografię Jarosława Haszka (1883-1923), uzupełnioną o nieznane dotąd fakty. Na przykład dowiedzieliśmy się, że Haszek, wymyślając swojego bohatera, jego imię i nazwisko zapożyczył od pewnego praskiego Józefa Szwejka, właściciela jednego z licznych w owych czasach burdeli.
Po opuszczeniu ratusza regimenty rozeszły się po mieście w celu dokładniejszego poznania jego historii i topografii.

fot.Jacek Szwic
W tym roku obowiązującym kolorem był cyjan.
Zwykle manewry są okazją do przyjrzenia się bliżej jedynej w swoim rodzaju CK Armii na terenie Twierdzy Przemyśl. Jej skomplikowanej hierarchii, umundurowaniu i wyposażeniu, jakiego nie ma żadna armia na świecie. Na przykład podczas tegorocznych jubileuszowych manewrów na Rynku kręciło się dwóch tajemniczych jegomościów w melonikach.
Jeden z nich dźwigał na plecach przemyślną konstrukcję z półeczkami, kranikiem, dwoma flaszkami i zestawem kieliszków. Był to plecakowy bar, najnowszy wynalazek skonstruowany w Czechach, specjalnie po to, żeby szwejki nie włóczyły się po okolicznych barach, tylko miały Tuzemsky Rum i ulubioną Beherowkę dosłownie pod nosem.
Żeby rozwiać plotki o nadmiernym spożyciu w CK armii, wyjaśniamy, że kranik w plecakowym barze był tak skonstruowany, że jednorazowo dozował jedynie dwadzieścia mililitrów życiodajnych płynów. I ani kropli więcej.

fot.Jacek Szwic
Tak wyglądał przenośny plecakowy bar.
Wieczorem na błoniach za hotelem „Accademia” szwejkowska biesiada rozpoczęła się starą bojową pieśnią „Na fisz placu w Ołomuńcu…”.
Następnie generał Zbigniew Rużycki wręczył nominacje na wyższe stopnie oficerskie i tytuły wicepierdołów, a co bardziej zasłużeni otrzymali medale „Obrońca Twierdzy Przemyśl”, po czym szwejki zasiadły przy suto zastawionych stołach, a ci bardziej wytrzymali ruszyli do tańca.
Na pamiątkę tego, że Szwejk bardzo interesował się psami, w czasie biesiady odbyła się aukcja i loteria fantowa, z których dochód w całości został przeznaczony na Schronisko dla Zwierząt w Orzechowcach.

fot.Jacek Szwic
Szwejki w sali narad.
W niedzielę utrudzone szwejkostwo zebrało się pod klubem „Niedźwiadek”, w którym odbywało się spotkanie szwejkologów i haszkologów z Dowództwem C.K. Twierdzy Przemyśl i ludnością cywilną. Niestety, część obrad została utajniona, ale znając przemyskie realia, pewnie parę dni później się o wszystkim dowiemy.
Jednym z ostatnich punktów programu manewrów było konkursowe palenie szwejkowskiej fajki firmy Mr. Bróg. Wszystko, co dobre, szybko się kończy i po południu szwejki, wpadając sobie w objęcia, przyrzekały – do zobaczenia za rok. Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy, że podczas jubileuszowych manewrów nikt nie poniósł uszczerbku na zdrowiu i umyśle.
Organizatorom manewrów, czyli Przemyskiemu Stowarzyszeniu Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka, udało się zachować dyscyplinę i zadbać o morale uczestników.

fot.Jacek Szwic
Żadna armia nie może się obyć bez aprowizacji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze