W ubiegłą środę wieczorem po Przemyślu krążyli mikołaje. Jedni w czerwonych szatach, którzy odwiedzali tylko grzecznych. Drudzy w czarnych, służbowych strojach straży miejskiej odwiedzali z prezentami wyłącznie niegrzecznych. Przez sporą część wieczoru towarzyszyła im siostra Michalina ze Zgromadzenia Sióstr Felicjanek.
Spod komendy Straży Miejskiej w Przemyślu wyjeżdżamy parę minut po osiemnastej. Tył radiowozu wypakowany jest czarnymi, foliowymi workami. W jednych konserwy, słodycze i różne artykuły spożywcze, w innych buty, ciepłe kurtki, kołdry, koce, czyli wszystko, co może uchronić przed zamarznięciem tych, którzy żyją w[paywall] pustostanach, altankach albo na klatkach schodowych. Na Czarnieckiego, obok dworca autobusowego, bezdomni czekali już na mikołaja. Na widok radiowozu wychodzą z mroku, podpisują się na liście obdarowanych i dostają po worku z żywnością. Siostra Michalina zna niektórych, bo kiedyś przychodzili do kuchni felicjanek na zupę i zachęca, żeby dalej to robili.
– U nas nie trzeba wypełniać żadnych papierów. Trzeba tylko być trzeźwym. W paczkach macie zaproszenie na wigilię, która obędzie się dwudziestego grudnia w kaplicy Domu Prowincjalnego Sióstr Felicjanek przy ulicy Poniatowskiego. Przyjdźcie. Koniecznie – zaprasza siostra. Strażnicy z bezdomnymi rozmawiają jak starzy znajomi i pytają, kto potrzebuje kołdry albo kurtki. Jeden przymierza kurtkę i oddaje. – Dla mnie za duża. Niech ktoś inny sobie weźmie – mówi.
Drugi rezygnuje z kołdry: – Mam już dwie, może komuś innemu bardziej się przyda. Taki odruch dzielenia się, o co pewnie nikt nie podejrzewałby tych ludzi, zepchniętych przez życie na margines.
Siedmiu obdarowanych, dziękując, odchodzi, a my jedziemy do następnych niegrzecznych.
Strażnicy znają doskonale wszystkie miejsca, w których przebywają bezdomni. Zaczynamy od Siennej. W opuszczonym domu, w kącie pokoju legowisko, obok buty, reklamówka z jakimiś słoikami – dowód na to, że mieszka tu bezdomny.
– Pewnie jeszcze kręci się koło sklepów. Trochę za wcześnie przyjechaliśmy, ale zaglądniemy tu później – decyduje jeden ze strażników. Kolejny adres, Mickiewicza 44. Tutaj w zabytkowej oficynie, w podwórku, od lat mieszkają bezdomni. Dzisiaj jest tylko dwóch. Przyzwyczajeni do częstych odwiedzin witają się ze strażnikami, ale są trochę zaskoczeni obecnością siostry. Na pytanie, czy wiedzą, jaki jest dzisiaj dzień, jeden z zakłopotaniem drapie się w głowę.
– Ja wiem. Dzisiaj jest mikołaj – wyrywa się drugi, dumny z tego, że nie zatracił poczucia czasu. Sprawdzanie danych. Podpisanie listy – procedura powtarza się i obaj podchodzą do radiowozu po paczki. Biorą też kołdrę, bo w ich pomieszczeniu nie ma jednej ściany i hula wiatr.

fot.Jacek Szwic
Jeden z obdarowanych wiedział, że w ten dzień chodzi św. Mikołaj.
Kilkadziesiąt metrów dalej, w okolicy składu węgla, też koczują bezdomni. – Pójdę sprawdzić, czy są. – Jeden ze strażników wychodzi z latarką. Kulejąc, wraca po pięciu minutach. Okazuje się, że przedzierając się przez krzaki, stanął na deskę, w której był gwóźdź. Podeszwa służbowego buta była za mało wytrzymała i gwóźdź skaleczył stopę. W tej sytuacji musimy przerwać mikołajową akcję. Trzeba pojechać do szpitala, bo przy takim zranieniu konieczny jest zastrzyk przeciwtężcowy.
W Przemyślu nie ma streetworkerów, którzy w większych miastach zajmują się ludźmi z ulicy i ich rolę przejęła straż miejska. – Zaczęło się w ubiegłym roku, kiedy siostry felicjanki zainicjowały mikołaja dla bezdomnych – mówi Jan Geneja, komendant Straży Miejskiej w Przemyślu.
– W tym roku udało się do tej akcji pozyskać dodatkowych sprzymierzeńców. Oprócz sióstr felicjanek włączył się Caritas Polska z Przemyśla, ogromną pomoc w postaci produktów otrzymaliśmy także od Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Jeszcze nim zaczęły się chłody, zrobiliśmy rozpoznanie i wiemy, że na terenie miasta są dwadzieścia dwie osoby bezdomne. Wiele z nich to uzależnieni od alkoholu. W okresie zimowych monitorujemy ich i pomagamy, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia lub życia. Podejmując tego typu akcje, staramy się im pomóc wyjść z tej beznadziei i pokazać, że mają szansę na poprawę życia. Myślę, że to nie było jednorazowe przedsięwzięcie i planujemy je kontynuować – zapewnia komendant Geneja.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze