Jeden z naszych czytelników zwrócił nam uwagę na problem dotyczący utrudnionego telefonicznego kontaktu z przemyskim MOPS. – Dzwonisz, a w słuchawce słyszysz automat, oddzwaniasz na numer, z którego w twojej sprawie kontaktował się z tobą pracownik tej instytucji – z automatu przekierowuje cię na sekretariat ogólny, więc i tak sprawy nie załatwisz – żali się mężczyzna. Czy w dobie pandemii takie zasady działania placówki są właściwe? – pyta. – Gdybyśmy musieli non stop odbierać telefony w sprawie wypłaty świadczeń, nasi pracownicy nie przygotowaliby żadnej decyzji – odpiera zarzut dyrektor ośrodka.
Wówczas z petentem MOPS kontaktuje się sam, tyle że jeśli nie ma się możliwości odebrania w danym momencie, oddzwonienie na numer, z którego było połączenie, nie jest możliwe.
– Przewijałem dziecko, nie zdążyłem odebrać. Pomyślałem, oddzwonię i sprawę od ręki wyjaśnię. Ale zostałem automatycznie przekierowany na ogólny numer sekretariatu, gdzie miła pani poinformowała mnie, że mojej sprawy nie zna i ze muszę czekać na ponowny telefon pracownika MOPS – opowiada mężczyzna.
– Za drugim razem byłem akurat na ważnym spotkaniu, nie wypadało mi w tym momencie rozmawiać przez telefon i załatwiać prywatnych spraw, więc sytuacja się powtórzyła. Zaraz gdy z niego wyszedłem, pognałem do MOPS-u, ale pocałowałem już klamkę. Nie rozumiem, dlaczego ogranicza się zdalny kontakt w czasach, kiedy jest on podstawą załatwiania wielu spraw w innych urzędach – denerwuje się.
O to, czy kwestię telefonicznego kontaktu z ośrodkiem można jakoś usprawnić, zapytaliśmy dyrektora przemyskiej MOPS Piotra Hryniszyna.
– Nad usprawnieniem pracy pracujemy non stop. Ale proszę mi wierzyć, że telefon w dziale dotyczącym świadczeń rodzinnych po prostu by nie stygł, gdybyśmy nie wprowadzili tego rodzaju ograniczeń, jak wyznaczone dni i godziny kontaktu. Dzwoniłby po prostu cały czas. Ludzie oczekują najczęściej informacji, kiedy na ich konto wpłynie wypłata, w jakim dniu bądź dlaczego jeszcze nie poszła – mówi szef jednostki.
– Odkąd jestem dyrektorem, nigdy nie zdarzyło się tak, by środki, do których uprawnione są poszczególne osoby, zostały przelane z opóźnieniem. Termin ustawowy zawsze jest zachowany. Gdyby tak nie było, naraziłbym się na konsekwencje związane z dyscypliną finansów publicznych. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy decyzje są wstrzymane albo podważane i wtedy ktoś może rzeczywiście nie otrzymać wypłaty w oczekiwanym terminie, ale to już zupełnie inne kwestie – wyjaśnia.
Zaznacza też, że codzienne, nieustanne telefony w sprawie świadczeń dezorganizowały pracę MOPS i że w zasadzie należałoby otworzyć osobną linię, żeby sprostać oczekiwaniom petentów i posadzić przy telefonach 2 pracowników, którzy mieliby dostęp do systemu i danych oraz wyeliminować ich z jakichkolwiek innych obowiązków.
Jego zdaniem dzięki wprowadzonym usprawnieniom w przelewaniu świadczeń nie wydaje się to już być konieczne.
– Do tej pory wypłaty świadczeń były rozciągnięte na okres 2 tygodni, co wynikało z ograniczeń technicznych czy możliwości dokonywania przelewów na większe kwoty. Odkąd zwiększyliśmy możliwość przepływu pieniędzy w formie elektronicznej łącznie do 6 milionów złotych, wypłaty główne realizujemy w ciągu 3 dni: wszystkie świadczenia wychowawcze idą w jednym dniu, w kolejnym wszystkie świadczenia rodzinne, a trzeciego dnia inne świadczenia wynikające z pomocy społecznej. Jest to duże usprawnienie i dzięki temu zmniejszyła się też liczba telefonów do nas, bo ludzie szybko dostają pieniądze, na które czekają i nie muszą dzwonić z pytaniami, kiedy będzie ich kolej, a to pozwala skupić się nam na pracy. Pamiętajmy, że właśnie na sprawnym i terminowym załatwianiu spraw petentów musimy się koncentrować – mówi P. Hryniszyn.
Uspokaja też w kwestii braku możliwości oddzwonienia do osoby prowadzącej sprawę. – Pracownik zawsze stara się dodzwonić kolejny raz. Nie ma tu z naszej strony jakiejkolwiek złośliwości. Wszystko wynika z realiów. Prosilibyśmy więc o trochę więcej cierpliwości – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.ludzie stoją w kolejce na schodach (przed wejściem) jak kury do kurnika :D Matki z dziećmi z wózkami - nie wiadomo czy się śmiać czy współczuć... jak pada albo wieje to tylko współczuć oczywiście
Zapytaj partyjniaków, co mają wszystko w "głowie"
Ludzie dzwonią i pytają "która godzina" takie to tłumaczenie "szefa"Żenujące.Niewydolna i nieudolna instytucja która przykrywa totalne nieróbstwo wydumanymi problemami.Może czas zobaczyć oczyma przełożonych jak to ustrojstwo funkcjonuje. Z zewnątrz widać ,ze oparte jest na zasadzie przypadkowości i chciejstwa do pracy urzędników.
W takim razie wg toku myślenia dyrektora, jak pójdzie do biedry na zakupy sklepowa powinna powiedzieć, że teraz jest zamknięte bo wykłada towar i nie może go obsłużyć. Powinien całkiem telefony wyłączyć zaoszczędzi na rachunkach.
Zwolnic dyrektora i te żenujące pracownicę co wprowadzają ludzi w błąd
Komunistyczne podejście do pracy z czasów PRL przekazano z pokolenia na pokolenie we wszystkich urzędach tak żeby się nie narobić a zarobić i po opier... przez osiem godzin jak nie posmarujesz to nie pojedziesz
A PO co tam chodzić do biedry PO to świńskie żarcie ludzie szKOda zdrowia
MIECIO dodzwoń się do biura poselskiego !!!!!!!! i umów się osobiście z posłem Pis-u. np. z kuchcińskim. to będzie dla ciebie zaskoczenie i doświadczenie.
Pracownicy poszczepieni a Pan Hryniszyn nie pozwala petentom złożyć wniosku. Na taczki trza Pana Hryniszyna. Po co były szczepionki? Czy to prawda że Pan H. Krzyczał na imprezie pracowników mops że jest Ich Bogiem?
myślę że taki telefon można polecić każdej osobie która oddała na niego głos - a dostał sporo - może to by dało w jakiś sposób do myślenia?
A po co są telefony?
ludzie stoją w kolejce na schodach (przed wejściem) jak kury do kurnika :D Matki z dziećmi z wózkami - nie wiadomo czy się śmiać czy współczuć... jak pada albo wieje to tylko współczuć oczywiście
Zapytaj partyjniaków, co mają wszystko w "głowie"