Od ponad stu lat fotografia przeżywa – jak określiła Urszula Czartoryska – przygody plastyczne i to samo można powiedzieć o drugiej dziedzinie sztuki – plastyce, która co rusz daje się „uwieść” fotografii.
Ortodoksi – i ci od pędzla, i ci od obiektywu – zżymają się na takie przenikanie, które ich zdaniem grozi zatarciem granic pomiędzy plastyką a fotografią. Tymczasem artyści, nie oglądając się na nich, często sięgają po taki mariaż i pracując w „technikach własnych”, tworzą dzieła zawierające przekaz, bez którego trudno mówić o[paywall] sztuce. Przykładem takiego działania jest wystawa Krzysztofa Pisarka Translokacje, czynna w Małej Galerii Fotografii Rynek 9.
Autor na każdej z trzynastu plansz pokazał zestaw perfekcyjnie sfotografowanych przedmiotów będących śladami obecności człowieka, które znalazł podczas leśnych wędrówek. Fragmenty szmat, lalka utopiona w błocie, wystający spod trawy metalowy przedmiot niewiadomego przeznaczenia zestawione razem przypominają śmietnisko. To moment przełomowy dla tych znalezisk. Wyrzucone, zgubione, już niepotrzebne, często w różnym stadium destrukcji, teraz zauważone i sfotografowane zaczynają „żyć” drugim życiem.
Następnie te same przedmioty widzimy sfotografowane w studyjnym oświetleniu, na neutralnym tle, a na koniec już zupełnie zatracając desygnat i swoją pierwotność, pojawiają się odbite w technice serigrafii. Krzysztof Pisarek podczas otwarcia wystawy mówił: – Główną osią mojego projektu są translokacje, czyli nic innego, jak przemieszczanie i związana z nim zmiana kontekstu. Przedmioty, które odnajdywałem i fotografowałem, wielokrotnie poddawane były różnorakim przemieszczeniom. Odbywały się one w dwóch obszarach: w obszarze rzeczywistym, kiedy przedmiot fizycznie zmieniał swoje miejsce, oraz w obszarze medialnym – obraz przedmiotu był rejestrowany i przetwarzany w różnych mediach (fotografia, grafika).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze