Od paru dni nie ma też dojazdu do domu, oto uroki mieszkania w mieście.
Czwarty stycznia. Z Jackiem Łyszczyszarzem stoimy przy przejeździe kolejowym typu „F”, na linii 102, u zbiegu ulic Stawowej, Przemysłowej i Tarniowej, która dochodzi do torów po drugiej stronie.
– Kiedyś mieszkałem na wsi. W dwa tysiące pierwszym roku przeprowadziłem się do miasta i teraz tego bardzo żałuję. Na wsi miałem wodę, gaz, a tu nie mam nic, nawet drogi nie mam takiej, żeby się dostać do centrum, a dzisiaj jeszcze zlikwidują mi ten przejazd. Ostatnie połączenie z miastem – mówi Łyszczyszarz, który ma gospodarstwo pięćdziesiąt metrów od przejazdu.
Dostać się do niego można było od strony Sielca ulicą Tarniową, tylko trzeba było się z nim umówić, żeby otworzył szlaban. W 2019 roku kolej zawarła z nim[paywall] umowę dzierżawy tego przejazdu, za którą płacił rocznie dwieście złotych z groszami.
Łyszczyszarz dostał klucze do kłódki i zobowiązał się do odśnieżania i utrzymywania porządku. Za to, kiedy chciał, oczywiście z zachowaniem ostrożności, mógł pojechać przez tory na Sielecką, a potem dalej. Taki układ był również bardzo na rękę mieszkańcom Sielca, którzy mają pola po drugiej stronie torów.
Do Łyszczyszarza można też dojechać z Bakończyc drogą, którą ktoś chyba dla żartu nazwał ulicą Przemysłową. To ponad dwa kilometry prowizorycznie utwardzonej drogi, ciągnącej się przez mokradła wzdłuż torów. Trasa w sam raz dla miłośników off roadu.
W razie potrzeby karetka tędy nie przejedzie. Nawet straż nie dojechała, kiedy dwa lata temu na działkach palił się dom. Ostatnie grudniowe opady śniegu na parę dni odcięły całą rodzinę od miasta.
– Mam dwoje dzieci. Uczą się w „piętnastce”, przy Wincentego Pola – opowiada Łyszczyszarz.
– Do tej pory chodziły przez przejazd na Sielecką, bo tam jest najbliższy przystanek autobusu i jechały do szkoły. Ja nie zawsze mam czas, żeby je odwozić i przywozić, zresztą po kilku miesiącach jeżdżenia Przemysłową auto by mi się rozleciało. Teraz będą musiały iść po tej drodze na Bakończyce. Przez błoto, dziury, obok krzaków, a obecnie wcześnie robi się ciemno.
– Żyjemy jak na końcu świata. Zakupy robimy aż na Batorego, bo to najbliższy sklep. Nawet śmieci nie odbierają, bo nie mogą dojechać – wtrąca się żona Łyszczyszarza i pokazuje rząd wypełnionych worków przed bramą.
– Trzy lata temu jeszcze mieliśmy nadzieję. Nawet pisaliście o tym w „Życiu Podkarpackim” – mówi i wysyła męża po gazetę.

fot.Jacek Szwic
4 stycznia przejazd został zlikwidowany.
Faktycznie. W listopadzie 2019 roku na łamach naszego tygodnika ukazał się materiał zatytułowany optymistycznie „Do ulicy Stawowej znów można dojechać”.
Autor opisał w nim problemy mieszkańców z dojazdem, a na koniec zacytował rzecznika, który w imieniu urzędu miasta obiecywał, że „do 31 grudnia 2022 roku mieszkańcy będą mogli się cieszyć nową, przejezdną drogą”.
Dwie godziny po tej rozmowie od strony Bakończyc nadjeżdża drezyna z niewielkim dźwigiem na przyczepie i zatrzymuje się przed przejazdem. Pracownicy w żółtych kamizelkach zaczynają go demontować. Betonowe płyty wypełniające przestrzeń między torami lądują na przyczepie. Znika szlaban wraz ze słupkami.
Od tego momentu przejście lub przejeżdżanie przez tory jest zabronione. Skończył się termin umowy dzierżawy. Łyszczyszarz oddaje klucze pracownikowi kolei, podpisuje protokół i wraca do domu, żeby pokazać grubą teczkę z dokumentacją całej historii starań, jakie w 2019 roku czynili on i kilkunastu właścicieli pól, do których nie mogli dojechać.
Niektórzy wydzierżawili od miasta po kilkanaście hektarów. Teraz, po likwidacji przejazdu, znowu są w kropce. Chcąc dojechać na swoje pola, muszą nadkładać kilometrów.
– Wydzierżawiłem spory kawałek, płacę podatki i niech mi ktoś pokaże, jak ja teraz mam dojechać ciężkim sprzętem? Którędy? – denerwuje się jeden z właścicieli.
Zapytaliśmy, jakie jest stanowisko urzedu w tej sprawie.
„Wiadomo już od jakiegoś czasu, że przejazd, którym się poruszali mieszkańcy tego terenu, został całkowicie zamknięty, więc nie da się tego zmienić. Jedynym wyjściem jest zapewnienie innego dojazdu, który teoretycznie istnieje, ale w praktyce będzie wymagał nakładów finansowych, aby poruszanie się nim odbywało się bez problemu. Decyzją prezydenta miasta zostanie udrożniony taki przejazd przez ulicę Ułańską, w kierunku ulicy Stawowej. Takie prace chcemy rozpocząć na wiosnę” – brzmi treść odpowiedzi z magistratu.
– Ja już nie wierzę w te obietnice – Łyszczyszarz komentuje odpowiedź.
– Proponuję, żeby obaj prezydenci wsiedli do niedawno kupionego dla urzędu auta terenowego i spróbowali dojechać do mnie ulicą Ułańską i Stawową – kończy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze