Niedawno w izraelskiej prasie opublikowano fotografie mężczyzny, który w Przemyślu podczas wojny uratował kilkanaście osób narodowości żydowskiej. W nieznanym miejscu, w jednej kryjówce, kilkanaście osób doczekało wyzwolenia. Choć sprawiedliwym był pochodzący z Nehrybki przemyślanin, historia ta (może poza kilkoma osobami) dotychczas nie była znana w Przemyślu.
Zaczęło się od tego, że mieszkająca w Izraelu Sara Wolf, wnuczka jednego z uratowanych, wiedziała, że jej pochodzący z Brzozowa dziadek Chaim Feingold był przechowany w Przemyślu przez Ukraińca o nazwisku Riszko.
W wywiadzie, który Sara przeprowadziła z dziadkiem wiele lat temu, Chaim opowiadał o tym bardzo oszczędnie. Prawie żadnych szczegółów. Niedawno Sarze udało się cudem odnaleźć rodzinę Riszki aż w Nowej Zelandii. Były to jego dzieci ze związku z jedną z ukrywanych Żydówek.
Syn George, urodzony w 1944 roku, na tydzień przed wyzwoleniem Przemyśla i córka Eva, która urodziła się[paywall] dwa lata później, poza Polską, kiedy Riszkowie, już jako młode małżeństwo, czekali na wizy wjazdowe do krajów nowego świata. Sara odnalazła też potomków kilku innych osób z rodzin Dornbuschów i Czuperów, również ukrywanych przez Riszkę. Pozostały jeszcze do odnalezienia rodziny kilku osób, które są znane jedynie z imienia.
O Riszce wiadomo, że miał na imię Włodzimierz albo Wołodymyr. Urodził się w 1913 roku, był synem Andreja i Ewy, którzy mieszkali w Nehrybce. Jego matka prowadziła przed wojną trafikę w Przemyślu, dzięki licencji udzielonej jej za zasługi wojenne nieżyjącego męża. Riszko był grekokatolikiem.
Przed wojną podobno miał sklep gdzieś na Wilczu albo na Garbarzach. Jak doszło do tego, że poznał swoją przyszłą żonę? Renee (Ryfka), z domu Schildkraut, nie pochodziła z Przemyśla, ale z Dęblina. Tam była świadkiem wymordowania całej swojej dużej rodziny. Przeżył tylko jeden brat – Sol, po przejściu kilku obozów.
Sama uciekła z Dęblina podczas kolejnej „akcji”, wsiadając w pierwszy lepszy pociąg, który – jak się okazało – jechał w kierunku Lwowa. W czasie podróży została rozpoznana w pociągu i wydana Niemcom. Aresztowana trafiła do więzienia przy Rokitniańskiej w Przemyślu. Połowa grupy, z którą była aresztowana, została rozstrzelana, a pozostałych po przekupieniu Niemcy zwolnili i odesłali do getta.
O dopisanie Ryfki do listy wykupionych zabiegał właśnie Feingold, który dostarczał posiłki dla żydowskich aresztantów z gettowej kuchni i to on poznał Renee ze swoim znajomym Riszką, który już ukrywał kilku Żydów, do których wkrótce dołączyła Renee. Niedługo potem w kryjówce pojawili się następni i do wyzwolenia doczekało szesnaście osób.

George i Eva podczas pobytu w Przemyślu w 2000 roku.
Między Riszką i Renee nawiązał się romans. Kiedy w lipcu 1944 roku front zbliżał się do Przemyśla, ona już była w dziewiątym miesiącu ciąży. Ponieważ w kryjówce nie było warunków do porodu, Riszko zaprowadził ją na Winną Górę, do swojej znajomej Anieli Stapińskiej, która pod coraz bardziej nasilającym się ostrzałem akuszerowała przy porodzie pierworodnego.
Kilka dni później, po przejściu frontu, wiadomość o szczęśliwym porodzie dotarła do pozostałych ukrywających się, którzy złożyli się na prezent dla małego Jerzego (Georga). Po wojnie Riszkowie, już jako małżeństwo, przez pewien czas mieszkali przy ulicy Reymonta 48.
Potem wyjechali z kraju do Budapesztu, gdzie urodziła im się córka Eva (imię po matce Riszki). Następnie przez Wiedeń wyjechali do Nowej Zelandii. Tam, w zupełnie obcym świecie, jako rodzina mieszana ukraińsko-żydowska nie mieli lekko. Riszko w Nowej Zelandii pracował jako prosty robotnik, ale wraz z żoną zadbali, aby ich dzieci otrzymały wyższe wykształcenie.
Renee Riszko (zmarła w 2009 roku) przyjechała do Przemyśla jedyny raz w 1990 roku z dziećmi (Riszko nie żył już od 1978 roku). Byli wtedy w Nehrybce, gdzie Riszkowie mieszkali krótko po urodzeniu George’a, przed zamieszkaniem na Reymonta.
W 2000 roku George z Evą byli jeszcze raz w Przemyślu. Wtedy odwiedzili panią Anielę Stapińską (już nie żyje), która w domu na Winnej Górze przywitała na świecie George’a i nazywała go „moje dziecko”. Byli też w Nehrybce.
Historia ta ma wiele luk i zagadek. Renee i Włodzimierz przed śmiercią bardzo oszczędnie opowiadali o tamtych, strasznych latach, czemu trudno się dziwić. Włodzimierz bardzo słabo mówił po angielsku, a ich dzieci nie mówiły po polsku. Renee po traumatycznych przeżyciach nie była wylewna. Aniela Stapińska też niewiele przekazała swoim bliskim.
W Przemyślu ta historia zupełnie nie jest znana. Dzisiaj niewiele osób pamięta lata okupacji i tuż po wyzwoleniu, więc trudno pewne fakty zweryfikować. Choćby adres Reymonta 48, trudny do ustalenia po zmianie ulic i rozbudowie miasta. Dom, w którym mieszkali Riszkowie, był wielokrotnie przerabiany, a jedną jego część zupełnie rozebrano i dzisiaj ma adres Mierosławskiego 25.
Z opowiadań dzisiejszych mieszkańców wynika, że dawno temu była w nim piekarnia. Czy tam lub w pobliżu Riszko urządził kryjówkę, w której mogłoby przebywać szesnaście osób? Pytań jest więcej. Co stało się z jego matką i gospodarstwem, które mieli w Nehrybce? Wreszcie, jak potoczyły się losy innych, których ukrywał?
Być może ktoś z naszych czytelników ma jakieś informacje na ten temat i zechce się nimi podzielić.
***
Przygotowując tekst, wykorzystałem materiały zebrane przez Łukasza Biedkę oraz pochodzące z archiwum dzieci Riszków, a także informacje od aktualnych mieszkańców domu przy Mierosławskiego 25.

Dom przy Mierosławskiego 25 (dawna Reymonta 48), widziany od strony Sybiraków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Kolejne potwierdzenie, ze w naszym regionie pomocy w czasie wojny udzielali Żydom mieszkańcy pochodzenia ukraińskiego.Ale to już norma.Zdarzały sie też wyjatki
To że człowiek jest uczciwym,porządnym nie ma nic wspólnego z narodowością, pośród Ukraińców jak w każdej innej narodowości byli, są i będą właśnie tacy jak i najgorsi zwyrodnialcy. Przecież są dowody na mordowanie Żydów na terenie obecnej Ukrainy zarówno przez cywili jak i formacje policyjno-wojskowe złożone z Ukraińców . Strzelali jak do kaczek,czy mordowali czym tylko się dało. Ukraińcy często stanowili obsadę oddziału strażniczego w obozach koncentracyjnych. I to są fakty. W tym przypadku mamy dowód na człowieczeństwo mieszkańca Przemyśla pochodzenia ukraińskiego, dzisiejsi mieszkańcy Przemyśla pochodzenia ukraińskiego powinni być z tego faktu dumni. Problem leży moim zdaniem w czym innym, dzisiaj nie możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności osób bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie z racji tego że one wymarły. Po pierwsze sami Żydzi musieli by podać prawdziwą ilość wymordowanych po drugie o ile to możliwe należałoby ustalić personalnie nazwiska mordujących, wbrew pozorom to wcale nie było trudne w latach powojennych,ludzie doskonale wiedzieli kto co robił w czasie wojny. Tymczasem Żydzi na wymordowanych swoich rodakach stworzyli biznes zwany holocaustem a poszczególne narody nie były zainteresowane obwinianiem własnych obywateli. Skutki mamy jakie mamy. Jest jeszcze problem Żydów którzy zostali uratowani za pieniądze i kosztowności przekazane tym którzy ich ukrywali , nie czuli oni wdzięczności uważając że za swoje uratowanie zapłacili ogromną cenę. A ci ratujący nie mieli chęci do przyznania się do swojej "bezinteresowności". Nie uproszczaj Tadeusz tematu który jest skomplikowany.
Mnie interesuje własne podwórko czyli nasze miasto i nasz region.Tutaj zjawisko pomaganiz Żydom w czasie wojny było norma wśród mieszkańców naszego miasta ale pochodzenia ukraińskiego.A co było na swiecie i dlaczego bija murzynów to tematy dla wielkiej polityki.Nasze realia są najważniejsze a reszta to bzdety zbytnio nie wpływające na nasze życie.
W naszym regionie pomocy Żydom udzielali również Polacy, osobiście oraz AK. Poza tym duża część Ukraińców kolaborowała z Niemcami w czasie okupacji: bramy powitalne, przejęcie administracji, wysługiwanie się Gestapo. Niestety oprócz Sprawiedliwych Ukraińców, było dużo Ukraińców, którzy osobiście mordowali Żydów lub wydawali Polaków i Ukraińców ukrywających Żydów. I są na to źródła, tylko trzeba być obiektywnym.
Na pewno nie pochodzisz z Przemyśla.Jacy Polacy pomagali?Osobiście mordowali Żydów mieszkańcy naszego miasta przeprawiający Żydów w latach 39-41 przez San z Zasania do Miasta i nie byli to UkraińcyW 1941 roku masowo witali Niemców wszystkie narodowości zamieszkujące Przemyśl prócz Żydów. To było jak wyzwolenie.A gdzie sa źródła skoro na nie się powołujesz.
Niestety , należysz do tych przedstawicieli mniejszości ukraińskiej których nie stać na obiektywizm. Ja o tym wiem od dawna, jak piszę w takich wątkach to tylko po to aby obnażyć Twój sposób myślenia co może być pomocne czytającym.Nie pomagasz Tadeuszu idei pojednania i wszystko na to wskazuje że robisz to celowo.
Daj sobie spokój.Nie masz żadnych argumentów i wiedzy postanowiłeś judzić tym razem na tle narodowościowym../typowe dla propagandzistów/Nic nie wiesz o faktach a znasz jedynie propagandowe slogany oparte jedynie na życzeniach a nie zdarzeniach.Jak trochę się nauczysz to zapraszam do dyskusji.Jak na razie jesteś tylko dyletantem
Jak piszesz Tadziu zdarzały się wyjątki jak w każdym narodzie. ????
W każdym narodzie są szuje i oprawcy jak i ludzie wspaniali tak jak dzisiaj ale najważniejsze jak jest się Polakiem z urodzenia dbać o własne podwórko jak o rodzinę a kto podniesie miecz na rodzinę to trzeba mu tą rękę odrąbać proste i sprawiedliwe...
Dane są łatwo dostępne.https://muzeumulmow.pl/pl/ratujacy/podkarpackie/
Tadeuszu, pochodzę z okolic Przemyśla. To nie jest miejsce, abym Ci wykładał historię. Wystarczy poszukać: literatura, źródła lokalne, źródła z instytucji (akurat ja miałem do nich dostęp). Poza tym proste zrozumienie historii. Wielu Ukraińców współpracowało z Niemcami: Wrzesień 1939 r., lata 1941-1944 r. Mieli złudne nadzieję, na budowę Ukrainy przy boku III Rzeszy. No, Niemcy to wykorzystali... a Ukraińcy byli naiwni. Współpraca Niemców z Ukraińców skutkowała prześladowaniem Polaków i Żydów.
Za tego rodzaju dane chwała, ale musimy miec na względzie i to, że są one niepełne i, prawdopodobnie, takimi już pozostaną. Ratowaniem Żydów zajmowało się znacznie więcej osób, ale ci "nieobecni" nigdy się tym nie chwalili, bądź świadomie zabrali prawdę ze sobą do grobu. Między innymi dlatego, że ukrywanie żyda w czasie okupacji przez, niestety, bardzo wielu naszych rodaków było (dla wielu wciąż jest) wręcz... zbrodnią, zdradą narodu, wiary itd. Dlatego też, już po wojnie, liczni dziadkowie i rodzice nie puścili przysłowiowej pary z gęby swoim dzieciom, wnukom, krewnym, sąsiadom. Wielu ocalonych - na wyraźną prośbę swoich wybawców - też milczało. Sam mam znajomego, którego ojca uratowali szkolni koledzy, przyjaciele z "parafii", szmuglując go z zajętych już przez Niemców Bakończyc na Zasanie, gdzie przez blisko trzy lata obrońca Warszawy z września 1939 roku ukrywał się u polskiej rodziny w jednej z kamienic. On przeżył, ale jego brat, na dwa tygodnie przed wkroczeniem Rosjan, w lipcu 1944r. został rozstrzelany przez gestapo za sprawą donosu pewnego "patrioty'' i płomiennego chrześcijanina, który połasił się na litr spirytusu...
Do JP. Jestem zainteresowany sprawą uratowanego. Proszę o kontakt w redakcji.
Nie wiem, Jacku, czy rodziny tych, którzy z narażeniem życia ratowali swojego szkolnego kolegę, będą zadowolone z upublicznienia historii swoich krewnych. Za kilka miesięcy powinienem to zweryfikować i wtedy dam Ci znać. [ Mam nadzieję, że nie usłyszę "Uchowaj Boże, niech pan o mojej matce nie pisze, bo co by ludzie powiedzieli, że Żyda ukrywała?! Życia bym u sąsiadów nie miała" - jak mi się kiedyś oberwało.
Do JP. Skoro mnie "rozgryzłeś" to pewnie wiesz, że już długo w tym temacie siedzę i jakoś nikt nie narzekał, że ujawniłem jego rodzinne tajemnice. Bardzo rzadko spotykałem się z odmową podzielenia się rodzinnymi historiami. Natomiast uważam, że dokumentowanie takich historii jest, jak najbardziej potrzebne. Czekam, więc na na sygnał. J.S
Kolejne potwierdzenie, ze w naszym regionie pomocy w czasie wojny udzielali Żydom mieszkańcy pochodzenia ukraińskiego.Ale to już norma.Zdarzały sie też wyjatki
To że człowiek jest uczciwym,porządnym nie ma nic wspólnego z narodowością, pośród Ukraińców jak w każdej innej narodowości byli, są i będą właśnie tacy jak i najgorsi zwyrodnialcy. Przecież są dowody na mordowanie Żydów na terenie obecnej Ukrainy zarówno przez cywili jak i formacje policyjno-wojskowe złożone z Ukraińców . Strzelali jak do kaczek,czy mordowali czym tylko się dało. Ukraińcy często stanowili obsadę oddziału strażniczego w obozach koncentracyjnych. I to są fakty. W tym przypadku mamy dowód na człowieczeństwo mieszkańca Przemyśla pochodzenia ukraińskiego, dzisiejsi mieszkańcy Przemyśla pochodzenia ukraińskiego powinni być z tego faktu dumni. Problem leży moim zdaniem w czym innym, dzisiaj nie możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności osób bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie z racji tego że one wymarły. Po pierwsze sami Żydzi musieli by podać prawdziwą ilość wymordowanych po drugie o ile to możliwe należałoby ustalić personalnie nazwiska mordujących, wbrew pozorom to wcale nie było trudne w latach powojennych,ludzie doskonale wiedzieli kto co robił w czasie wojny. Tymczasem Żydzi na wymordowanych swoich rodakach stworzyli biznes zwany holocaustem a poszczególne narody nie były zainteresowane obwinianiem własnych obywateli. Skutki mamy jakie mamy. Jest jeszcze problem Żydów którzy zostali uratowani za pieniądze i kosztowności przekazane tym którzy ich ukrywali , nie czuli oni wdzięczności uważając że za swoje uratowanie zapłacili ogromną cenę. A ci ratujący nie mieli chęci do przyznania się do swojej "bezinteresowności". Nie uproszczaj Tadeusz tematu który jest skomplikowany.
Mnie interesuje własne podwórko czyli nasze miasto i nasz region.Tutaj zjawisko pomaganiz Żydom w czasie wojny było norma wśród mieszkańców naszego miasta ale pochodzenia ukraińskiego.A co było na swiecie i dlaczego bija murzynów to tematy dla wielkiej polityki.Nasze realia są najważniejsze a reszta to bzdety zbytnio nie wpływające na nasze życie.