– Ludzie po cichu spalają na działkach liście czy odpady zielone, łamiąc obowiązujące przepisy, a potem mieszkający w sąsiedztwie mają mieszkania pełne dymu, który wchodzi do pomieszczeń przez okna podczas wietrzenia. Jesienią to nagminne – zaalarmowała nas Czytelniczka.
Mieszkanka bloków ul. I Armii Wojska Polskiego zwróciła się do redakcji z apelem, by nagłaśniać tego typu sytuacje i regularnie przypominać o obowiązującym na terenie ogrodów działkowych bezwzględnym zakazie spalania gałęzi i liści oraz innych odpadów, o czym zresztą prezesi tychże informują, wywieszając stosowne komunikaty na tablicach ogłoszeń i podając daty odbioru śmieci z działek w poszczególnych miesiącach. Od alarmującej nas o problemie przemyślanki usłyszeliśmy, że dym wdzierający się do mieszkań bloku, w którym mieszka, pochodzi jej zdaniem z ogródków przy Bakończyckiej. – Czy w obecnych, trudnych czasach epidemii trzeba zawracać głowę straży miejskiej, żeby interweniowała w takich sprawach? – pyta kobieta, dodając zaraz, że o pomoc strażników w kwestii czystego powietrza już prosiła, ale problem nadal jest.
– Tego typu sygnały do nas docierają i w tych sprawach regularnie interweniujemy. Spalanie odpadów, nawet jeśli są to odpady roślinne, jest zakazane – mówi komendant Straży Miejskiej w Przemyślu Jan Geneja. – Odpady zielone powinny być gromadzone i przekazywane do odbioru przez odpowiednie służby. W tym przypadku albo do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów, albo pozostawione w workach do odbioru przez pracowników Zakładu Gospodarki Komunalnej – dodaje, przypominając jednocześnie, że straż miejska na spalającego takie odpady może nałożyć mandat w wysokości[paywall] do 500 złotych, a nawet skierować sprawę do sądu, co w efekcie może skutkować nałożeniem o wiele dotkliwszej grzywny. – Jeśli zaś mowa o mieszkańcach bloków przy I Armii Wojska Polskiego, to często odbieramy o nich sygnały o spalaniu niedozwolonych odpadów, tymczasem rzecz dotyczy znajdującej się w pobliżu byłej fabryki mebli. Tam jest stara kotłowania, z nisko położonym kominem, bloki przy I Armii WP są od niego wyższe, stąd problem. Prowadziliśmy tam kontrolę łącznie z inspektorem ochrony środowiska i okazało się, że wykorzystują wyłącznie certyfikowany węgiel. Były nawet sprawdzane parametry pieca przez nadzór budowlany i nie ma żadnych podstaw do interwencji, bo wszystko jest w porządku. Taki, a nie inny system grzewczy tam wykorzystywany, powoduje po prostu, że dym z komina leci w kierunku mieszkań znajdujących się w pobliżu – wyjaśnia J. Geneja.
Ognisko tak, ale zorganizowane w bezpieczny sposób
Warto temat uściślić, dodając, że palenie na działkach ognisk zabronione nie jest. Jeśli używamy suchego drewna do pogrzania sobie kiełbasy, nie musimy się obawiać konsekwencji, ale spalanie odpadów typu liście czy gałęzie jest zakazane. Sprawca musi być jednak przyłapany na gorącym uczynku. – Jeśli odpowiednio szybko zostaniemy poinformowani o podejrzeniach spalania odpadów na terenach zielonych i potwierdzimy na miejscu taką sytuację podczas interwencji, mamy pole do działania. Ale jeśli jest już po fakcie, a palenisko jest zgaszone, trudno komuś udowodnić winę – tłumaczy komendant.
Bywają sytuacje, że strażnicy – poinformowani o paleniu odpadów na działkach – jadą na miejsce, a tam sytuacja się nie potwierdza. – Zdarzało się, że odbieraliśmy sygnały o spalaniu odpadów na terenie miejskich ogródków, a podczas interwencji się okazywało, że problem jest, ale na działkach w Prałkowcach, a więc poza terenem granicznym miasta, gdzie straż miejska nie może już interweniować. Staramy się zawsze ludzi uświadamiać i jeśli rzeczywiście nakryjemy kogoś na paleniu liści czy zielonych odpadów, polecamy takie palenisko zgasić, zatem nie wszystkie interwencje kończą się sankcjami, ale jeśli ktoś jest wyjątkowo oporny, kierujemy sprawę do sądu – dodaje J. Geneja.

fot.archiwum ŻP
– Jeśli odpowiednio szybko zostaniemy poinformowani o podejrzeniach spalania odpadów na terenach zielonych i potwierdzimy na miejscu taką sytuację podczas interwencji, mamy pole do działania - mówi Jan Geneja, komendant SM w Przemyślu.
– Kodeks karny normuje taką sytuację. Jest w nim zapis, który mówi, że ten, kto nie udostępnia pomieszczenia celem kontroli organom odpowiedzialnym za przestrzeganie przepisów dotyczących ochrony środowiska, podlega karze. A takim organem jest strażnik miejski, dokonujemy kontroli palenisk domowych na podstawie zezwolenia wydanego przez prezydenta miasta – wyjaśnia J. Geneja.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Debile, to wbrew nauce. Podczas spalania resztek roślin wytwarza sie dwutlenek węgla i woda. Dwutlenek węgla służy roslinom do życia!!!!
U tej mieszkanki bloków przy ul.Armii Wojska Polskiego,rodzice palili starymi gumiakami w piecu,aby zasmarkanej mieszkańce ugotować mamałygę.
Powalone przepisy, nawet ogniska nie można zapalić i upiec kiełbasy, masakra! Gorzej niż za PRL to nie państwo to dyktatura!
Mieszkańcy bloków to gnoje i nieroby, nic nie potrafią nic im się nie chce a narzekają na tych którzy lubią ogrodnictwo i porządek na działce.
Wywożenie liści w workach foliowych, kolejny durny pomysł i znowu komulacja produkcji śmieci foliowych. Spalić liście to chyba bardziej ekologiczne podejście?
Przyjechała wieśniara do bloku i paniusię zgrywa ,a sama kiedyś ogniska paliła i wpierniczała kiszkę popijając wodę ze studni
Na Grunwaldzkiej na wysokości os. Warneńczyka i Wieniawskiego nie można wogóle otworzyć okna o tej porze roku bo bez przerwy ktoś pali liście i śmiecie z pobliskich działek
To sobie upiec w domu wtedy nie będziesz miał dyktatury
Debile, to wbrew nauce. Podczas spalania resztek roślin wytwarza sie dwutlenek węgla i woda. Dwutlenek węgla służy roslinom do życia!!!!
U tej mieszkanki bloków przy ul.Armii Wojska Polskiego,rodzice palili starymi gumiakami w piecu,aby zasmarkanej mieszkańce ugotować mamałygę.
Powalone przepisy, nawet ogniska nie można zapalić i upiec kiełbasy, masakra! Gorzej niż za PRL to nie państwo to dyktatura!