Reklama

W Korzenicy widać gospodarską rękę

22/10/2017 11:00

Rozmowa z Józefem Skrzypkiem, sołtysem Korzenicy – niedużej wsi leżącej w gminie Laszki, zwycięzcą plebiscytu Życia Podkarpackiego na najlepszego sołtysa.

Sołtys Korzenicy nie narzeka na brak zajęć. Działa w miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Pełni w niej funkcję gospodarza. Jest prezesem korzenickiego LKS, delegatem do Izby Rolniczej. Pracuje zawodowo i razem z żoną prowadzi 35-hektarowe gospodarstwo. – Całe dni mam zajęte, ale da się to wszystko pogodzić. Ważne, że przynosi satysfakcję i tylko satysfakcję, bo innych korzyści nie ma – przyznaje. – Dzięki tym funkcjom poznałem wielu ludzi. Po ogłoszeniu wyników plebiscytu odezwali się znajomi nie tylko z Korzenicy. Cieszyli się z wygranej. Okazało się, że głosowali na mnie nie tylko nasi mieszkańcy. Dziękowałem wszystkim – wspomina[paywall].

Reklama

W sołtysowaniu nie ma rutyny

– W pracy na rzecz wsi nie ma schematów. Tu nie można działać rutynowo. Przychodzą nowe wyzwania, pojawiają się kolejne problemy. Nasi mieszkańcy nie podejmują decyzji pochopnie, ale jak już zdecydują, można na nich liczyć. Wieś się zmienia. Po okresie próżni coraz więcej ludzi interesuje się życiem swojej miejscowości. Młodzi wracają. Tu budują domy. Bez nich wioska się nie rozwija. Zmierza do zagłady. Mieszkańcy teraz inaczej podchodzą. Część z nich uważa, że jeśli płaci podatki, to im się należy. Na szczęście to są jednostki. Większość dba o swoją miejscowość, a pracy jest sporo. Borykaliśmy się z drogami wiejskimi. Teraz przychodzą remonty. Mamy problem z bobrami, które osiedlają się w rowach melioracyjnych. Zawsze jest coś do zrobienia i sam sołtys nic by nie poradził, gdyby nie stali za nim mieszkańcy. Rada sołecka, radni gminni i mieszkańcy muszą działać razem. Inaczej się nie da – mówi J. Skrzypek.

Reklama

Zadbana wieś

Rozmawiamy z sołtysem Korzenicy podczas zwiedzania wsi.

– To wieś typowo rolnicza, licząca około 130 gospodarstw. Słabe gleby. Od strony Laszek i Lubaczówki ziemie lepsze, ale znowu podmokłe. Gospodarstwa rozdrobnione. W sąsiedztwie sporo lasów. Za to są grzyby. Korzenica nie jest wsią popegeerowską. Zawsze były tu indywidualne gospodarstwa. Działała też spółdzielnia rolnicza. Mieszkańcy pracują głównie w Jarosławiu, trochę w Radymnie. Mamy wodociąg, kanalizację, wszystkie media. Przez wieś biegnie światłowód. Już byliśmy na spotkaniu w sprawie rozbudowy tej sieci – opowiada sołtys.

– Mamy szkołę. W tym roku pani dyrektor wystąpiła z inicjatywą, żeby otworzyć publiczne przedszkole 10-godzinne, żeby pracujący rodzice mogli spokojnie zostawić dzieci. Przygotowała projekt na dofinansowanie unijne. Prawdopodobnie uzyska te pieniądze. Czesne będzie zerowe albo z minimalną odpłatnością. Już zgłosiło się około 17 dzieci. Również z innych miejscowości. Mamy dobrze położoną szkołę i przedszkole. Jest duży plac zabaw i boisko. Można z dziećmi wyjść na spacer, przejść pół wioski bocznymi drogami w spokoju. Jesteśmy przygotowani na około 20 dzieci, ale jeśli będzie potrzeba, przyjmiemy więcej – kontynuuje.

Chodnik obok szkoły omija potężnego dęba. Obok świeżo odnowiony krzyż pańszczyźniany postawiony z okazji zniesienia pańszczyzny. Po drugiej stronie drogi świetlica wiejska z remizą. – Rozpoczęliśmy jej termomoderniację. Dzięki współpracy z niemiecką gminą dostaliśmy robura dla OSP. Odbieraliśmy go uroczyście we Wrocławiu. Po 10 latach zamieniliśmy go na średni wóz bojowy. Dla nas wystarczy. Jest mnóstwo planów. Na przykład remont boiska sportowego. Dostaliśmy na nie działkę z agencji za symboliczną złotówkę. Było pole orne. Mamy drewnianą szatnię, a chcemy wybudować taką z prawdziwego zdarzenia i boisko wyrównać. Są kolejne drogi do zrobienia – opowiada sołtys o mijanych obiektach.

– Materiały były zgromadzone w gospodarstwach. Przez trzy dni powstały mury. Tak w 1977 roku wybudowaliśmy nasz kościółek. Przystanek kolejowy też wybudowaliśmy społecznie. Dbamy o cmentarz z pierwszej wojny światowej. Wiosną 1915 roku były tu ciężkie walki. Potem wojska odeszły, a zabitych grzebali mieszkańcy. 71 zbiorowych mogił, w których spoczywają żołnierze niemieccy, rosyjscy i austro-węgierscy. Tu też trzeba byłoby drogę poprawić. Wyznaczyliśmy kilkanaście działek budowlanych. Trzy już zostały sprzedane. Miejsce fajne. Blisko natury. Do Jarosławia też niedaleko. To raptem 18 kilometrów. Mamy 280 hektarów lasu, około 60 hektarów pastwisk. Część można by zalesić, ale utrzymanie młodego lasu pociąga spore koszty – sołtys ciągnie opowieść o swojej wsi.

Mijamy nowe domy oraz miejsca ważne dla lokalnej społeczności. W plątaninie dróżek można się zagubić. Wieś sprawia wrażenie zadbanej. – To zasługa wielu ludzi. Sam sołtys nic nie znaczy – mówi J. Skrzypek. – A do zrobienia mamy jeszcze sporo – dodaje.
erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama