Nie ma co ukrywać: jakikolwiek innych rezultat spotkania w Rzeszowie niż pewne zwycięstwo gospodyń, byłoby nie lada sensacją. I SPR Handball mecz wygrał bardzo pewnie, ale z całą pewnością młodziutki zespół JKS Sanu wstydu nie przyniósł. A należy pamiętać, że w ich szeregach nie mogła wystąpić kontuzjowana liderka Hanna Szczotka.
Jakiż to sport potrafi być przewrotny, ale i perfidny. Jeszcze niedawno cały rzeszowski team z wypiekami na twarzach przyjeżdżał do hali MOSiR w Jarosławiu, by z podziwem oglądać jarosławskie szczypiornistki w walce z superligowymi rywalkami. Teraz to rzeszowianki mogą być mianowane jako… profesorki dla jarosławskiej drużyny. SPR Handball to przecież główny kandydat do gry w barażach o miejsce w Lidze Centralnej.
Jeśli wziąć pod uwagę występ zespołu kierowanego przez trenerski duet Valiantsina Kozimur – Regina Hołowaty w Radzyminie z tamtejszym ROKiS Marcovią Marki i porównać go z prezencją w Rzeszowie, poziom zaangażowania, woli walki, ambicji i serca włożonego w grę był z wyższej półki.
To prawda, rzeszowianki nie dały większych szans rywalkom, ale wcale nie mogły grać na pół gwizdka. Prowadziły całe spotkanie, ale na wiele ich kombinacyjnych akcji, jarosławianki były w stanie odpowiedzieć. Niemal do 40. min gra była w miarę wyrównana. Kto wie, jakby wszystko wyglądało, gdyby po parkiecie mogła biegać H. Szczotka... Warto dodać, że pierwsze spotkania w jarosławskim zespole rozegrały: Paulina Galas, Aleksandra Dębiak i Aleksandra Pazdro. Ostatecznie zakończyło się na 9-bramkowej porażce, która w porównaniu z niepowodzeniem w Radzyminie różnicą 22 bramek (50:28), jawi się jako naprawdę solidny występ, owoc coraz większej pracy wkładanej podczas treningów i nadzieja na – być może – jeszcze lepsze pojedynki JKS Sanu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze