Stanisław Sawa, rolnik ze Skołoszowa, może być przykładem, że warto oddać nie swoje, a o swoje walczyć do końca. Niedawno usłyszeliśmy o nim, gdy oddał ponad 400 tys. zł, które omyłkowo wpłynęły na jego konto. Teraz udało mu się odzyskać odszkodowanie od wielkiej firmy ubezpieczeniowej, o które walczył trzy lata. Dostał prawie 300 tys. zł.
– Łaski nikomu nie robiłem. Oddałem pieniądze, bo nie były moje. Lubię je mieć, ale pod warunkiem, że są uczciwie zapracowane – mówi rolnik. – O odszkodowanie walczyłem, bo mi się należało. Opłaciłem dodatkowe składki. Zawarłem umowę z ubezpieczycielem. On jej nie dotrzymał – dodaje.
Te pieniądze wpłynęły na jego konto omyłkowo. W firmie, z którą współpracuje, ktoś się pomylił i na fakturach wysyłanych do kontrahentów wpisywał numer konta rolnika zamiast firmy. Wpłacane należności, zamiast do zakładu, trafiały do S. Sawy. W sumie nazbierało się 417 tys. zł. Gdy rolnik zorientował się, że doszło do pomyłki, która tak wzbogaciła jego konto, nawet nie czekał na to, aż firma się upomni. Oddał wszystko, a mógł odwlekać. Żądać gratyfikacji lub czekać, aż sąd mu nakaże zwrot pieniędzy.
– Z nieba mi te pieniądze nie spadły. Należały się zgodnie z zapisami w umowie ubezpieczenia. Odzyskanie ich zajęło trzy lata, zaangażowania sporej gotówki i mnóstwo czasu[paywall] – mówi S. Sawa. – Żona już przestała wierzyć, że dostaniemy odszkodowanie, ale chciałem doprowadzić do końca rozpoczętą sprawę – dodaje.
Chodziło o odszkodowanie za zniszczone buraki. Przed trzema laty rolnik wykupił dodatkowe ubezpieczenie, gwarantujące pokrycie zniszczeń spowodowanych nawalnym deszczem. I do takich opadów niszczących uprawę doszło. Potwierdziły to oględziny likwidatorów szkód. Ubezpieczyciel jednak nie miał zamiaru wypłacić pełnej rekompensaty. Jednym z przypuszczalnych powodów było to, że nawałnice przeszły wtedy nad znaczną częścią kraju i firma ubezpieczeniowa stanęła przed wypłatą znacznych odszkodowań. – Na ubezpieczenie wydałem sporą sumę. Opłaciłem dodatkowe składki. Liczyłem więc, że ewentualne straty pokryje odszkodowanie. Tak się niestety nie stało – mówi rolnik. Poszedł więc do sadu. Chodziło o 210 tys. zł odszkodowania za zniszczone buraki. W pierwszej instancji przegrał. Sąd uznał, że należy mu się zacznie niższa kwota. Odwołał się. Sąd Apelacyjny w Lublinie przyznał mu rację, zasądzając 205 tys. zł odszkodowania, do tego odsetki za zwłokę i zwrot kosztów sądowych poniesionych przez S. Sawę. Łącznie kwota przekroczyła 290 tys. zł. Wyrok jest już prawomocny.
Mimo złych doświadczeń z firmą ubezpieczeniową S. Sawa zapewnia, że nie ma zamiaru rezygnować z ochrony w formie ubezpieczeń. – Płacę duże kwoty, ale mam gwarancję. Nie można wychodzić z założenia, że nic złego się nie przytrafi, bo gdy do tego dojdzie, jest tragedia. Uważam, że każdy powinien zadbać o taką ochronę. Gdybym wtedy nie wykupił dodatkowego ubezpieczenia, miałbym problemy z utrzymaniem gospodarstwa. Podpierałem się kredytem. Teraz mogę go spłacić – mówi rolnik. Przyznaje jednak, że potrzeba wytrwałości, pieniędzy i czasu, by o swoje się upomnieć w przypadku, gdy po drugiej stronie jest duża firma. – Mam satysfakcję, że udowodniłem swoje racje. Najgorsze było oczekiwanie. Do końca nie wiedziałem, jak sprawa się zakończy. Dzisiaj stoję na stanowisku, że należy się ubezpieczać, a gdy dojdzie do problemów z odszkodowaniem, wytrwale dochodzić swojego – podsumowuje. Przyznaje też, że dużo zawdzięcza adwokatowi, który miał doświadczenia w podobnych sprawach.
Chociaż obie sprawy, czyli zwrot omyłkowo przelanych pieniędzy i odzyskanie należnych łączy tylko to, że przydarzyły się tej samej osobie, przychodzi myśl, że warto być uczciwym. Warto również do końca i wytrwale walczyć o swoje, pamiętając przy tym, żeby nikomu po drodze nie robić krzywdy.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.żałosny artykuł wcale nie prawdziwy
żałosny artykuł wcale nie prawdziwy