W Jarosławiu gościłem wielokrotnie. W większości, aby przeżywać i relacjonować sportowe wydarzenia. Koszykówkę, piłkę ręczną, piłkę nożną, tenis stołowy. Po raz pierwszy na tę ostatnią dyscyplinę wybrałem się jakieś 20 lat temu, do małej sportowej salki Kolpinga przy parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla, w której proboszczem był i jest do tej pory ks. prałat Andrzej Surowiec. Przez kolejne lata tenis stołowy rósł w siłę, by finalnie stać się jednym z największych ośrodków tej olimpijskiej dyscypliny sportu w Polsce. Przede wszystkim dzięki Kamilowi Dziukiewiczowi.
Nie chce mi się wymieniać wszystkich dotychczasowych sukcesów. Po co? Ci, co czytają ŻP, wiedzą, relacje są bowiem na bieżąco.
Ci, co nie wiedzą, nie zmobilizują się do analizy, bo ich to nie interesuje. Nie musi. Z gustami się nie dyskutuje i to szanuję. Ale już nie szanuję tych, którzy – nie mając o tym zielonego pojęcia – decydują o być albo nie być tej dyscypliny sportu.
„Jarosław Miastem Sportu” – takie hasło widnieje od lat m.in. w hali MOSiR przy ul. Sikorskiego. Jak najbardziej słusznie. Jestem cholernie zazdrosny, bo Jarosław w sporcie wyprzedził Przemyśl o lata świetlne. Obecnie, po Rzeszowie i Mielcu, jest trzecią sportową siłą na Podkarpaciu!
Zawsze myślałem, że to wypadkowa sumiennej pracy rzeszy działaczy i trenerów oraz umiejętność uczciwej współpracy na różnych szczeblach władzy i osób decyzyjnych. Bez waśni, sporów, szukania luk do załatwienia swoich interesów. Oczywiście i takie przypadki zapewne miały miejsce, ale summa summarum zawsze wygrywał sport.
Tymczasem… Nasz region, województwo, a nawet Polskę obiegła kuriozalna informacja, że oto w jarosławski sport z brudnymi buciorami wdarł się jakiś „intruz”. Bo jak inaczej zinterpretować wydarzenia z ostatniej sesji miejskiej rady, podczas której dzielono pieniądze na sport kwalifikowany?
Do dyspozycji był 1 mln 100 tys. zł. Rozdysponowano 845 tys. zł, zostawiając 255 tys. zł. Ponoć na gorsze czasy lub sytuacje nadzwyczajne. W komisji, która przyznawała dotacje, zasiadły trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Owoc ich prac parafował burmistrz Waldemar Paluch. Tego, jakie były zasady i kryteria rozdziału kasy, że powstały takie dysproporcje, nie wie nikt.
Sukcesy sportowe – bzdura. Klasa i szczebel rozgrywkowy – bzdura. Obecność na ogólnopolskiej arenie – bzdura. Rozsławianie Jarosławia – bzdura. Więc jakie?
Wciąż aktualny Drużynowy Mistrz Polski w tenisie stołowym Sokołów SA Jarosław, którym dowodzi wspomniany Kamil Dziukiewicz (także radny powiatowy w ramienia PiS), dostał 30 tys. zł (wnioskował o 194 tys. zł). Tyle samo co piłkarskie A-klasowe Przedmieście Jarosław (z całym szacunkiem dla tej ekipy).
Członkowie komisji rzucali monetą? A może wykazali się kompletną ignorancją i złośliwością? Może nie wiedzieli, że mają do czynienia z wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski, najbardziej rozpoznawalną jarosławską sportową marką w Polsce?
Ale skoro tak, co robili w tej komisji? Co robili, jeśli nie mieli prawa wydać z siebie nawet słowa, bo każde poświadczałoby o zwykłym dyletanctwie. Wygląda na to, że Dziukiewicz ukarany został za zaradność i operatywność. „Załatwiłeś” prywatnego sponsora – wypad. Tyle że podobnego ma I-ligowa siatkówka, która otrzymała 200 tys. zł (i bardzo dobrze, bo na to zasługuje!). Więc kolejne „kryterium” odpada.
A może jednak w grę weszły względy polityczne? Bo ten jest z jednej partii, inni z drugiej. I pierwszy z lubością dostał w łeb. Jeśli tak, zróbcie – panie i panowie radni – reset. Wara polityce od sportu! Macie rezerwę na gorsze czasy lub sytuacje nadzwyczajne. Takie już nadeszły! Sami je sprokurowaliście. Wycofajcie się z tego, by się doszczętnie nie skompromitować.
A zawsze myślałem, że sportowe sukcesy Jarosławia to wypadkowa sumiennej pracy i umiejętności uczciwej współpracy, bez waśni, sporów, szukania luk do załatwienia własnych interesów… Człowiek się jednak uczy przez całe życie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Współczesny tzw. sport, to biznes. Nie mam tu na myśli tych, którzy zajmują się nim dla zdrowia, bo wiadomo, że ćwiczenia fizyczne pozytywnie wpływają na funkcjonowanie naszego ciała. Ale żeby jeszcze za to komuś płacić, bo ... sławi jakąś miejscowość ? A ktoś prowadził jakieś badania nad wpływem tej "sławy" na pomyślność społeczeństwa? Zapytam wprost - jakie korzyści, i nie mam tu na myśli materialnych, bo tak myślą ci, którzy ze sportu uczynili biznes, ma przeciętny mieszkaniec tej czy innej miejscowości z sukcesów zwycięzców? Poza adrenaliną w organizmie kibiców, której wzrost niestety nie sprzyja zdrowiu, co mają pozostali? I ktoś się jeszcze burzy, że sport opanowała polityka ... tak było nawet w PRL.
"... jakie korzyści, i nie mam tu na myśli materialnych, bo tak myślą ci, którzy ze sportu uczynili biznes, ma przeciętny mieszkaniec tej czy innej miejscowości z sukcesów zwycięzców? ...". Pytanie do kogo kierujesz 39638 rekordów? Sprecyzuj! Wydaje mi się, że cierpisz, podaj powód twej frustracji, a najlepiej to pobaw się w berka. Słodkości życzę...
wszyscy zdrowi ? żądać z miejskiej kasy małego miasta 200 000 na "zawodowego ping ponga" gdzie na bocznych uliczkach i podwórkach jeszcze bywa że bieda zza rogu wygląda ? Jakie to "rozsławianie" miasta , jakie korzyści ? turyści kibice pingpongowi przyjadą ? czy nowi inwestorzy ?
Mariusz, dzis powinniście murem stanąć za zwolnionym z Nowin redaktorem Edwardem Miszczakiem...Kto wie, może jest szansa na konkurencyjny dla Nowin dziennik, a nie tygodnik...Do przemyslenia
Brawo, panie Redaktorze!
Współczesny tzw. sport, to biznes. Nie mam tu na myśli tych, którzy zajmują się nim dla zdrowia, bo wiadomo, że ćwiczenia fizyczne pozytywnie wpływają na funkcjonowanie naszego ciała. Ale żeby jeszcze za to komuś płacić, bo ... sławi jakąś miejscowość ? A ktoś prowadził jakieś badania nad wpływem tej "sławy" na pomyślność społeczeństwa? Zapytam wprost - jakie korzyści, i nie mam tu na myśli materialnych, bo tak myślą ci, którzy ze sportu uczynili biznes, ma przeciętny mieszkaniec tej czy innej miejscowości z sukcesów zwycięzców? Poza adrenaliną w organizmie kibiców, której wzrost niestety nie sprzyja zdrowiu, co mają pozostali? I ktoś się jeszcze burzy, że sport opanowała polityka ... tak było nawet w PRL.
"... jakie korzyści, i nie mam tu na myśli materialnych, bo tak myślą ci, którzy ze sportu uczynili biznes, ma przeciętny mieszkaniec tej czy innej miejscowości z sukcesów zwycięzców? ...". Pytanie do kogo kierujesz 39638 rekordów? Sprecyzuj! Wydaje mi się, że cierpisz, podaj powód twej frustracji, a najlepiej to pobaw się w berka. Słodkości życzę...