Adam Bobrowicz z Pasłęka na przykładzie wsi Gorajec opisuje życie ludności ukraińskiej w przedwojennej Polsce. „Tam jeszcze słychać szept modlitw i bicie cerkiewnych dzwonów” – odtwarza wydarzenia z życia dawnej wsi i ludzi, a przy okazji promocji książki 2 października spotkał się z czytelnikami i mieszkańcami w Stodole Chutoru Gorajec.
Inspiratorką wydania publikacji była żona Adama Bobrowicza – Irena, Ukrainka i gorajczanka z pochodzenia.
– Na przekładzie Gorajca chciałem opisać codzienne życie jej mieszkańców w okresie międzywojennym oraz w czasie II wojny światowej. Zdecydowaną większość stanowiła tam ludność pochodzenia ukraińskiego – mówił podczas spotkania autor książki Adam Bobrowicz.
Tytułowy szept modlitw i bicie[paywall] cerkiewnych dzwonów wskazuje, że to nie tylko losy mieszkańców, to wczucie się w świadectwo duchowej tożsamości przodków i próba wyjaśnienia ich pozostałości. Publikacja dokumentuje i ilustruje ciekawe miejsca, ważne wydarzenia, skomplikowane relacje narodowości, które żyły zgodnie obok siebie, ale nie razem. Autor wysnuwa historie na podstawie zapamiętanych opowiadań ojca Ireny, wspomnień z życia przedwojennego Gorajca zapisanych przez Eudokię Fil, zebranych wiadomości i pamiątek rodzinnych po byłych mieszkańcach wsi.
„Zebrane materiały często były w swojej treści rozbieżne. Polacy przedstawiają swoje wersje wydarzeń, Ukraińcy swoje. Niektórzy żyją dalej tym, co się wydarzyło 70 lat temu. Każda ze stron chce podkreślić cierpienie własnego narodu i broni się przed zarzutami, zdaniem ich niesprawiedliwymi” – czytamy we wstępie.
Autor wgłębia się w różnorodność narodów i wyznań, dlatego szczególne miejsce poświęca na opisy i zdjęcia okolicznych cerkwi, cmentarzy, pomników i wszelkich pozostawionych śladów, które są dziełem pracy rąk poprzednich pokoleń.
Na spotkaniu nie mogła się pojawić Irena Bobrowicz, która pomagał w powstaniu książki. We wstępie pisze: „Jestem córą Michała Tomków – gorajczanina oraz Anny Tomków z d. Babicka – ułazowianki. (...) Od paru lat chciałam upamiętnić życie przedwojennych mieszkańców Gorajca – rodzinnej wsi mojego taty. (…) tych, którzy mogli opowiedzieć nam coś naprawdę ciekawego, już niestety nie ma wśród nas. Ci, którzy są albo nie chcą mówić o tym, albo niewiele pamiętają. Są też i tacy, którzy nie przywiązują do dziejów swoich rodzin większej wagi. Zdjęcia, które otrzymaliśmy, mówią i wołają do nas, byśmy nie zapomnieli”.
Wydarzenie zgromadziło liczną część mieszkańców Gorajca, który ma ich dziś około 35.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.ŻYCIE MIESZKAŃCÓW GORAJCAMiejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.
Warto przeczytać i poznać historię swoich byłych sąsiadów, może człowiek wtedy więcej zrozumie?
@cudowni ludzie - po wsi zostało 5 kamiennych krzyży, w tym jeden jak na razie rozbity, kapliczka, pomnik ku pamięci pomordowanych rudczan i pomnik wybudowany przez rudczan na pamiątkę 10 odzyskania niepodległości + na obecną chwilę jedno gospodarstwo. To celem uściślenia rzeczywistości :)Dalsze uściślenia:Iwan Szpontak nie sformował sotni z gorajczan, tylko "Na przełomie lutego/marca 1944 roku wyprowadził 30-osobową grupę policjantów z Rawy Ruskiej do lasu i wraz z nimi wstąpił do UPA." Potem pojawił się w Gorajcu i wymordował tam mieszkających Polaków i tych co mu się sprzeciwiali. Zaczął następnie formować upowskie stonie w skład których wchodzili mieszkańcy pochodzenia ukraińskiego z całego regionu, gorajczanie byli jednymi z wielu. Trzon zawsze stanowiła ta 30stka, reszta to mięso armatnie składające się z lokalnych wieśniaków. Dlaczego Szpontak miał kryjówki blisko Gorajca? To proste, bo kwatera główna UPA była nieopodal łówczy, na Mołodowcach (stolica UPA - tak to miejsce do dziś nazywają). Niestety bunkry nie zdały egzaminu, na jesień zaczęły podchodzić wodą, zbyt podmokły teren i wynieśli się pod Werchratę na pagóry i okoliczna "obstawa' już dobrze umocowana została w okolicy łówczy. Najciekawsze jest to, że wielu uważa, że Gorajec był naszpikowany upowcami, podczas gdy oni przebywali w paru miejscach w okolicy, natomiast najbardziej naszpikowanymi miejscami w skrytki i upowców było Stare Brusno, które było zniszczone przez wojsko przy użyciu artylerii, bo nie można było tam wejść w żaden sposób. Sam Gorajec na otwartej przestrzeni był słabym miejscem kryjówek, dlatego właśnie Werchrata, łówcza, Brusno były tak naszpikowane upowcami, bo tam było dużo lasów, pagóry, wąwozy, ideał dla partyzantki. Warto poczytać trochę historii i zobaczyć gdzie miały miejsca walki UPA i sił Polskich. Wyłania się wtedy krajobraz z silną centralizacją w okolicy Brusno - Werchrata - łówcza.
Pan bobrowicz przeszedł na złą stronę mocy.Sprali mu mózg o czymswiadczy tekst zawarty w tej tendencyjnej książce.
Babcia Wójciakowa opowiadała, że to sąsiedzi z Gorajca mordowali i palili Rudkę. Mieszkańcy Rudki wiedzieli kim są ich oprawcy
ŻYCIE MIESZKAŃCÓW GORAJCAMiejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.
Warto przeczytać i poznać historię swoich byłych sąsiadów, może człowiek wtedy więcej zrozumie?
To mordercy.