Gdzie dokładnie leży ulica Pikulicka, oprócz jej mieszkańców, pewnie wiedzą tylko taksówkarze, służby komunalne, a od niedawna również policjanci z wydziału kryminalnego. Ci ostatni za sprawą dziewiętnastolatka, który razem ze swoją dziewczyną na wiosnę wynajęli tam w jednym z domów pokój z kuchnią.
Ulica Pikulicka (boczna Słowackiego), rzadko zabudowana, kończy się ogródkami działkowymi „Bratek”. Od paru tygodni wśród działkowiczów krąży pogłoska o złodzieju, który grasuje w tej okolicy. Spotykają się dwaj działkowicze i jeden drugiego pyta: – Był u ciebie złodziej? – U mnie nie, ale był u sąsiadki – opowiada drugi. – Wybił szybę i zabrał ze stolika fajansowy czajnik elektryczny, którego używała jako dzbanka. Ale to jeszcze nic, bo u innej działkowiczki wyłamał drzwi do domku i ukradł jej butlę, a przy okazji parę innych rzeczy. W dodatku zrobił[paywall] to w czasie świąt. Jak ja bym takiego dorwał, to bym mu giry połamał – odgraża się właściciel działki.
Nie tylko działkowcy obawiają się złodzieja. Mieszkańcy Pikulickiej też, częściej niż kiedyś, rozglądają się podejrzliwie po swoich podwórkach. – To było w poniedziałek, dwudziestego czwartego kwietnia – mówi jeden z nich. Pakowałem coś tam na podwórku, bo wyjeżdżałem i widziałem, jak drogą szedł ten młody, co tu się niedawno sprowadził ze Śląska. Była z nim jego dziewczyna i jakiś kolega. Wtedy nie zwróciłem uwagi, że spacerując, patrzyli w stronę podwórka. Jasno jeszcze było, kiedy wróciłem i zdziwiło mnie to, że pies kręci się w garażu, a przecież pamiętałem, że drzwi były zamknięte. Ktoś wyłamał zamek w drzwiach i ukradł mi skrzynkę z narzędziami. Dałem znać na policję i za parę dni znaleźli złodzieja. To był ten młody.
Nie bardzo wiadomo, kiedy dziewiętnastolatek przyjechał pierwszy raz z Dąbrowy Górniczej do Przemyśla. Ma tu dziewczynę i z nią dziecko, które odebrała im opieka społeczna i umieściła w rodzinie zastępczej. Pierwszy raz dał się poznać organom ścigania w ubiegłym roku. Zaczęło się w marcu, w Przemyślu. Nieznany wtedy sprawca rozbił okno i włamał się do jednorodzinnego domu, z którego ukradł wyroby ze srebra.
Miesiąc później również nieznany sprawca przez drzwi balkonowe włamał się do innego domu i zabrał biżuterię i pieniądze. Właściciele straty wycenili na kilkanaście tysięcy złotych. Potem nie było miesiąca, żeby policja nie odnotowała włamania z kradzieżą. Wszystkie do domów jednorodzinnych. Sprawca kradł biżuterię, pieniądze, sprzęt komputerowy i fotograficzny. Nie gardził dobrym alkoholem i markową odzieżą. Policjanci zabezpieczali ślady, analizowali modus operandi i przeglądali zapisy monitoringu. Wreszcie zatrzymali dziewiętnastolatka.
30 stycznia 2017 roku, na wniosek prokuratora, Sąd Rejonowy w Przemyślu zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 14 dni. Wtedy podejrzany zniknął. Rozesłano za nim listy gończe. Został zatrzymany 21 lutego i trafił do aresztu. Usłyszał w sumie osiem zarzutów, w tym kradzieży i kradzieży z włamaniem, za co kodeks karny przewiduje nawet do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Mężczyzna przyznał się i po opuszczeniu aresztu prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.
Widocznie te doświadczenia niczego go nie nauczyły. Na początku kwietnia wprowadził się z dziewczyną na Pikulicką i niedługo po tym włamał się do altanki na pobliskich działkach. Dwa tygodnie (24 kwietnia) później włamał się do garażu na prywatnej posesji położonej niedaleko od domu, w którym mieszkał. Tym razem nie trwało to długo i został zatrzymany. 6 maja prokurator na wniosek śledczych zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego (7 dni w tygodniu), zakazu opuszczania miejsca pobytu oraz obowiązku powiadamiania policji o każdym wyjeździe. Policjanci twierdzą, że sprawa ma charakter rozwojowy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze