Wojciech Kłyż, działacz pierwszej „Solidarności”, skazany na 3 lata więzienia, rok temu opowiadał dziennikarzowi ŻP o pierwszych dniach stanu wojennego, aresztowaniu, odsiadce i jak góry pomogły mu przetrwać więzienie. Teraz interweniuje u nas w sprawie krzyża na Kruhelu Małym i trzech topól. O ich wycięcie od trzech lat nie może doprosić się w przemyskim urzędzie.
Kruhel Mały. Wojciech Kłyż czeka na początku malowniczej ulicy. Potem około trzystu metrów jazdy w górę.
Mniej więcej w połowie krętej drogi na Zniesienie widać zagubiony między rosłymi drzewami betonowy krzyż. Być może mało kto go zauważa, śmigając samochodem lub rowerem. Najszybciej zwrócą na niego uwagę piechurzy, wędrujący w kierunku Zniesienia, Kalwarii Pacławskiej lub Kopystanki.
Historia kruhelskiego krzyża niknie w mrokach czasu, ale w rodzinnej pamięci Kłyżów zaczyna się w maju 1966.
– Wtedy było tu szczere pole. Pasły się krowy. Teraz urósł dziki las. I te spróchniałe, kilkunastometrowe topole, które zagrażają nie tylko zniszczeniem krzyża, ale przede wszystkich użytkownikom drogi, przy której stoi – kontynuuje Wojciech Kłyż.
– Ściąć rosłe topole to nie jest taka prosta sprawa. Interweniowałem w UM w Przemyślu. Przyjechała komisja. Przeznaczyła trzy topole do wycięcia. Pomarańczowe krzyżyki na nich widać jak byk. Od trzech lat walczę o wycięcie tych topól. Bez skutku. Powiedziano mi w urzędzie, że jak sobie zorganizuję wycięcie sam, to drewno mogę sobie zatrzymać na opał. To śmieszna propozycja. Przecież trzeba zamknąć na czas cięcia ruch i jak powiedziałem, warunki terenowe wymagają profesjonalnej firmy, która podjęłaby się wycięcia. Jak to runie, może być niebezpiecznie i krzyża byłoby szkoda – przestrzega pan Wojciech.
Na trzech rosłych topolach stojących w bezpośrednim sąsiedztwie krzyża widać wyraźne pęknięcia. W koronach liczne pęki jemioły. Na pniach pomarańczowe krzyżyki, sugerujące możliwość wycięcia topól. W ocenie Wojciecha Kłyża, zapalonego taternika i – jak sam o sobie mówi – dendrologa amatora mocniejszy wiatr może te topole w każdej chwili złamać.
– One w takim stanie są realnym zagrożeniem dla ludzi – ostrzega pan Wojciech.
Jak nas poinformował Witold Wołczyk z Wydziału Promocji i Kultury UM w Przemyślu, pracownicy z Zarządu Dróg Miejskich jeszcze dzisiaj (30.01.) skontaktują się z wnioskodawcą, aby tę sprawę wyjaśnić i ostatecznie załatwić.

fot.Artur Wilgucki
W ocenie Wojciecha Kłyża, zapalonego taternika i – jak sam o sobie mówi – dendrologa amatora mocniejszy wiatr może te topole w każdej chwili złamać. – One w takim stanie są realnym zagrożeniem dla ludzi – ostrzega pan Wojciech.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze