Reklama

Wójt zlecił policji wywózkę uchodźców?

Świetlica wiejska w Chotyńcu (gmina Radymno) przestała być schronieniem dla uchodźców z Ukrainy – matek z małymi dziećmi, które przebywały tam od wielu tygodni. To decyzja wójta gminy Radymno Bogdana Szylara. – To nie do wiary. Zlecił strażakom i policji odwieźć wystraszone mamy z dziećmi do Hali Kijowskiej! Jednak panowie ze służb mundurowych mają wielkie serca. Nie zrobili tego. Byliśmy jednak zmuszeni znaleźć im inne tymczasowe schronienie – powiedziała nam jedna z grupy pań, które od 25 lutego br. opiekowały się uciekającymi przed zbrodniczą agresją Rosji na Ukrainę.

W połowie marca br. na stronie internetowej Urzędu Gminy w Radymnie pojawił się wzruszający wpis.

„(...) Ostatnie kilkanaście dni są dla Polaków prawdziwym sprawdzianem z solidarności, empatii i skuteczności sprawnego niesienia pomocy. Także i jednostki samorządu terytorialnego są postawione w stan najwyższej gotowości do działań pomocowych. Nasza gmina jest w sytuacji szczególnej, ze względu na jej położenie. To tutaj mieści się przejście graniczne Korczowa – Krakowiec, przez które codziennie tysiące ludzi ucieka z Ukrainy – kraju owładniętego okrutną wojną. To na terenie naszej gminy uchodźcy otrzymują pierwszą niezbędną pomoc: ciepły posiłek, schronienie, leki, odzież, informacje a także transport (...).

Wójt gminy Bogdan Szylar pragnie serdecznie podziękować wszystkim ludziom dobrej woli, którzy wkładają wiele wysiłku w pomoc naszym utrudzonym sąsiadom[paywall]. Szczególne podziękowania kieruje do wolontariuszy – społeczników, którzy swój wolny czas poświęcają pomocy uchodźcom. Z pewnością jest to ogrom pracy, która jest teraz bardzo potrzebna. Jednocześnie wójt dziękuje wszystkim mieszkańcom gminy, którzy otworzyli swoje domy dla ukraińskich dzieci, matek, osób starszych. To wyraz niesamowitej solidarności i empatii w obliczu tej strasznej katastrofy, która rozgrywa się tuż za naszą wschodnią granicą (...)”

– to jego fragmenty.

Wygaszana aktywność

Rzeczywiście, niemal wszystkie miejscowości gminy Radymno i ich mieszkańcy byli zaangażowani w pomoc. Władze gminy udostępniły m.in. świetlice wiejskie i remizy strażackie.

W remizo-świetlicy w Korczowej powstał punkt dla uchodźców. Punkt recepcyjny dla uchodźców powołano także w świetlicy w Chotyńcu i Piaskach, tymczasowo funkcjonował w Świętem. Remiza w Duńkowicach oraz remizo-świetlica w Nienowicach zostały udostępnione kadetom Szkoły Państwowej Straży Pożarnej. 

W innych świetlicach na terenie gminy przygotowywane były posiłki przez panie z kół gospodyń wiejskich. W niektórych obiektach wykonano drobne prace remontowe, przystosowując je do nowych warunków.

Ponadto gmina zakupiła termosy, naczynia i inne urządzenia niezbędne do funkcjonowania owych punktów. Dzięki współpracy z firmą Waimea Logistic Park utworzony został gminny magazyn – potężne centrum przeładunkowe w Młynach, gdzie przywożone były dary dla Ukrainy.

Prawdę powiedziawszy, scenariusz był podobny do tego, jaki rozgrywał się w innych miastach, gminach czy powiatach na naszym terenie.

Reklama

Z czasem aktywność niemal wszędzie wygasała, o czym informowaliśmy już wielokrotnie. Niepisaną decyzją wojewody podkarpackiego pozostać miały tylko większe centra pomocowe, które koordynowane byłyby przy współpracy właśnie z władzami wojewódzkimi.

Faktem jest, że z czasem liczba uchodźców malała. Wolontariusze się zniechęcali, bo w pewnym momencie okazywało się, że już są niepotrzebni. Tyle, że – jak wciąż pokazuje praktyka – potrzeby nadal są ogromne.

Liczyła się tylko empatia

Jednym z ostatnich, absolutnie lokalnych, pomocowych bastionów była świetlica wiejska w Chotyńcu. Miejscowości wyjątkowej, w której współżyją wyznawcy aż trzech religii. Ale żadnych podziałów nie było, bo być nie mogło. Liczyła się – tak podkreślana jeszcze kilka tygodni temu przez władze gminy Radymno – tylko i wyłącznie empatia i dobroć serca.

Reklama

– Zaczęliśmy działać dzień po wybuchu wojny. Pracownicy zarządzania kryzysowego z gminy przywieźli nam łóżka polowe, poduszki, koce. Pierwszego dnia przywieziono do nas około 300 osób. Potem sami, własnymi samochodami jeździliśmy do Hali Kijowskiej i stamtąd zabieraliśmy naprawdę najbardziej potrzebujących pomocy. Pani skarbnik z gminy zarzuciła nam raz, że wyłuskujemy sobie osoby, które chcemy zabrać. Raz wzięliśmy matkę z niepełnosprawnym dzieckiem, którego nie było nawet jak przebrać. Tam wtedy było ponad dwa tysiące osób. U nas maksymalnie 80 łóżek. Było nieco intymniej – opowiada jedna z pań, które od początku wybuchu wojny pracowały w chotynieckiej świetlicy.

– Były u nas dzieci z domu dziecka, dzieci niepełnosprawne, głuchonieme. Łącznie przez nasz punkt przewinęło się 1600 osób. Zaangażował się cały Chotyniec. Panie z kół gospodyń wiejskich codziennie gotowały, także te z Laszek. Dziewczyny pracowały od szóstej rano do północy. Mężczyźni od północy do szóstej rano, zapewniając bezpieczeństwo – dodała.

W pewnym momencie – jak nam opisała – zaczęły się problemy. Wójt gminy B. Szylar zadał pytanie, kto za to wszystko weźmie odpowiedzialność? Panie tłumaczyły, że skoro wziął 250 tys. zł od wojewody podkarpackiego na takie właśnie cele, to chyba powinien czuć się choć trochę odpowiedzialny.

Reklama

– Najśmieszniejsze jest to, że mówił o tym, że zaangażowanie mieszkańców w pomoc uchodźcom jest budujące, a najbardziej przykre jest to, że ktoś wypędza kogoś z jego rodzinnego miejsca zamieszkania. I że z tym nie da się pogodzić, a do nas z kolei, że jeśli chcemy dalej działać, to mamy sobie wynająć od gminy świetlicę i płacić wszystkie rachunki. Zapytałyśmy na jakiej podstawie? Odpowiedział, że pisma od wojewody podkarpackiego. Tyle, że żadnego pisma nie było. Nasz ksiądz zobowiązał się, że on zapłaci te rachunki. Powiedziałyśmy, że absolutnie nie! Wiemy, że interweniował w tej sprawie sam metropolita przemysko-warszawski arcybiskup Popowicz. Okazało się, że pani wojewoda nie wydała żadnej takiej decyzji – wyjaśniła.

Wójt nie rozumie

27 kwietnia br. świetlica wiejska w Chotyńcu ostatni raz gościła uchodźców z Ukrainy. 30 osób. Same matki z dziećmi.

– Byliśmy zmuszeni znaleźć im inne tymczasowe miejsce. W Radymnie na parafii i w prywatnych domach panie znalazły schronienie. Bodaj w poniedziałek wójt (25 kwietnia br.) kazał założyć kilka kamer na budynku świetlicy i wewnątrz niej. Trwały właśnie święta wschodnie. Dzień później zlecił straży pożarnej i policji odwieźć wystraszone mamy z dziećmi do Hali Kijowskiej! Nie chciały i na szczęście panowie ze służb mundurowych odmówili. Mają wielkie serca, nie zrobili tego! Kolejnego dnia pan wójt zlecił wymianę zamków w świetlicy. To był koniec naszej działalności – wyliczyła cytowana już pani, która od początku wybuchu wojny pracowała w chotynieckiej świetlicy.

Reklama

– Jesteśmy z Mikołajewa. Kiedy przyjechaliśmy, nie wiedzieliśmy, gdzie będziemy i co mamy robić. Bóg przysłał nam takich wolontariuszy, jak te panie. Wiele zawdzięczamy tym kobietom, na zawsze pozostaną w naszych sercach. Niestety bardzo źle potraktował nas pan wójt gminy. Nie rozumie nas, nie wie, w jakim jesteśmy stanie – powiedziała jedna z uchodźczyń, która z dzieckiem musiała opuścić świetlicę w Chotyńcu.

Przyjeżdżały na... wczasy?!

Wójt gminy Radymno Bogdan Szylar zaprzecza wszystkim zarzutom. Wyjaśnił, że działał na polecenie władz wojewódzkich o powolnym wygaszaniu takich miejsc.

– Tam nie było żadnych uchodźców. Tam celowo zostały przywiezione z Krakowa osoby, które chcą wrócić na Ukrainę. Miały tam czekać na transport. Mamy się zajmować uchodźcami, a nie osobami, które przyjeżdżają sobie tutaj na wczasy, aby w odpowiednim czasie wrócić za wschodnią granicę – stwierdził wójt gminy Radymno.

– Świetlica wiejska w Chotyńcu ma służyć mieszkańcom, a nie trzem paniom, które chcą pomagać nie swoimi rękoma, a rękoma wszystkich mieszkańców tej miejscowości. Nie jest prawdą, że nasłana została tam policja – dodał B. Szylar.

Reklama

Faktem jest, że obecnie sytuacja znacznie się uspokoiła. W Hali Kijowskiej w Młynach przebywa maksymalnie 50 osób.

– Prawdą jest, że zapytałem, kto weźmie odpowiedzialność za tych ludzi, jeśli coś by im się stało? Proszę zapytać tych pań, czy któraś z nich wzięła do swojego domu choć jednego uchodźcę? Dlaczego zostały zainstalowane kamery? W trosce o bezpieczeństwo i zdrowie mieszkańców! Bo oni o to apelowali. Tam przyjeżdżały osoby różnej maści – zaskakująco podsumował wójt B. Szylar.


mars
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama