Reklama

Wolontariusze: Najtrudniej opanować emocje, patrząc na tych nieszczęśliwych ludzi

11/03/2022 09:27

Od wybuchu wojny w Ukrainie (24 lutego) do 9 marca funkcjonariusze SG odprawili na przejściach granicznych 1,37 mln uchodźców wjeżdżających do naszego kraju. Do Przemyśla pociągami przyjechało kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Przemyski dworzec prawdopodobnie jest największym centrum logistycznym kierującym strumieniem uchodźców (w tej chwili przeważnie kobiet i dzieci). Stąd albo jadą dalej – do rodzin czy znajomych, albo są kierowani do punktów recepcyjnych.

Żeby cała ta machina sprawnie działała, pracują wszystkie mundurowe i administracyjne służby oraz ogromna liczba osób, które włączyły się do pracy w charakterze wolontariuszy.

W tłumie przemęczonych, zestresowanych, często chorych ludzi bez przerwy kręcą się wolontariusze w żółtych, oznakowanych kamizelkach. Jedni pełnią rolę tłumaczy, gdyż uchodźcy często mówią w różnych obcych językach, inni zapewniają im posiłki albo opiekują się potrzebującymi pomocy.

Cztery godziny dyżuru

W sobotę rozmawialiśmy z dwoma uczennicami II LO w Przemyślu, które przed chwilą skończyły swój dyżur.

– Jestem tutaj tłumaczką i to mój trzeci dyżur – opowiada Wiktoria.

– Mój czwarty, w tym jeden na nocnej zmianie i też jestem tłumaczką – dodaje Martyna.

Zaraz potem wyjaśnia: – Jedna zmiana trwa cztery godziny, możny wziąć osiem, ale proszą, żeby się nie przemęczać, bo być może będziemy potrzebni dłużej. Zresztą już tylko po czterech godzinach jest się bardzo zmęczonym. Pracujemy z ludźmi, którzy często mają za sobą traumatyczne przeżycia. Naszym zadaniem jest opiekować się nimi, zorganizować jedzenie albo łóżko, jeżeli trzeba także znaleźć miejsce w którymś z punktów recepcyjnych. Tych, którzy wyjeżdżają, doprowadzić do właściwego pociągu albo autobusu. Zdarzają się też nieprzewidziane sytuacje. Dzisiaj starsza pani zgubiła plecak i przez godzinę pomagałam jej go znaleźć. Chodziłyśmy wszędzie, ale bez rezultatu. Bardzo współczułam tej pani, ale nic więcej nie mogłam zrobić.

– Ja też miałam podobny przypadek – włącza się Wiktoria. Jedna pani gdzieś zapodziała wózek inwalidzki. Też się nie znalazł, ale na szczęście na dworcu są już wózki inwalidzkie, dostarczone, żeby poratować ludzi w takich sytuacjach.

Reklama

To zostaje w pamięci

Na pytanie, co jest najtrudniejsze w pracy wolontariusza, dziewczyny wymieniły: barierę językową, gdyż wielu z obywateli Ukrainy nie mówi po ukraińsku, tylko po rosyjsku.

– Dzisiaj trochę zmarzłyśmy, bo pracowałyśmy na peronie, gdzie była odprawa – mówią. Obie były zgodne, że najtrudniej jest opanować emocje, patrząc na tych nieszczęśliwych ludzi, na dzieci, które siedzą i niby nie wiedzą, co się dzieje, ale ich oczy mówią wszystko.

Takie widoki naprawdę chwytają za serce i na długo zostają w pamięci. Wolontariuszy, takich jak Wiktoria i Martyna, w Przemyślu są chyba setki (jeśli nie więcej). Niosąc pomoc innym, wykonują oni niesamowitą robotę.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama